• Wpisów:375
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis:55 dni temu
  • Licznik odwiedzin:9 173 / 2755 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
No i znowu cisnę hiszpański, w czwartek mam pierwsze konwersację. Mam tantas ganas żeby robić tantas cosas! Jest tak cudownie po prostu. D. to najlepsze co mnie w życiu spotkało. Czasem nie mogę przestać się w niego wpatrywać, czasem jak go słucham i patrzę jak się zachowuję, nie mogę uwierzyć że ktoś taki chciał taką pojebke jak ja, ktoś tak dojrzały, mądry, zaradny. Też go w życiu spotkało dużo złego, zdrada czy samobójstwo taty, tyle się nacierpiał, że chcę być dla niego jak najlepsza bo na to zasłużył. Często mi powtarza, że jest dumny że ma taką dziewczynę piękną i dobrą. Ja serio nie wiem co on we mnie widzi, ale tak mnie to cieeeszy <3! Wczoraj wróciliśmy z podkarpackiego. W końcu poznałam jego rodzinkę. Mamę, brata, żonę brata, dzieciaki, chyba wszystkie ciocie, wujków i jedną, ostatnią babcię. Bacia skradła moje serce. Jak zostałyśmy same to mówiła, że tak się modliła, żeby ten Dareczek w końcu szczęście znalazł bo to taki dobry chłopak i że jest taka szczęśliwa, że opowidał jej o mnie już w maju, że wyglądam jak aniołek i chce zatańczyć jeszcze na naszym ślubie. Bardzo bym chciała żeby to się udało. Marzę już o tym dniu jak mi się oświadczy! haha, oszalałam naprawdę. Siedzieliśmy tak na huśtawce na jego podwórku w Pruchniku i tak czułam, że to moje miejsce. Przy nim. Jego rodzina też jest super, mama taka szalona, wpychała we mnie tony jedzenia. Pysznie gotuje, a składniki czerpie oczywiście z naturalnych zasobów wsi. Kocham wieś. Będziemy tam często wpadać. Jedziemy w pierwszy weekend listopada. A w październiku grzejemy do Zielonej Góry na wesele Karoliny i Radka. W końcu! To chyba ostatnie z ważnych osób dla mnie, które musi poznać. Oczwiście wszyscy go uwielbiają, nie wspomnę już o mojej mamie, która jest po prostu wniebowzięta.
Przeprowadził się już na Kabaty obok mnie właściwie. Kupujemy milion rzeczy do mieszkania i wszystko super urządzamy. Mówi, że mam do tego dryg. Strasznie mnie jarają takie malutkie pierdoły, które wprowadzają taki niepowtarzalny klimat do domu. Już się nie mogę doczekać jak dzisiaj rozpakujemy rzeczy na balkon. Będzie mega klimatyczny, mamy super łóżko tam z białym kocykiem mięciutkim, będziemy tam leżeć jesienią i pić kakałko, oczywiście ja zadbałam o super oświetlenie, świeczki latarnie i wiszące lampki, będzie super myślę. Dzisiaj po pracy robimy razem obiadek, trochę ogarniamy mieszkanko i balkon a potem w łożeczku tulenie się i netflix. Jest ideaaaaaaaaaalnie! JUż wiem, że go kocham, jak wczoraj nam zgotował 4h jazdy pociągiem na stojąco. No nic a nic nie poczułam się z tym źle, tylko i tak cieszyłam się że jestem z nim. Pomylił dni odjazdu i musieliśmy jeszcze raz na miejscu kupić bilety ale nie było miejsc. 4h na siedząco w korytarzu koło toalet ale i tak było cudownie ( : O ) W Warszawie zastaliśmy jesień po prostu. To będzie chyba najlepsza jesień. Zero stresu, same miłe chwile, zaufanie, ciepełko na sercu, milion zajawek.
I tatuaż mam ! Niesamowite przeżycie. Tak się bałam przed wizytą, że myślałam że zrezygnuje. Bartek i Darek poszli ze mną i w sumie stres odleciał gdy tylko zobaczyłam projekt. Jestem zachwycona. Lanowa dusza już na zawsze mną. ^^ Jeszcze chcemy sobie zrobić jakiś jeden wspólny na zimę. Zobaczymy jak to będzie. Chaotyczna notka ale wesoła, ot co.
 

 
Jestem tak maksymalnie szczęśliwa, że znów jestem sobą, aż ciężko jest mi to opisać. Znów zachwycam się każdą drobnostką, wzruszam na bajkach, mam ochotę biegać po polu w białej sukience i tańczyć z wiatrem i promykami słońca, znów czuję się piękna, ważna. Wolna. Mogę być znowu sobą! Kurdeeeeee, jakie to jest wspaniałe uczucie. D. często powtarza mi że jestem maksymalnie inna niż wszyscy i że właśnie za to mnie kocha, że nigdzie indziej nie znalazłby takiej dziewczyny. Radośnie mi kiedy mam świadomość tego, że akceptuje moje dziwaczne zachowania, dziecinność i częste robienie mu obciachu czy rozpadające się tosty. Wszystko co robię wydaje mu się być słodkie. To chyba te początki zakochania. Wczoraj na snapie wysyłałam mu swoje ohydne zdjęcia z zielonym glutem, taką zabawaką mojego małego brata. Moja mama jak to zobaczyła powiedziała, żebym uważała bo się chłopak jeszcze rozmyśli, ale ja tam się tym nie przejmuję. <3 Powiedział że jestem słodkim debilem i sam wysłał swoje ohydne zdjęcie. Uwielbiam jak przy mnie robi się coraz bardziej zakręcony, uwielbiam tą jego stronę. To dojrzałą oczywiście też jak najbardziej. Mam poczucie bezpieczeństwa, ale i też wiem, że możemy się powygłupiać. Ostatnio nawet oglądaliśmy Hannah Montana i mu się spodobała i chciał oglądać kolejne odcinki. Wczoraj wrócił o 22 z podkarpackiego, spotkaliśmy się w centrum i miał takie cudowne, męskie zimne usta jak całował. Od wrześniowego, nocnego powietrza. <3 Minęły tylko 3 dni a on się tak stęsknił i nie chciał mnie puścić. Przywiózł mi milion słoików w prezencie od jego mamy. <3 Nie mogę się doczekać kiedy pojedziemy tam do niego na wieś. Powysyłał mi milion fot ze swojego ogródka, jest tam tak pięknie, że tylko marzę już by tam z nim usiąść i zachwycać się naturą. Poznać miejsce gdzie się wychował, przespacerować godziny i odkryć najdrobniejsze piękności. W piątek lecimy na Gran Canarie, kupiłam sobie takie piękne wyszywane bikini, które poleciała moja ukochana, kolorowa Macademian Girl, D. jest zachwycony. ^^ Wracamy, zaraz potem robie tatuaż, urodziny Magdy czyli wspólna impreza gdzie mogę znów popisywać się moim chłopakiem, którego wszyscy mi zazdroszczą, zaraz potem przeprowadzka Darka na Kabaty! Już ma mieszkanie, wybraliśmy oczywiście razem. Mamy super pomysł jak urządzić balkon, dużeee łożko z białym kocykiem i milion lampeczek. Nie mogę się doczekać jak w październiku usiądziemy sobie tam z winkiem i będziemy grzać stopy pod kocyczkiem i spoglądać na ciemniejące niebo i patrzeć jak opadające lekko liście zwiastują jesień. Niedługo nasze urodziny. Będę musiała się postarać, bo on to na pewno wymyśli coś szałowego. Mówi, że ma dla mnie niespodziankę po Gran Canarii, zamówił dla mnie jakiś prezent. Nie chciał zdradzić co to, wiem tylko że jest związane z jednorożcami i tęczą, haha. ^^ Planujemy też sobie zrobić jakiś wspólny, minimalistyczny tatuaż, ale jeszcze nie mamy dokładnie pomysłu jaki. Chcielibyśmy żeby powstał w okresie świąt bożegonarodzenia. Mam nadzieję, że i to wypali, bo póki co, wszystko co sobie planujemy - jest realizowane. ^^ Dzisiaj lecimy robić kolczyki. On dwa czarne w płatkach, a ja to już nawet nie liczę który. Ale mega się jaram!

