• Wpisów:352
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:42 dni temu
  • Licznik odwiedzin:5 448 / 2449 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie jest warto pisać nawet o nim, o kimś kto jest tak sztuczny. To co zrobił i co przeżywałam ostatnio jest niewybaczalne. To koniec. Na zawsze. Nigdy nie byłam tak tego pewna. Koniec wszystkiego, mnie starej chyba też. Czuję jak się zmieniam. Zaczynam tolerować zło. Imprezy, chlanie, lizanie się z kimś przypadkowym,bo przecież miłośc nie istnieje. NIe przeskzadza mi to. Palenie zielska, narkotyki? co za problem? Szczęścia nie dadzą, ale i tak nie jestem szczęśliwa. Co za różnica? Przynajmniej nauczę się nie czuć i nie oczekiwać nic dobrego od życia. Niech go nawet to nie interesuje i nie pieprzy mi, żebym się szanowała dla siebie. Zniszczył całe dobro. Chce zeby mi się coś stało i żeby cierpiał tak jak ja cierpiałam i cierpie. Zjebał mi całe życie, młodośc, zjebał mnie. Nienawidze go i niech gnije w swoim bagnie, które wybrał. Oby i ta Magda go zostawiła idiotka naiwna. Myśli że będe płakać kurwa po nim? żadna łza już nie pocieknie przez niego. ŻADNA.
 

 
Wiem, że podświadomie, nie przyznając się nikomu czekałam na ten dzień. Im bliżej był tym bardziej się bałam, że mnie oleje. Ale nie mogłam w to uwierzyć, że te pięc lat nic dla niego nie znaczyły i olałby mnie w moje urodziny. Czekałam na ten dzień, bo miałam nadzieje, że go zobaczę, usłysze, że powiem mu wszystko, że wygarnę mu w końcu całe zło, że zrzucę z siebie ciężar a potem go przytule jak kiedyś, w ciszy, w nocy.
Nie spodziewałam się kompletnie, że będzie tak jak kiedyś, o północy u mnie. Leżałam w piżamie i jak zobaczyłam smsa od niego stanęło mi serce. Stał za murkiem i płakał trzymając prezent w ręku. Gdy go zobaczyłam cała złość odeszła. Tak mi go żal, że tak się zniszczył. Że jego tata ma problemy ze zdrowiem, że on ma jakieś dwa torbiele w głowie, że sobie nie radzi, że się złamał i wziął thiocodin raz. Że nie jest już szczęśliwy. Przeprosił mnie i powiedział, że jestem najlepszą osobą na świecie i że zasłuzyłam na szczęscie i że chce zebym kogoś sobie znalazła, a jak on się o mnie ogarnie bedzie o mnie walczył. Co za idiota, przecież ja go kocham i nie umiem już być szczęśliwa bez niego. Nigdy nie bede. Wszyscy mówią że minie kilka miesięcy i bedzie lepiej, ale wcale nie, nie jest tak. Świat jest zepsuty. A ja nie wyobrazam sobie że mogłabym znaleźć kogoś jak on. I będe zawsze juz taka niesczęśliwa. Przez niego.
Ostatnio mam coraz gorsze myśli. Może kupić thiocodin? Może będzie mi lepiej. Może po prostu się zabić i przestać udawać? Rodzice przyszli do mnie w nocy i prosili bym nie robiła głupstw, juz nawet oni widzą że popadam w depresję.
Bluza od niego jest piękna, szkoda że nim nie pachnie.
 

 
Odjechałeś a z tobą i pociecha cała,
duszy rozweselenie i ochota miła,
wszystkie moje uśmiechy, otucha i siła
ledwie już odrobiona życia została.

I tylko ta nadzieja, co z dnia na dzień rośnie,
nieuśmierzona, żmudna, tropiąca daremnie,
wciąż ciebie, chociaż jesteś daleko ode mnie
widzieć żąda i nocą przyzywa załośnie.

List napisz, słówko jedno, literkę pamięci,
a jeśli i tej nawet pożałujesz chęci,
niczego już prócz śmierci nie będę czekała.