Czasami już nawet nie pamiętam jak było z G. To takie dziwne uczucie. Jeszcze niedawno te wspomnienia były takie intensywne, a teraz tak blakną. Nie pamiętam już jego twarzy, tej radosnej i słodkiej. Teraz jest jakaś inna dla mnie. Ćpunska i zła. Zastanawia mnie to, jak bardzo mogłam się mylić w stosunku do niego. Wydawał mi się być taką dobrą osobą, ale tak na prawdę całe życie udawał. Bałam się po prostu spojrzeć prawdzie w oczy. Często w ciągu tych pięciu lat były sytuacje gdzie był inny niż tylko w moim towarzystwie. Całe te pięć lat chodziłam ze strachem w sobie. Teraz wychodzi prawda na światło dzienne. Gdy oglądam te jego zdjecia na ich Instagramie, gdzie trzyma strzykawkę z heroiną w buzi, na podpisy pod zdjęciami gdzie aż gloryfikuje to narkomańskie życie... na prawdę mi przykro. Chyba już nawet nie czuję do niego nienawiści. Żal mi go bardzo, że jest tak zakłamanym i chorym człowiekiem. Całe życie oszukuje. Siebie, bliskich, tą naiwną ćpunkę. Bardzo musi ją kochać skoro pozwala jej się taplać razem z nim tym narkomańskim bagnie. Nie chcę już nic o nim wiedzieć, jedyne czego się boję, to to, że niedługo umrze. Mam jakąś taką obawę, że mnie to złamie i ciężko mi będzie się z tego otrząsnąć. Cały czas mam nadzieję, że jest w nim jakaś cząstka dobra.. Wiem że zrobił mi tak wiele wiele złego, ale nie umiem już z tym walczyć. Mam chyba za miękkie serce. Boje się, że któregoś dnia ktoś mnie zaprosi na jego pogrzeb i znowu będzie ciężko mi się podnieść. Życzę mu, żeby to przetrwał. Jednak to już zamknięty rozdział i w życiu nie spojrzę na niego tak jak dawniej.

Jestem szczęśliwa po swojemu, nawet z tymi nostalgicznymi chwilami, momentami ciszy i walką z przeróżnymi myślami. Bez smutku nie znałabym tego uczucia. Lana odcisnęła swoje piętno. Cudowny kosmos w głowie bez ćpania. W końcu.


  • awatar Gość: @emilydoll: wszyscy mi to mówią z uznaniem zresztą, dlatego słuchaj się mnie, nie bądz fałszywa, nie trolluj i nie karyń elo iksde xoxoxo
  • awatar emilydoll: @gość: ale ty jesteś błyskotliwa xD łooo zazdroo chlip T.T
  • awatar Gość: @emilydoll: czyli jednak bajeczki tu opowiadasz i zaklinasz rzeczywistość, ojej łatwo cię było rozpracować hihihi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Znowu jest we mnie tyle radości, że aż chcę łapać te chwilę garściami żeby już nigdy nie uciekły z mojej głowy. Znowu czuję się tak nieziemsko przy nim, to takie niesamowite uczucie kiedy idę z osobą tak ważną dla mnie i wiem że i ja jestem ważna dla niego. Mamy takie swoje małe niebo na Ziemi nad którym obecnie nie są w stanie pojawić jakiekolwiek czarne chmury. Jest po prostu idealnie. Czuję się przy nim taka bezpieczna, taka spokojna. Cały ten stres ze mnie uleciał, bo wiem że zawsze będzie przy mnie. Co prawda mam jeszcze trochę pojebanych znaków mojego poschizowania, które go martwią ale już mamy plan co z nimi zrobić. Zawsze jest dla mnie na ratunek. Wczoraj zabrakło mi pieniędzy na leki, a ten od razu przyjechał do mnie z całym zapasem bez słowa. Siedzieliśmy u niego cały dzień, ja grałam w Simsy które mi zainstalował bo je kocham, a on kończył pracę. To takie sexy mega jak gada tak zajebiście po angielsku podczas pracy na callu i coś tam programuje na tym swoim laptopie. Gdy robiliśmy zakupy na obiad cały czas trzymając się za rękę, czułam że mogę już tak zawsze zawsze. <3 Oczywiście za nic nigdy nie pozwala mi płacić. Wspólne gotowanie z muzyką, potem jakieś bajki, kochanie się... jest tak idealnie. Mogłabym tak żyć. Czuję się w końcu nie jak z jakimś zagubionym chłopcem, ale z prawdziwym mężczyzną który o wszystko dba. A najpiękniejsze uczucie jakiego doświadczam te kilka miesięcy to właśnie ten spokój. Ufam mu tak sto procent. Po prostu kompletnie niczym się nie martwię. Nawet nie liczę tych dobrych dni jak to było w przypadku z Gt. Po prostu bity kolejny miesiąc o nic się nie martwię.
Niedługo przeprowadza się na Kabaty żeby być bliżej mnie. Ale z niego głupek zakochany. Jestem z siebie taka dumna, gdy widzę jak szczęśliwy jest. Idziemy ulicą i sam uśmiecha się do siebie. Pytam go o co chodzi i odpowiada że nigdy nie był tak szczęśliwy i że to jego najlepsze wakacje w życiu. Doskonale o tym wiem, ale po prostu chciałam to usłyszeć. I ja jestem taka dumna z niego, że tak się nie poddał gdy walczył o moje emocje, że jest taki ogarnięty w życiu, że potrafił mnie wyciągnąć z tego gówna i sprawić bym zaczęła inaczej patrzeć na Gt i o nim kompletnie zapomnieć.