Żeby umrzeć z miłości, panie mój jedyny,
starczy, jak mówią księgi, dwojakiej przyczyny,
tęsknoty - jeśli wielka, nadziei - gdy mała.
 

 
ciebie nie ma i nigdy nie było i to chyba boli najbardziej
 

 
Ból brzucha, kołatanie serca, nieprzespane noce, marnujący swój potencjał listopad, kiedy to zaczynaliśmy czuć magię. Zrobił się depresyjny, tak jak wszyscy kiedyś opowiadali. Praca. Nauka. Czasem jakaś impreza, nieznajome twarze, rano moralniak, chwilę które nic nie wnoszą do życia, nie ocieplają listopada. Serce niespokojne, nieotulone ciepłem wspomnień, które wracały latami, jak piękna rutyna, której można było mi pozazdrościć. Brak wyczekiwania tych chwil. Jedynie stres i myśli rozbijające mi głowę. Ile można mieć teorii na to wszystko? Czy kochał kiedyś? Czy straciłam go na zawsze? Czy jeśli straciłam to dobrze? Kiedy był prawdziwy? Może teraz jest? Czy specjalnie chciał się ode mnie uwolnić czy zrobił to dla naszego dobra? Co jest prawdą a co kłamstwem? Kolejne lata szukam odpowiedzi na najważniejsze pytania. To tak boli i tak wyniszcza. Wczoraj sięgnęłam po buprenorfine. Nie było jej. Okazało się że otworzyłam ją pijana i Bartek ją wyrzucił. Nie czułam sensu. Ani obawy. Po prostu istniałam, nie żyłam. Nie żyje. Zabił mnie. A ja nadal go kocham. Ten wytwór naszej wyobraźni. I walczyłam do końca by na samym końcu zostać samą, pokonaną przez niego, już nigdy nie tą samą. Kiedyś myślałam że nikt nigdy nie będzie miał tego co my. Że to jest miłość jak ze snu. Teraz dało mi to poczucie że nikt nie umie wyobraźic sobie jak cierpię. Jak bardzo zawiedziona jestem że jego już nie ma i nigdy nie będzie. Straciłam cię gt, straciłeś się. Nie ma ciebie już, nas. I nie kocham cię. Kocham kogoś kim nie jesteś. Teraz nie masz uczuć i nie czujesz nic. Żałuję że pozwoliłam ci tak siebie zniszczyć, zawładnąc sobą, emocjami, bo teraz to ja leżę i płacze i cierpię fizycznie, bo zostawiałeś mnie każdego dnia odkąd wziąłeś pierwszy raz. Narkotyki zabrały ci emocje. Zabrały ci wszystko, a ty nie umiesz ludzko cierpieć. Żałuję że czuję. Nie chce dłużej być sobą. Jestem dobra i wrażliwa dzięki tobie, bo zawsze to we mnie ceniłeś i chciałam to pielęgnować. Nawet tym mnie zniszczyłeś. Te dwie piękne cechy są teraz moją słabością. Zniszczyłeś wszystko. Całe piękno tego świata.
 

 
Napisałam Maćkowi, że nic z tego nie będzie i nagle jakoś chamsko zaczął mnie traktować. Nie rozumie, że dziwnie się czuję jak zaczyna go być tak dużo w moim życiu. Być dużo kogoś kto zastępuje kogoś kto kiedyś był zawsze. Zaczęłam wyczuwać, że za bardzo się wkręca więc chciałam żeby było jasne. Nie widzę nas razem. Nie widzę siebie już z nikim. Nie chcę już żeby ktokolwiek mnie zranił, żeby moje życie znów zależało od kogoś innego. Będę żyć wspomieniami. Nie wiem jak długo, bo powoli blakną przez to że staram się je oszpecić. Już nie myślę tak często jak było cudownie, tylko zastanawiam się czy ja w ogóle go znałam. Czy on w ogóle mnie kochał.
Plusem ostatnim jest to, że moje studia mi się podobają. Nawet zdarza mi się udzielać na zajęciach. I udało mi się dostać jeden dzień wolny na dwa tygodnie w pracy. Będe mogła go wykorzystać na naukę i odpoczynek.
Nie umiem tak żyć płytko. Chcę żeby ktoś zachwycał się ze mną pięknem świata. Chce malarza, artystę, który pomaluje moje życie nieznanymi kolorami. Chcę zachwywać się deszczem, śniegiem, lampkami na oknach. Chcę czuć magię. Nie umiem już z nikim. Nie chcę tego zapomnieć sama.
 