Chyba go kocham. Chciałam to aż wykrzyczeć gdy żegnaliśmy się wczoraj pod moim domem i tuliliśmy z godzinę w nocnej ciszy. Chcę żeby ten moment gdy to powiem był dla nas wyjątkowy. Powiedział że gdy usłyszy ode mnie słowa "Kocham Cię" to chyba się rozpłacze haha,m tak długo walczył o te moje uczucia, które teraz aż mnie rozsadzają i nie mogę w to uwierzyć. Czasem gdy tak jesteśmy razem, myślę jakie to nierealne. Że zaledwie po pół roku znalazłam kogoś takiego i że już czuję, że on może być tym kimś. On też w kółko mi powtarza, że nigdzie nie znajdzie takiej niezwykłej dziewczyny jak ja, że nawet nie chce, że jestem idealna pod każdym względem, że pierwszy raz coś takiego czuje, że jest dzięki mnie szczęśliwy i cieszy się że jestem. No i najlepsze jest to, że ja to tak widzę! Widzę w stu procentach. I choć brzmi to jak jakaś bajka, tak po prostu jest. Niesamowite to uczucie, to zaufanie. Polecam każdemu.
 

 
Przeczytałam moje stare notki, te sprzed 5 miesięcy i nie mogę uwierzyć, że teraz jestem w tym miejscu. Tamte dni wydają się tak nierealne, nieprawdziwe. Przez tamten okres widziałam tylko ciemną drogę, która nie miała końca, zero perspektyw, brak nadziei. Nie mogę uwierzyć w to, że potrafiłam się jeszcze zakochać. Że wróciłam. Że jestem nawet szczęśliwsza niż kiedykolwiek. Pojawiła się jakaś taka świadomość tego czego chcę w życiu przez wszystkie te negatywne doświadczenia z Gtgówniakiem. Jestem sobą znowu i to takie piękne, że ktoś tak pragnie tą prawdziwą mnie. Pomimo tego, że na początku może było trochę ciężko bo ktoś mnie kiedyś tam popsuł. Ale Darek mnie tak powolutku naprawia, pokazuje mi codziennie ile jestem warta. Czuję się teraz taka szczęśliwa, że aż popłakałam się z tej radości. Dla mnie kupił bilet do samolotu, gdy tylko powiedziałam mu, że chciałabym żeby tu ze mną był w Chorwacji. Nawet się nie wahał. Pierwszy raz się kochaliśmy własnie w Chorwacji, w miejscu do którego mam tak ogromny sentyment. Nie mogę w to uwierzyć aż do teraz że to zrobiliśmy. Czuję się przy nim taka bezpieczna... o nic się nie boję o nic, Jestem dla niego jedna jedyna i ufam mu w stu procentach. Spędziliśmy fajne 10 dni w Chorwacji razem, moi rodzice go pokochali. Codziennie śniadanka razem, plaża.. spacery. Budziliśmy się obok siebie i zachwycał się tym jak wyglądam bez makijażu, spał przytulony do mnie całą noc, jarał się moim ciałem.. aż zapomniałam o wszystkich moich kompleksach.
Wszyscy go lubią. Tak się zgrał z moimi znajomymi, że przez pierwsze dni w Chorwacji gdy byłam, sam się z nimi spotykał. We wrześniu jeszcze lecimy na Gran Canarię z moimi kumplami. Jaram się, że tak bez problemu odnalazł się w naszej paczce. Będzie niesamowicie.
Nie wierzę, że ktoś dla mnie to zrobił. Po prostu wsiadł w samolot i przyleciał do mnie z dnia na dzień. Obiecał, że spełni wszystkie moje marzenia. W zimę lecimy do Australii, powiedział że jedyne czego chce to widzieć uśmiech na mojej twarzy.
Blakną wszystkie wspomnienia z Gt, wiem że nie są prawdziwe, z Darkiem tworzę nowe. Co prawda on i jego dziewczyna ohydna mnie prześladują często, ostatnio nawet dodał na swojego intstagrama identyczne zdjęcie z nią takie jak mam z Darkiem. Czarno białe, te same pozy i z tatuażami z henny, dokładnie takim samymi jak zrobiłam sobie i Darkowi. Wszędzie ich blokuje gdzie się da. Nie wiem jak ona się może na to godzić. Nic jej nie zrobiłam. Ciekawe w ogóle, okazało się że ona też jest ćpunką. Jestem taka szczęśliwa, że się od tego uwolniłam. Warto było przecierpieć by znaleźć się w tym miejscu co jestem teraz. Darek ciągle powtarza mi, że Gt to jakiś idiota że pozwolił mi odejść. Że nigdy nie poznał nikogo tak niezwykłego jak jaaa, że chce już mi się oświadczać haha. To jakiś sen i nie chcę się z niego budzić.
17 września robię tatuaż. Mały, subtelny i kobiecy, przypominający mi o mojej wrażliwości, której nigdy już nie chcę zgubić.
Jestem taka szczęśliwa, że to już koniec. Boże. Nie da się tego opisać. Wszystko co chciałam - odzyskałam. A przede wszystkim samą siebie.
  • awatar emilydoll: <3
  • awatar Gość: @emilydoll: my tobie też atencjuszko hahaha
  • awatar emilydoll: @gość: wyimaginowanym świecie? Jeśli tak bardzo mało chcesz od życia że dla ciebie to co opisałam wydaje się być wyimaginowane to ci bardzo ale to bardzo współczuję. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
2 miesiące za nami, powoli oswajam się z nowym chłopakiem u boku, kilka już kłótni mini przeszliśmy, ale wszystkie wynikają z tego, że jemu za bardzo zależy na mnie a ja jeszcze jestem taka trochę zimna suka. Zawsze się na mnie za to obraża, ale potem i tak mówi że nie umie ze mnie zrezygnować i że będzie walczył o moje emocje. Potrzebuje po prostu więcej czasu, a ten zakochany wariat lata za mną jak szalony. Czuję, że będzie dobrze, już jest i jest tylko coraz lepiej. On jest właściwie idealny, moi rodzice to już za nim szaleją i planują nasz ślub. W sumie wszyscy go uwielbiają, bo wszystkich już poznał i wszędzie ze mną jeździ. Jego znajomi też jak najbardziej ok. Jakie to piękne uczucie jest w ogóle.. ufać komuś i nie przejmować się kompletnie tym co robi. Mam z nim stały kontakt, widujemy się codziennie i widzę jak mu zależy bardzo na mnie. Ciągle mi powtarza, że jestem niesamowita, idealna, piękna, mądra, śmiesznaa, że nigdy nie poznał tak niezwykłej dziewczyny i nigdy niczego takiego nie czuł i że najchętniej już by mi kupił pierścionek i dbał o mnie każdego dnia i zabierał w wszystkie zakątki świata. Przy nim przyszłość jest taka pewna, od chłopaka który nawet studiów nie ma, do faceta który zarabia mega dobrze, który dba o moje zaufanie, jest dojrzały, śmieszny.. nie wiem jakim cudem mnie to spotkało, to jest ogromny skok z rozmachem. Biegamy razem w Vansach po Kabatach i co tydzień zaprasza mnie do kina i nie pozwala nigdzie za siebie płacić. Mega mi wiele razy zaimponował, ja się przy nim trochę ogarniam a z kolei on robi się przy mnie coraz bardziej szalony. Fajnie jest.
  • awatar Gość: @emilydoll: nie zmarnuj chłopkaowi życia
  • awatar emilydoll: Dziękuje Marta <3 <3
  • awatar glowin': Mega się cieszę Twoim szczęściem, oby tak dalej!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
No i właściwie chyba jesteśmy już parą, chociaż cały czas się przed tym bronię. W końcu to dopiero 4 tydzień naszej znajomości i nie chcę żeby to szło tak szybko i ciągle mu to powtarzam, ale jakoś nie umiemy nie iść za rękę i się nie przytulać. Widujemy się codziennie i jesteśmy w stałym kontakcie, mam wrażenie, że jemu zależy nawet bardziej niż mi. Nie wiem czemu, ale mam takie przeczucie, że to będzie ten jedyny. Cudownie się przy nim czuję i kocham go za to, że jest taki porządny, ciepły, że dba o moje zaufanie i sam z siebie pisze mi co robi w ciągu dnia, czuje się przy nim bezpiecznie i kompletnie się nie martwię, że za moimi plecami mógłby robić jakieś głupoty. Nie jest to chyba możliwe, bo jak się nie widzimy, to cały czas ze sobą piszemy. Wczoraj byliśmy na lodach, na spacerze i w kinie, macał mnie po moim udzie i myślałam, że umrę zaraz ;d strasznie mnie kręci on, chyba nikt mnie tak nigdy nie kręcił. Nie mogę się w ciągu dnia czasami kompletnie skupić przez niego, jak myślę o tym jaka między nami jest chemia niesamowita. Ten wieczór gdy szliśmy z winem za rekę po świecie i potem całowaliśmy się u mnie na huśtawce na podwórku.. boże jaka magiczna chwila, mam ciary jak myślę o tym co tam się wyprawiało. Ostatnio też zabrałam dzieciaki brata mojej mamy na pizze, kocham je mega więc chciałam żeby je poznał i postanowiłam że Darka też zaproszę. I to była cudowna decyzja. Siedzieliśmy we czwórkę na ogródku w Da grasso i japki im się nie zamykały. Gadali, cały czas się śmiali, śpiewali.. było tak radośnie i wiosennie.. I na dodatek.. Kacper zaprosił go na komunie swojej siostry. Nie chciałam go zapraszać, bo myślałam, że to za wcześnie, ale ten bahorek po prostu go zaprosił sam i już nie miałam wyjścia. Idziemy razem i w sumie teraz nawet nie mogę się doczekać. W sobotę idziemy przebić mi uszy, będę miała kolejne kolczyki. Wieczorem idziemy do jego znajomych, no ale cóż. Muszę ich poznać. Trochę się stresuję, ale muszą być fajni skoro to jego przyjaciele. W ogóle jaram się, że ma własne mieszkanie i mamy swój kącik dla siebie. Nie mogę się doczekać jak będę u niego nocować i zostawię u niego swoje kosmetyki! Cały czas mi powtarza, że jestem wyjątkowa, że nigdy nie poznał takiej dziewczyny, że sam siebie poznaję przeze mnie bo nigdy nie robił takich rzeczy jak ze mną, że boi się że mnie straci, jeeej i widzę, że te słowa pokrywają się z tym co robi i to jest super. W ogóle... kupił sobie Vansy, bo powiedziałam, że lubię jak chłopak nosi. Kilka dni później je już miał i teraz to w ogóle nie mogę oderwać od niego oczu. Uwielbiam go, myślę, że będzie z tego coś niesamowitego. Po prostu dobrze się przy nim czuję. To takie niesamowite, jak mówi że idzie do kolegów to aż chcę żeby tam został jak najdłużej, żeby się bawił i żeby odłożył telefon, a ten do mnie pisze co jakiś czas i mówi, że wychodzi bo się stęsknił i chce się spotkać ze mną, mega głupek! Dużo bym mogła o nim pisać, jest tak niesamowitą osobą. Właściwie nie dostrzegam żadnych wad jakiś większych w nim, jest usposobieniem tego czego mi brakowało, tego co przez te lata wszystkie zrozumiałam że chcę. Dojrzały, mądry, spokojny chłopak. Szaleję za nim i co najlepsze, widzę że on też zwariował na moim punkcie. Będzie cudownie. Czuję to.
  • awatar versawyer: Nie myśl o tym, co będzie z wami w przyszłości. Czy okaże się być jedynym czy nie, teraz wam dobrze i to jest najważniejsze! Chwilo trwaj. Cudownie czytać twoje ostatnie posty.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wczorajszy dzień był jednym z najlepszych. Cały dzień mi zleciał na remontowaniu pokoju, wraz z przemalowaniem ścian, zniknęły barwy przeszłości. Ten pokój aż pachniał wspomnieniami po G. i pozbyłam się tego. Miałam tyle energii, że zużyłam ją w 100 % ogarniając pokój przez cały dzień i jestem zadowolona z efektu końcowego. Oczywiście all day gadałam z D. <3 Zbierałam się nad Wisłę i tak mega się zastanawiałam czy go zaprosić.. Szliśmy ogromną paczką, byli praktycznie wszyscy, Dixie, Magda, Kasia, Paula, Bartek, Maciek... ogółem było nas z 15 i bałam się go tak rzucać na głęboką wodę, jednak zaproponowałam, bo mówił że nie ma planów na wieczór. To była najlepsza decyzja ostatnich dni. Było cudownie, wszyscy mówili, że jesteśmy mega słodcy, że pasujemy do siebie, w ogóle bardzo dobrze się odnalazł, ze wszystkimi rozmawiał ale też dbał o mnie. Jejuuu, jakieś cholerne marzenie. Nie mogłam wytrzymać i go pocałowałam, ta śliczna twarz aż się o to prosiła. Mega odwzajemnił pocałunek i potem właściwie już nie mogliśmy przestać. Siedzieliśmy na murku nad Wisłą, ze słuchawkami w uszach i całowaliśmy się namiętne. Myślałam, że będzie miał chociaż jedną wadę, ale nie. Całował ideaaalnie. Powiedział, że mega się cieszy, że wzięłam go na tą Wisłę i po naszych pocałunek, tym bardziej nie może zrozumieć jak mój były mógł to tak spierdolić. Powiedział, że on tego nie zrobi. Tak się stresuje dzisiejszym spotkaniem! <3
  • awatar Gość: Ale bajt hehehe a teraz obudź się hahahaha
  • awatar glowin': cudownie to czytać! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie mogę przestać się dzisiaj uśmiechać. Dzień ślicznie się zaczął już od 7 rano, bo oczywiście od rozmowy z D. Ale mnie trzepnęło, opisać się nie da ile wiosennych kwiatków rozkwita w mojej głowie gdy jestem z nim. Potem jeszcze na trochę poszliśmy spać i miałam jakieś zjebane sny, że byłam z nim i nagle uciekł bez wytłumaczenia. Tak się boję, że go stracę, że mam jakąś paranoję. Przez chwilę miałam doła jak się obudziłam, ale zaraz mnie uspokoił, że nigdzie nie wybiera i sam się boi że obudzi się z tego snu. <3 Też mu bardzo zależy na mnie. Wczoraj wracał pociagiem 6h ale i tak się spotkaliśmy. Nic nam nie trzeba było, tylko jakiś placyk zabaw, siedzieliśmy na takiej dużej oponie odwróceni do siebie twarzami i podziwiałam jego uroczą buźkę. Jest taka śliczna, jak się uśmiecha to jest najpiękniejszy widok na świecie. Wczoraj mój brat go poznał, byliśmy chwilę razem w metrze. Jak pojechał do napisał do mnie na whatsupie: Słodki jest, kocham go!