 
Im burning down every bridge we made
I watch you choke on the heart you break
Im bleeding out every word you said
Go to hell for heaven`s sake
 

 
Mega ciężko się żyje w trybie praca + studia, ale przynajmniej dzięki temu nie myślę aż tak dużo nad pustką życia. Praca jest w miarę ok, zostanę tam może do stycznia i zacznę szukać czegoś nowego. Będę miała przynajmniej swoje pieniądze, będę mogła oddać tacie za studia. 15 listopada farbuje włosy, zrobie sobie sombre i będe mieć jasne końcówki włosów, myślę że będzie super. Chcę zmienić jak najwięcej. Nie wracam już do starej muzyki. Wychodząc z domu nie zerkam na serce na budynku. Nie oglądam starych zdjęć. Usunęłam go z powiadomień na fejsie, nic a nic mi się od niego nie wyświetla. Tak naprawdę nie ma go w ogóle w moim życiu. Zaczełam nawet słuchać innej muzyki, tworzyć nowe wspomnienia. Wracając z pracy nie zerkam w jego okno, czy pali się światło. Spotkałam jego brata i nawet nie zapytałam co u niego. Bez zawahania zaczęłam oglądać nowy sezon Stranger Things sama, chociaż muzyka z intro przypomina mi okres kiedy był na odwyku a ja sama trzęsłam się w domu ze strachu.

Ale gdy nauczę się żyć sama ze sobą, będe szcześliwa. Chce się zmienić. Robię małe kroki. Jeszcze niedawno myślałam że są niemożliwe.


Dziwnie by było go spotkać. Niby miesiąc a ja czuję że jest mi już kompletnie obcy. Tak naprawdę zawsze był. Już i tak nigdy by nie było jak przedtem. Myślałam że będziemy cieszyć się jesienią, jeszcze neidawno leżeliśmy w tym łóżku pod kołderką z tostami i oglądaliśmy filmy, zimą spacerowaliśmy i jaraliśmy się lampeczkami w jego pokoju, całowaliśmy, robiliśmy pierniczki, czuliśmy święta. W tym roku to wszystko będzie inne. I cały czas o tym myślę. Przy każdej czynności. Wszystko jest inaczej i nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie czy lepiej czy gorzej. Ale tamto nie było prawdziwe. Nic nie było prawdziwe. Więc mi tego nie żal.
 

 
Czasami uronię łzy jak pomyślę, że każda z chwil, która wydawała mi się być najpiękniejszą okazuje się nieprawdziwą. Myślę za dużo o nim, a pod moim uśmiechem kryję się smutek. Wiem, ze nikt tego nie zrozumie. Ja naprawdę przez 5 lat myślałam, że nasza miłość jest magią. Teraz już nie pamiętam nawet jego twarzy ani głosu. To takie dziwne. Moja tęsknota połączona jest z ogromną niechęcią do niego. Ta niechęć przeważa i ciągle staram przypominać sobie ostatni dzień. Ostatni dzień i ostatni raz kiedy pozwoliłam siebie zranić. Gdy tylko o nim myślę, powtarzam sobie że to kawał chuja, ale zaraz myśli przeskakują na inny tor i widzę nas razem, wiosną rok temu, albo w moje urodziny kiedy przyszedł do mnie do sklepu z prezentami, listem. Milion listów od niego i tyle fałszywych nic nie znaczących słów w nich. Znowu to robię. Najpierw miłe wspomienie, ale na sam koniec wracają dwa słowa: fałsz, złość. Może wszyscy mieli rację? Może potrzebowałam tego czasu by zrozumieć jak bardzo go nienawidzę, jak bardzo mnie zranił, wykorzystał. Każdy dzień mija, ja nadal jestem słabsza, niepewna siebie, stresuję sie byle gównem, nadal mam ataki paniki. Wczoraj gdy lekarka wbijała mi strzykawkę w żyłę, łzy naleciały mi do oczu. Wszystko mnie rozpierdala. Wiem, że to przez niego taka jestem. Wiem, że kiedyś byłam kimś zupełnie innym. Strzykawki u lekarza, kojarzą mi się już tylko z jednym. Syrop w pracy na kaszel Thiocodin, kojarzy mi się już tylko z jednym. Piosenka hera koka hasz, kojarzy mi się juz tylko z jednym, film z narkotykami przywołuje bolesne wspomnienia, czy już zawsze będzie to do mnie wracać? NIe mogę uwierzyć w to, że on to robił. Przecież żyliśmy normalnie. Przecież takie rzeczy dzieją się tylko na ekranach telewizorów, przecież byliśmy tacy szczęśliwi.
Nienawidze go, dwa tygodnie pocieszałam się że kiedyś do siebie wrócimy, a im więcej o tym myślę nie chce. Nie chce go widzieć nawet. Jebany ćpun. Jebane gówno. Zdobył moje serce, przywłaszczył sobie i nie odda, wiesz to idiotko. Wyniki badań krwi i ekg w poniedziałek. Zmienie to życie i siebie, nie mogę pozwolić na to by ten skurwiel rozjebał wszystko. Pierdole go, herde szarkiego i inne jebane szmaty które o niczym nie mają pojecia, jak mnie niszczył ten chuj przez lata. o 21 dzisiaj zapomnę. Choć na chwilę.
 

 
moje uczucia do niego nigdy nie wyblakły nawet przez chwilę, zawsze kochałam go tak samo i zawsze będę. Wiem, że to nie jest normalne. Tylko przy nim czułam się przy nim sobą, kiedy on przy mnie udawał kogoś innego. Minęło 5 lat a ja nadal tuląc się w jego ramiona zapominałam o świecie, o tym ile zła mi wyrządził i zawsze widziałam nas razem do końca, czułam się bezpieczna i bezbronna jednocześnie, malutka, słodka szczęściara, bo przecież mało kto kocha nadal się tak mocno jak my po pięciu latach. Pod tymi pięknymi uczuciami, wyjątkowymi chwilami kryło się takie bagno. Bagno w którym topiłam się każdego miesiąca coraz bardziej, sieć kłamstw w której tak się zaplątałam, albo raczej on mnie. Nie wiem jak można być kimś takim. Jednego dnia przytulić, obiecać że się zmieni , przysięgiwać na wszystko że będzie dbał o zaufanie, przepraszać a kilka godzin później dawać sobie w żyłe. Nigdy bym w to nie uwierzyła. NIGDY.Nawet gdyby mi ktoś o tym powiedział. Gt. Mój gt, ten z oczami misia, ten który opiekiwał się mną jak byłam chora, ten sam wrażliwy chłopak którego pokochałam, który zimowymi nocami tulił mnie pod kocykiem. Ten sam nosił w butach heroine by potem w jakimś kiblu przy dworcu podać ją sobie dożylnie. Póki nie znalazłam tego gówna w jego plecaku, nigdy bym nie uwierzyła. I nadal ciężko jest mi uwierzyć, bo niby wygląda tak samo, ale już dla mnie jakoś inaczej. Już nigdy na niego nie spojrzę tak jak kiedyś. O ile w ogóle bede miec okazję, bo nie rozmawiamy od miesiąca. Zranił mnie i zostawił. Znowu. Nigdy mu tego nie wybaczę, już nigdy nie będzie tak samo. Pierwszy tydzień płakałam, każdy kolejny tydzień nienawidze go coraz bardziej i powoli zaczynam rozumieć jak bardzo mnie zniszczył. Cały ten blog to kłamstwo. Każda notka o tym jaki jest cudowny. Nie były o nim, tylko o kims kogo udawał, o kimś kim był tylko jak miał siłę czyli jak zaćpal. Wątpie by nawet kochał mnie kiedykolwiek bardziej niż te swoje narkotyki. Kochał je bardziej ode mnie. Wiem, jak bardzo się zmieniłam. Moja samoocena, moje zdrowie, mój światopogląd. Jutro idę na badania krwi i ekg serca, bo mam ataki lęku w nocy i w ciągu dnia też. Nawet nie zauważyłam jak z dnia na dzien zaczęłam się sypać. Zawsze tylko chciałam go wspierać, bo przecież był taki biedny. Robienie z siebie ofiary, wychodziło mu tak dobrze, że przestałam patrzeć na swoje potrzeby i wszystko mu wybaczałam. Ale 2 październik, jak wróciłam ze studiów i to jak mnie wtedy okłamał i zsotawił kolejjny raz, tego mu nie wybacze NIGDY. kocham go i zawsze bede, ale nie możemy być razem. nawet już chyba nie chce. brzydze się nim. tym co robił, kim był, ile złego zrobił ludziom na około. Jest po prostu złą osobą. żałuje że go pokochałam. ta miłość zniszczyła dawną mnie. i już nigdy nie wrócę.