Ja teeż. Uwielbiam go w całości. Nie ma żadnej wady, nie mogę uwierzyć, że trafiłam na kogoś tak podobnego do siebie. Umówiliśmy się też na jutro, będziemy u niego coś razem gotować i słuchać muzyki, a w piątek zaszalejemy i uciekniemy gdzieś w świat. On w ogóle cały czas powtarza, że się boi że jest dla mnie za nudny, że się zakocha a ja go odrzucę, mówi że mam za dużo energii i mnie podziwia. W ogóle nie jest nudny, jest najlepszy, a poza tym nie chcę jakiegoś pojeba, jak miałam, tylko własnie jara mnie to, że ma mieszkanie swoje, że mówi że posprząta na moje przyjście, że ma dobrą pracę, jest spokojny , kulturalny.. ułożony.. W ogóle wczoraj mnie jakaś schiza złapała, że niby miał jakieś duże źrenice i powiedziałam mu to, od razu światło przyłożył i go przeprosiłam, a on mnie przytulił i powiedział, że rozumie i nigdy mnie nie skrzywdzi. Jezuuuuuuuu <3
Mam tyle energii, że zaczęłam z babcią remontować mój pokój. Pomalujemy ściany. Oczywiście co jakiś czas w telefoniku dźwięk wiadomości od niego <333 rozmawiamy całymi dniami i mówi, że on to po prostu lubi więc.. nie mam nic przeciwko. ahh ide dalej malować. Musiałam z radości coś tu naskrobać.

Nad Wisełke dzisiaj ogromną paką! <3
 

 
On jest jakimś pojebanym ideałem, gdy słucham muzyki, którą mi podsyła aż zaczyna mi bić serce szybciej. Mam przez niego teraz taką fazę na Pink Floyd i dźwięk gitar, że czuję się jak pojeb, słuchajac ich i wyobrażając sobie jak razem leżymy gdzieś i w ciszy słuchamy tego <3 Jeszcze mi obiecał, że mi to zagra na gitarze i wtedy się chyba na niego rzucę.. zaraz, zaraz, on mnie tak onieśmiela, że jak mnie przytula mam nogi z waty i jestem cała czerwona. Zanim my cokolwiek zrobimy to chyba minie rok. On też jest takim słodziakiem nieśmiałym, powiedział, że cieszy się, że jesteśmy tacy, że poznajemy się inaczej niż ludzie w naszym wieku i dlatego nawet takie zwykłe przytulenie mnie pod koniec spotkania daje mu dużo radości. W ogóle cały czas do mnie piszę, gadamy właściwie całymi dniami, zawsze pisze mi dobranoc, mówi że jestem słodziakiem ślicznym, że skrajnie go jara jak dostrzegam piękno w prostych rzeczach, że jestem najmilszą osobą jaką poznał <3 <3 matkoooo. Mamy tyle super planów, widzimy się w czwartek jak wróci z podkarpackiego. Powysyłał mi milion zdjęć ze swojego rodzinnego domu i mówi że chce żebym mu zaufała i będzie ze mną zawsze szczery. Wie mniej więcej przez jakie piekło przeszłam z tym gównem G. Nic się nie może rozwalić, po prostu się chyba załamie. Strasznie mi na nim zależy. Wczoraj byłam w kinie z Dixie i nie mogłam się na filmie nic a nic skupić, myślałam cały czas o nim, jeszcze mi napisał potem na messengerze, że czekał na słodziaka i że się nie doczekał, słodkich snów i żeby mi się śniły jednorożce które tak kocham haha ^^. W ogóle on zapamiętuje każdy szczegół, który mu mówię. Nawet imię koleżanki o której coś tam napomniałam. W piątek spacerowaliśmy duużo, zabrałam go w moje ukochane miejsce, gdzie uciekam gdy mi źle czy mega dobrze, podobało mu się. Pizze jedliśmy i uczyłam go otwierać piwo zapalniczką bo nie umie, haha. Właśnie napisał mi, że nigdy na tak wczesnym etapie znajomości, żadna dziewczyna mu się tak bardzo nie podobała. Nie wiem jakim cudem nagle mój świat wywrócił się tak do góry nogami! On jest taki piękny, wysoki, ma śliczną cerę, włosy, słucha zajebistej muzyki, śpiewa, gra na gitarze, robi dobre ciasta, ma cudowne nogi, styl, jest programistą, nie wywiera na mnie w żaden sposób presji, jest madry, ambitny, ma wiele zainteresowań, rozśmiesza mnie mega, gramy razem w Lola <3 Jakim cudem spotkałam taki skarb? Nie mogę go stracić i tyle. Koniec zapeszania! Co ma być to będzie ! ;3 Ale czy to możliwe, że już się zakochałam? G. to jakieś marne czarne wspomnienie, powoli traci barwy, moją głowę i serducho wypełnia teraz tylko jedna śliczna twarz o wesołych oczach <3
  • awatar emilydoll: @Arethi: Dziękuje :** wieem, jest świetny! Uwielbiam go ;)
  • awatar Gość: Tylko gościowi życia nie spierdol
  • awatar Arethi: Życzę Ci powodzenia. Wysocy programiści są fajni :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
z a k o c h a ł a m s i ę

! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! !