JOY. - same place
 

 
Non posso condividere i miei pensieri, le mie esperienze di ultimi giorni con gli altri, perche già so cosa mi direbbero. "Lui ti inganna" "Sei ingenua e credulone" " Non vedi che e' una bugia?" Si, lo vedo. Vedo letteralmente tutto. Sento un minimo fruscio quando sta nel bagno. In un comportamento apparentemenre normale, qualcosa che suscita i miei sospetti. A volte credo di stare impazzendo. E' cosi forte nella mia testa, ho paura di non sopportalo piu'. Un giorno, tutto si rivelera' una bugia grande e io mi schiantero'. Quello che ho sono le sue parole. E' tutto. Non ho niente di piu'. Sono cosi accecata? Sono pazza?? O sono innamorata da morire? Temo che un giorno il telefono sunoera' e qualcuno mi dira' che lui non vive piu'. E io restero' qui sola e senza nessuna rispota alle domande che la mia mente ha creato. Ne sono tante. Mi schiaccia il suo peso.
Si, sempre c'e questo piccolo percento di probablita' che dice la verita'. Ma e' minimo.
C'e troppo stress nella mia vita. Il mio organismo si sta indebolendo. Spesso sento il mio cuore che accelera senza motivo, ogni giorno quando lui non ha le forze per scrivermi un messagio e io sto pensando che cosa fa, ho la nausea. Mangio le unghie come una matta, mi affatico motlo veloce, non so cosa mi sta succedendo. Lui mi ammaza. Man mano mi priva della cosa piu preziosa che avevo. La felicita', il senso della vita, la salute. Mi uccide.
 

 
Jeszcze kilka dni temu czułam się taka szczęśliwa, zapomniałam co złe (jak zawsze) i szłam dalej, zasypialam spokojnie, urodziny i cały ten okres uważam za udany, chociaż było parę zgrzytów, idealnie być jak widać nie może. A no właśnie. Bo sielanka znów została przerwana. Od trzech dni czuje jak żołądek podchodzi mi do gardła, boli mnie brzuch i trzęsą mi się ręce, w niespodziewanych momentach lzy napełniają mi oczy i zaczybam gubić się w świecie mojej miłości, którą od zawsze uważałam za najważniejszą. A jako ten świat przysłania wszystkie inne, tzn rodzina, przyjaciele, rozwój, już nic mnie nie cieszy. Przerażającym jest jak słaba jestem i jak uzaleznilam się od drugiej osoby, która prawdopodobnie mnie oszukuje. Istnieję taka szansa, bardzo malutka szansa, że przesadzam. Chociaż nie. Nie przesadzam. Jest malutka szansa że to co mówi kolejny raz jest prawdą. Setny raz. Może tysięczny. statystycznie około co tydzień zalewa mnie fala zimnego potu, miażdży mnie ciężar tak zwany rzeczywistością. I już nic nie ma sensu, a biały śnieg za oknem, o którym Marzyłam, bo potrafi ogrzać moje serce, paradoksalnie, zmarnuje swój potencjał na wieczorne zimowe spacery. Kolejny raz. Czuję, że ten okres będzie dla mnie ciężki. Mam 22 lata a zastanawiam się czy nie udać się do psychologa. Powinnam cieszyć się życiem, przecież jestem młoda, mam czego chce, zdrowie , przyjaciół, kasę, wyglad, kolesi co zabiegają o mnie. Jedyne czego mi brakuje to pewność. Ze moje życie (tak, bo właśnie miłość była moim życiem) nie jest kłamstwem. Nie jest fikcyjne. Urojone, baśniowe powiedziałabym bo tak sobie myslalam że żyje jak w bajce, traktuje mnie jak księżniczke, a tu nagle okazuje się że książę z bajki jest, moim złym snem, on dręczy mnie. Nie mogę uwierzyć, że ta cudowna osoba, przy której czulam się piękna i wyjątkowa, która wydawała mi sie być taka wrażliwa, która dba o swoją rodzinę, mogłaby tak mnie oszukiwać. Po prostu nie mogę w to uwierzyć i cały czas żyje nadzieja że to puste opakowanie thiocodinu pod moim domem nie jest jego. Ze to że znalazłam w Sopocie igłę z krwią to wcale nie była do cpania, że to ze usuwa rozmowy z fejsbuka też o niczym nie świadczy. Mogę wymieniać w nieskończoność, a już sił nie mam ny bronić go w swojej głowie. Czasem zasnąć nie moge bo analizuje tysiące sytuacji i szukam w nich kłamstw. To uczucie, że on bez skrupułów tak może mnie oszukiwać a widzi jak się rozpadam, jak płacze jak krzyczę, zabija mnie. Boję sie że zaczynam swirowac i teraz będę zwracała uwagę na każdy szczegół, prosiła go żeby udowadniał mi, będę sie bała że wcale nie jest w domu tylko z kims i cpa. Doszło do tego że zaczęłam zastanawiać się czu on mnie nie zdradza? Bo w sumie czemu nie skoro oszukiwać to już po całości. Pewnego dnia, jak będę miała wszystko czarne na białym, ze jednak byłam naiwna, zabije się.
 

 
Zawsze po takim wieczorze "szczerych" rozmów, kiedy był taki wyciszony, skruszony i mówił, że mnie kocha, że nie wyobraża sobie życia z inną, że chce być ze mną zawsze, wracałam do domu i się uspokajałam. Może naprawdę tyle dla niego znaczę? To co mówi wydaje się być szczere.

Wczoraj wróciłam i moje pierwsza myśl to: będzie udawał teraz takie niewiniątko zranione, żałosne.

Wpadłam do niego rano, nie chciałam żeby dłużej mu było "przykro", chociaz serio nie miałam siły. Jak bardzo tego żałowałam... zero emocji, sama mechanicznośc z mojej strony.
Pomogłam mu w angielskim zero dziękuje. Wiedziałam, wróce do domu i znów będe schizować. I zaczęło się. Najpierw mała głupia myśl a potem cała masa okropnych , które zaczęły zamieniać się w paniczny lęk. Nienawidze teog uczucia, jak całe moje ciało ogarnia takie nieprzyjemne drgawki, stres połączony z bezsilnością i strachem, którego nie umiem się pozbyć. Myślałam długo, rozważałam, stiwerdziałam, że zadzownie do niego, może zaczniemy milej, ale on nie odbiera. Mija 5 minut. zero jakiegoś ,,czekaj pixie oddzownie" Nic. Znowu to uczucie, znowu sie zawodzę, znowu jestem olana. Napisał smsa po pół h że już. A ja, że czekam. To się pyta NA CO? Ile razu mówiłam, mu żeby oddzwaniał? Nie da rady. Za trudne dla niego. To o czym myślę, staję się bardziej realne. Jestem z kłamcą, który tak mnie nabrał że jest taki dorby i wrażliwy, tymczasem jest skałą, której nic nie rusza, która wszystko olewa. Moje życie to kłamstwo i powoli to do mnmie dociera. Nic dla niego nie znaczę.
Boje się, że zeświruje. Ludzie są tak zjebani, nie moge znaleźć żadnego miejsca na ziemi. Myślałam, że jest ono przy nim. Przez tyle lat, przywiązałam się do niego, a teraz nawet bym się nie zdziwiła jakby mnie zdradził i powiedział "przepraszam pixus" ... Nie mam siły być z takim fejkiem. Nie wiem jak się wziąć w garść.Nie wiem jak odejść. W końcu nic konkretnego nie zrobił. Ale ja cierpię. Cierpie że się tak nabrałam. Cierpie że jestem naiwna a on mi nie pomaga. Cierpie że nie ufam.
Samotne ranki w domu mi nie służą.
 

 
Ed Sheeran sobie leci i przypomina mi się zima, jak po imprezie i krótkim spotkaniu z Gt biegłam szczęśliwa po schodach i czekałam na słodkie esemesy. Byłam taka szczęśliwa i zajarana. Przypominają mi się długie pożegnania, zimowe spacery, długie smsy na dobranoc z wyznawaniem miłości.
Słucham tych piosenek i tak bardzo boję się, że już nigdy nie będe się tak czuć. Nigdy nie złapie go nieśmiale za rekę czując dreszcze.
Boje się, że pewnego dnia przywali mnie ciężar rzeczywistości i zobaczę prawdę. Kłamstwa i brak uczuć.
Nie walczy ode mnie od roku. W wakacje rok temu, jak mnie oszukiwał, ja do niego przychodziłam do szpitala codziennie, chciałam pomóc, kochalismy się u mnie jak wyszedł ze szpitala inawet się nie odezwał. Później wyjechał bez słowa. Wszystko mu wybaczyłam. Kłamstwa, agresje, przemoc, wyzwiska. Nawet gdy nie widziałam skurchy. To co się stało w sobotę to jakaś tragedia. Dzownił, i pisał smsy przez 3 dni, zamiast przyjść do mnie i błagać o przebaczenie. Czekałam, czekałam aż zadziała i zawiodłam się znowu. Jedne co robił to pisał.
Jest takim dzieckiem, cofnął się w rozwoju. Gdyby mnie kochał walczyłby o mnie. Jak ja bym zrobiła takie coś co on mi w sobotę, przybviegłabym do niego rano do domu i przepraszała w żywe oczy. Nienawidzę go. Skrzywidził mnie. Czuję się upokorzona i nawian. Nigdy o mnie nie zalwaczy . NIe jestem tego warta. Oszaleje.
 