  • awatar Gość: @glowin': @emilydoll: dwa babsztyle karyny i sobie słodzą hahahahaha propaganda jak za komuny hahahahaha baba babe ocenia czy jest ładna hahahaha ja jestem facetem i mowie wam karyny, obie z was lochy hahaha i możecie sobie wmawiać i dogadzać ale nic nie zmieni waszego spierdolenia hahahahahahahahaha księżniczki hahahaha myslą, że facet poleci na nogi czy nawet zgrabną dupę, której nawiasem mówiąc żadna z was nie ma, o biuście nie wspominając czy niebanalnej urodzie. Przeciętne karyny a najgorsze, że karyny. Facet potrzebuje inteligentnej, interesującej kobiety, z klasą a nie karyn zakompleksionych, ze zrytymi baniami.
  • awatar glowin': @emilydoll: haha daj spokój! Ale dziękuję! Świetnie, bardzo się cieszę! Należy Ci się. Sama widzisz, życie jest przewrotne: myślałaś że nic z tego, jeszcze miesiąc temu wspominałaś eksa, a tu proszę: rodzi siębpiękne uczucie!
  • awatar emilydoll: @glowin': Ojaa, dziękuje Ci ;* też miałam otwartą buzię jak Twoje fotki przeglądałam, jesteś przeapetyczna i słodka ;) Napiszę coś niebawem więcej, bo teraz nie mam prawie w ogóle czasu, dzisiaj znowu się z nim widzę, zależy mu na kontakcie ze mną, ostatnio się przytulaliśmy długo, mówi że jestem urocza, śliczna i inna niż wszystkie, które znał, mam normalnie nogi z waty jak go widzę i tak się cieszę bo najbardziej na świecie bałam się, że już TEGO nie poczuję a teraz ciągle tylko o nim myślę i jak do mnie napisze to skaczę ze szczęścia haha ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
O jaaa! Ciężko mi uwierzyć w to co się stało ostatnio. Poznałam świetnego chłopaka i czuję, że coś może z tego być. Spędziliśmy razem piątek spacerując po moich ukochanych Kabatach, bardzo mu się podobało. Ustaliliśmy, że najpierw chcemy się poznać, a co ma być potem to będzie. Byliśmy na mojej ukochanej drodze, jako że teraz całe Kabaty są w remoncie, była zamknięta i pusta. Mogliśmy chodzić po środku autostrady bez żadnego problemu. Usiedliśmy sobie na jakimś murku i gadaliśmy. Całe pięć godzin milion tematów. Nie sądziłam, że ktoś mnie jeszcze umie tak rozśmieszyć. Jest tak uroczy, wysoki i śliczny, że aż się przy nim krępuje. Po spotkaniu napisał mi, że cieszy się że mnie poznał, że jestem mega fajna, urocza i zaprosił mnie do kina na jutro. <3 Matko, aż się stresuję! Świetne jest to, że umówiliśmy się że nie będą to żadne głupie drętwe randki, tylko będziemy spotykać się na luzie. Uszanował to, że najpierw chcę go lepiej poznać, zresztą on też nie ma parcia na jakiś związek po dwóch tygodniach. Jest cuuuuudowny. Wczoraj całą niedzielę gadaliśmy i graliśmy w Lola. haha <3 Pisze do mnie ciągle, widzę że mu zależy na mnie, strasznie się cieszę i jakoś odżyłam od razu. Staram się nie nakręcać, ale jakoś nie mogę. Ma tyle cech, których chciałam u chłopaka, że aż nie potrafię w to uwierzyć. W dodatku ostatnio znowu odzyskałam wiarę w ludzi. Na jakimś głupim forum, na którym próbowałam znaleźć dla siebie jakąś pomoc, poznałam ciekawego mężczyznę. Od dwóch tygodni wymieniamy się długimi mailami, rozmawiamy właściwie o wszystkim. Jakie wielkie było moje zdziwienie gdy do mojej pracy przyszła paczka od niego. W środku była ładna torebka na prezent, książka napisana przez niego wierszem z dedykacją, róża, płatki róż oraz koperta z listem. Napisał uroczy wiersz o mnie i wszystko tak pięknie pachniało jego perfumami. Już cały dzień potem chodziłam rozkojarzona. Bardzo miły gest. Znowu poczułam wiosnę w mojej głowie. Oczywiście nie pozostałam mu dłużna, sama też skleiłam jakiś wiersz dla niego, zrobiłam kilka zdjęć, wywołałam i wysłałam mu pocztą. Aż się nie mogę doczekać co odpisze. Razem z nim uciekam w jakiś nierealny świat marzeń.
Jeeeju, Oby już tak zostało. Znowu zachwycam się każdą pierdołą, szumem wiatru, kolorem liści w słońcu. Te kilka dni chodzę maksymalnie pozytywna i w ogóle nie myślę o Gt obsranym. Mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej, mam tylko z tyłu głowy taki strach, że jak zaraz coś sknocę to chyba się jeszcze bardziej załamie. Psychiatra wypisała mi leki antydepresyjne ale jeszcze się wstrzymam z braniem ich. Od momentu kiedy poznałam D. nie mam czasu na patrzenie w przeszłość.