 
z dnia na dzień popadam w coraz wiekszą paranoję. Boje się, że miłość jest naprawdę ślepa. Nigdy nie sądziłam, że jestem naiwna, a teraz jestem pewna że każdy, komu opowiedziałabym historie z ostatnich dni, doradziłby mi żebym lepiej uważała.
Zaczynam świrować. Boję się, że naprawdę skończe w psychiatryku. Ile można żyć, każdego dnia, w myślach, tłumacząc te drugą osobę? Ile jeszcze miesięcy to wytrzymam? Z dnia na dzień coraz bardziej zaczynam dostrzegać pewne rzeczy. Czemu nic nie może być po prostu normalne? To wszystko jest tak śmiesznie łatwe do naprawienia, on po prostu tego nie chce. Prosi żebym nie odpuszczała sobie naszego zwiazku, bo pewnie wie, że on sam ciągle to robi. Obiecuję że zadba o zaufanie, poczym wyrzuca mnie ze swojego pokoju, kiedy zaczynam się rozglądać. Czemu nie mógl po prostu pozwolić i pokazać, że naprawdę nie ma NIC do ukrycia. Tak by mi ulżyło, a on całe życie tak się zachowuje. Jak długo mam udawać przed sobą jeszcze, że to wszystko jest normalne?
W nocy obiecywałam sobie, że nie będe się już tak angażować emocjonalnie w to bo kompletnie nic to nie daję. Obiecałam sobie że bede silna i nie będe o nim myśleć, co robi, gdzie jest... Jezu to jest tak ciężkie. Jak długo można życ z kimś komu sie KOMPLETNIE nie ufa? Nie sądziłam, że moze być gorzej z zaufaniem a jest. Do tego stopnia, że zaczynam myśleć czy wszystko co robi jest ściemą. Bo mówi że kocha, że mu zależy, że się zmieni ale potem zawsze coś jest nie tak i tego nie widzę. W sumie nigdy tego nie widzę. Jedyne co mam to słowa. NIC WIĘCEJ. Słowa, w które cały czas wierzę, a w samotności, przed snem, kiedy patrzę na to wszystko jakoś bardziej trzeźwo, wydają się one byc tak fałszywe.. Odchodzę od zmysłow.. Czuję że ta jesień nie będzie magiczną. Nic nie jest tak jak powinno. Jak myślę, że już nigdy nie będzie jak przed tem czuje takie rozdarcie w sercu. Słucham Lany i przypomina mi się nasza młodośc beztroska, kiedy jeszcze bez żadnych skaz, wierzyliśmy w radość małych rzeczy, kiedy jeszcze nie bałam się że to wszystko jest tak kruche. Nawet nie myślałam, że kiedys wszystko się tak potoczy i nie sądziłam, że kiedykolwiek się zawaham. A waham się każdego dnia. Tęsknie za dniami kiedy nie bałam się o to co robi za moimi plecami, kiedy wierzyłam w każde słowo, gest, kiedy nie miałam mu nic do wypominania a bolesne wspomnienia nie psuły każdego spotkania.
Teraz nawet ten radosny maj, te kilka miesiecy które były tak idealne, wydają mi się tak dalekie i nieprawdziwe. Jedyne co bylo prawdziwe to pierwsze miesiace naszej miłości, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi, a szczęscie nie zabrała nam brutalna rzeczywistość.
Spierdoliłam studia, nie mam pracy, nie mam przyszłości, kto wie czy przeszłość mam skoro wydaje mi się ona być nieprawdziwa? Nie mam po prostu nic swojego. Jedyne co mam to rodzice, ale oni nie zawsze beda mnie wspierać. Jestem skazana na siebie i próbuję coś zdziałać, zmienić się, ale po prostu i nie wychodzi.
 

 
tylko czekam aż wszystko się rozpadnie

mroźne powietrze