o jaaa, on jest taki cudowny. Ten mały śmietnik narkomański może się przy nim schować. <3
Szalony weekend nad Wisłą z przyjaciółmi, wiosna pełną parą. Jest cudownie, aż mi się nie chcę pisać haha :3
  • awatar emilydoll: @versawyer: wieeem, są śliczne <3 ale jak się szybko pojawiają, tak i szybko znikają <3 ciesze się, miło mi ^^
  • awatar versawyer: Te różowe drzewa to moja najulubieńsza rzecz na świecie<3 I dobrze cię widzieć taką szczęśliwą!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chyba koniec. Albo na pewno. Od wtorku chodzę na terapię. Coś co go prawie zabiło, coś czego się tak bardzo bałam, nadal jest we mnie. Mam jebaną nerwicę. Nie pamiętam dnia kiedy obudziłam się bez łomotu serca. Mam wrażenie, że czas mi ucieka, a im dalej jestem, tym mi gorzej, że nadal się nie pozbierałam. Takie błędne koło. Przedwczoraj trzęsłam się na łóżku i dał mi relanium. Prawie zwaliło mnie z nóg. Dziwnie się tak czułam przy moim oprawcy, który poraczył mnie środkiem uspokajającym. Leżeliśmy w lesie, płakaliśmy i się przytulaliśmy. Nie wiem właściwie po co. Ale w tamtym momencie nie było to ważne. Wczoraj irracjonalny strach, który czułam przed narkotykami został zabity. Dzisiaj nawet nie żałuje. Po prostu w tamtej chwili nie widziałam innej możliwości ucieczki. Naćpałam się lekami, które sprowadziły go na złą drogę. W jednym momencie uleciał cały strach. Zaakceptowałam swoje słabości, zaakceptowałam słabość i mizerność ludzi. Siedziałam w lesie, płakałam naćpana i śmiałam się. Paliłam papierosa za papierosem. Pierwszą paczkę od 4 lat. Odleciałam z tego świata, źrenice miałam jak szpilki, nogi i ręce jak z waty. Wiosenne powietrze. Kochałam je tak samo jak rok temu, chociaż nie byłam sobą. To był pierwszy i ostatni raz. Rok temu zwykł film o narkomanach doprowadzał mnie do lęku, głupi zapach marihuany przywoływał najboleśniejsze wspomnienia, a wczoraj ja, miałam w sobie to gówno i nawet się nie bałam. Nawet się nie zawahałam żeby to łyknąć. Czułam jakby były we mnie dwie osoby. To koniec. Już się nie boję. Podejmuję prawdziwą walkę, pokonałam lęki. Wiem, że to chore ale czuję, że zrobiłam dobrze, bo wiem że już nigdy do tego nie wrócę. Wiem, że każda normalna osoba by mnie teraz zjechała. Może mi już odbiło całkowicie, ale tego było mi potrzeba. Przyszedł do mnie Maciek, leżeliśmy na górce obok mojego domu, na jakiejś stercie liści i paliliśmy papierosy. Znowu czułam się jak nastolatka. Oglądaliśmy gwiazdy, płakałam i mnie przytulał. Brakowało mi tych pojebanych, nastoletnich emocji. Łaziliśmy po świecie, siedzieliśmy na krawężniku ulicy na nocnych Kabatach i się śmieliśmy. Boże, jak mi go brakowało. Tak go uwielbiam jako przyjaciela, a on chcę to zepsuć, cały czas, chociaż rozmowa już była. Nigdy nie będziemy razem, chcę żeby to zrozumiał, chcę go mieć w życiu ale nie tak blisko. Nie umiem. Powiedział, że uwielbia mnie za to, że jestem taka pojebana i inna niż wszystkie laski. Nie wiem czy zdaję sobie do końca sprawę, że to wcale nie takie fajne. Nie chcę go stracić, ale boję się że im bliżej będzie, tym bardziej go będę ranić. On się bardzo angażuje. Jest na każde moje zawołanie. Nie chcę żeby czuł się wykorzystywany. Z drugiej strony postawiłam sprawę jasno, a on nadal w to brnie. Co więcej mogę zrobić? Najdziwniejsze jest to, że gdy tak leżałam płacząc koło Gt, mojego największego wroga, czułam się znów bezpiecznie i znów sobą. Czułam że to moje miejsce i mój dom. Moja psychika płata figle. Jest pełna sprzeczności. Nigdy nie wiem co odwali mi za pięć minut. Boje się siebie samej. Piątek. Tego dnia i poniedziałku boję się najbardziej.
 

 
Wszystko przemija. Coś co na co dzień jest i wydawałoby się pewne, w pewnym momencie znika, zmienia się, umiera.Nowe Kabaty już niczym nie przypominają tych z dzieciństwa ani nawet tych sprzed roku. Coraz więcej tu ludzi i coraz mniej miejsca. Obok naszego przystanku widmo powstał trzypasmowy wiadukt przecinający nasze polne łąki, przystanek widmo nie jest już tak nieznany jak kiedyś. Drugie walentynki, spacer w to symboliczne miejsce, prezent w postaci pięknego pierścionka, który potem, gdzieś w pijackiej kłótni, po dwóch latach zgubił się. Dwa imiona które zawsze szły ze sobą w parze nie stanowią już nierozerwalnego połączenia. Dom zawsze pełen hałasu na tydzień pogrążył się w głuchej ciszy. I już nigdy nie będzie taki sam. Znikł hałas, zmieniła się codzienność, ktoś umarł.
Gdy tak stałam na pogrzebie, a na trumnie widniało imię dziadka z datą 22.03.18, znów miałam to uczucie. Czasem bierzemy coś za pewne, nie wyobrażamy sobie takich chwil.
Potem tylko myślimy o tych beztroskich dniach kiedy niedane było nam poznać cierpienie tego rodzaju, cierpienie które miało nigdy nie nadejść, a przecież rozstania, pożegnania i śmierć są nieodłącznym elementem naszego życia.
Nie lubię zmian. Zawsze uważałam, że trzeba malować rzeczywistość, jakkolwiek szara by była. Że uśmiech dziecka, spacer po lesie za rękę z niegasnąca rozmową bratnich dusz, wiosenny deszcz czy miłe słowo po ciężkim dniu w pracy wystarczą by uszczęśliwić. Wierzyłam w to i zostałam perfidnie obdarta z tej wiary. Ten ćpun zabrał mi
coś najcenniejszego w życiu. Wiarę w miłość.
I tak stałam na tym pogrzebie i marzyłam by mieć kogoś obok kto mnie wesprze. Cały tydzień ja wspierałam mamę i babcie. Moje problemy odeszły gdzieś długo na bok i nie chcę już nikogo nimi martwić. A właściwie to sobą. Nie mogę płakać ani przy rodzicach, a teraz już także i przy babci. Bartek też się denerwuję. Płakałam sama, w moim ukochanym lasku, słuchałam "Zombie" Crabnerries i myślałam o rzeźni w mojej głowie. O samotności. O śmierci. O pierwszych oznakach wiosny, których nie mam z kim podziwiać.
Staram się ciągle siedzieć z babcią. Ma problemy z nadciśnieniem i strasznie się o nią boję. Jej reakcja na śmierć dziadka była taka dziwna. Poszła do pokoju i zaczęła układać ubrania, chociaż był porządek. Tak szperała po tym pokoju, przekładała jakieś drobiazgi bezsensownie,
byle tylko pohamować łzy. Nie chcę żeby dusiła w sobie takie negatywne emocje, bo pewnego dnia wybuchnie. A gdyby coś jej się stało nie przeżyłabym kolejnej straty, jednej z najbliższej mi osób. Kolejne dwa imiona, które przez pół wieku stanowiły jedność rozeszły się. Jedno zostało wyryte na złotej tabliczce przypiętej do trumny.
Ile jeszcze zła w tym przeklętym roku mnie czeka?
D. i J. z powodu konieczności podjęcia w końcu ostatecznych kroków, nie mogą dojść do porozumienia i jedyną opcją jaką widzą na dzień dzisiejszy jest rozstanie. Kochają się szalenie. Ale co zrobić gdy przez trzy lata planują wspólnie przeprowadzić się do Kanady, a w ostateczności, gdy nadchodzi ten moment, ona nie potrafi zostawić Polski, a on swojej Francji? Kolejna para, która nie zawalczy o miłość? Nie mogę w to uwierzyć, że istnieje taka możliwość w ogóle. Że nie będą razem. D. jest strasznie zdołowana i boi się, że będzie jak ze mną i G. On też podobno mnie tak kochał szalenie i nagle
znalazł sobie inną, narkomańska kurwa. Jeszcze nawet się nie rozstali, a ona już mówi że bez niego umrze i tym bardziej gdy znajdzie sobie kogoś innego po chwili. Pamiętam jak rozstałam się z G. i mówiła mi, że moje życie nie jest zależne od drugiej osoby. Że się zakocham jeszcze. I im bardziej jej sytuacja zbliża się do mojej, tym bardziej przyznaje mi ona, że słowa jej pocieszenia były puste.
Jutro badania usg piersi.. już nie daję rady z tym bólem. Bardzo się boje.

Jedno jest już dla mnie pewne,
że nic w tym życiu nie jest pewne.
 

 
Boje się strasznie, że umrę przed 40 na jakiś zawał. Cały ten stres mnie wykańcza do tego stopnia, że potrafię się zrzygać, drętwieją mi palce u rąk, po prostu fizycznie czuję jak moje ciało się rozpada. Dzisiaj wracałam jak zwłoki z metra i myślałam o tym, jak mnie sama moja psychika i myśli bardzo wyniszczają, przypominałam sobie czasy licealne jak szczęśliwa wybiegałam tymi schodkami na ukochane kabaty i nigdy nie myślałam, że dane mi będzie się tak czuć, że takie uczucia w ogóle istnieją, doznałam nowego poziomu cierpienia. Tak naprawdę po tym pół roku teraz nastąpił prawdziwy koniec, który mnie przeraża i mimo tego że minęło wiele czasu, muszę godzić się z tym na nowo, a mój dół utrzymuję się już ponad tydzień, więc pobijam nowy rekord. Mam zapalenie płuc, nie spałam całą noc, mam przypisane antybiotyki. Znowu. W ciągu roku rozchorowałam się 4 razy, przy czym kiedyś chorowałam raz na 3 lata. Nawet jak nie ma go koło mnie nadal się stresuje. Wczoraj odpaliłam sobie Fantastyczne Zwierzęta, żeby pozachwycać się Newtem, ale tak nie mogłam się skupić. Znów żałowałam sobotniej imprezy, malinki na szyi, za dużej ilości alkoholu. Tak się stresowałam (?!) cały dzień, że aż trzęsły mi się łapy. B. wszedł do pokoju i zmartwiony zapytał co znowu jest ze mną. Oczywiście znów zaczęłam płakać i mówić mu jak bardzo się boję że mam coś z głową. Bo mam. Mam jebaną nerwicę. Rodzice zapisują mnie do psychiatry. Już nie mogą na mnie patrzeć. Nic już nie jest takie jak kiedyś. Chciałabym wrócić, w końcu kiedyś byłam taka wesoła. Chciałabym nie stresować rodziny, przyjaciół. Nie wiem co się ze mną odpierdala. Paliłam zielsko z Olką, nawet bez zawahania nie odmówiłam. Ostatnio jarałam jakieś 4 lata temu i przyrzekłam sobie wtedy, że w życiu już tego nie zrobię, że to złe. Przecież tak gardziłam tymi debilami z watą zamiast mózgów, siedzącymi w kółeczku na imprezie i śmiejącymi się do ściany. Miałam taki wstręt do marihuany, bo był to też pierwszy krok Gt w kierunku, który teraz prowadzi go prostą ścieżką do grobu. Tak się jej bałam, samego tego zapachu,samego tego słowa, tego co robi z ludźmi. Z gt. Kiedyś, gdybym wiedziała, że Ola pali dostałaby ode mnie porządną zjebe. A ja nie zrobiłam nic. Nawet nie odmówiłam. Co się ze mną dzieję? Czuję, że moje życie jest takie puste, że muszę je wypełniać takimi głupstwami. Przeraża mnie to, jak wszystko straciłam. Siebie. Tego dnia też nawalało mi serce, a marihuana je uspokoiła. I to jest kolejny zły sygnał. Mam tak spierdolone myśli, że aż nie mogę ich słuchać. Że może powinnam zacząć tolerować zło, pogodzić się z nim, może wtedy przestane tak cierpieć? Jestem za wrażliwa. Przecież nie mogę dać się kompletnie zniszczyć jakiemuś bahorowi, który nie potrafił nic docenić. Jezu, jak ja go nienawidzę za to co mi robił dwa lata i za to jakie tego teraz są konsekwencję. Wczoraj był u nas Przemek i Michał, nie wiem, znów myślałam, że kiedyś tu obok mnie, siedział on, mogłam oprzeć o niego głowę, mogłam na nim usiąść, ugryźć go w polik, szarpnąć za kudły, to był taki poziom relacji, takiej bliskości, które będzie mi ciężko stowrzyć z kim innym. Nie wyobrażam sobie bym mogła tak zrobić np. z Przemkiem, chociaż bardzo mi się podoba. Po prostu sobie tego nie wyobrażam. Jestem jakaś spierdolona i boję się samotności, która czeka na mnie za rogiem i śmieje mi się w twarz. Boże, drętwieją mi uda. Mam już tak dosyć tej choroby, depresji, ludźi, siebie, alkoholu, Kabat, Gt w mojej głowie, fikcji którą stworzył. Nawet już nie życzę mu dobrze, bo to potwór. Jebana zima nie odpuszcza, a chcę już latać między kwiatami jak rusałka i delektować się słońcem i ciepłym wiatrem. Może wtedy wrócę?
  • awatar Gość: Bóg Cię kocha, pamiętaj o tym proszę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W weekend poczułam się szczęśliwa. Pogoda pierwszy raz pozwoliła mi wyjść na podwórko w vansach i ukochanym niebieskim, wiosennym płaszczyku. Dosłownie na moment zapomniałam i odpłynęłam, a myśl z tyłu głowy przypominające moją sytuację była jakaś łagodniejsza, jednak wciąż obecna. Spacerowaliśmy z Kasią i Bartkiem po moich pięknych Kabatach, tych mniej znanych, gdzie nie ma ludzi, gdzie rozciągają się łąki i polne ścieżki. Szliśmy z piwem i muzyką i było jakoś przez chwilę tak radośnie, beztrosko. Wieczorem doszło kilku znajomych i też było miło, chociaż w pewnym momencie chyba za dużo wypiłam, bo podrapałam się po brzuchu do krwi, leżąc na dywanie i słuchając tych gównianych piosenek. Rano Kasia ze mną została i poszłyśmy na łąkę i siedziałyśmy na wysuszonej trawie, słuchając Lany i Kasia próbowała przekonać mnie że będę kiedyś szczęśliwa. I w tamtym momencie jakoś nawet się tak czułam, głównie przez zapowiedź wiosny i to że siedziałyśmy w słońcu bez kurtek. Spacerowałyśmy calusieńki dzień. Aż do teraz mam zakwasy. W poniedziałek rano w pracy dostałam od pewnego dziennikarza sportowego książkę. Jak jakieś pieprzone fatum, gdy chce o wszystkim zapomnieć, książka była o byłym narkomanie, który został znanym sportowcem polskim. Jest to książka biograficzna, na podstawie której wszedł do kin ostatnio nawet film "Najlepszy" Bałam się iść na ten film ze względu na jego zawartość, po prostu nie potrafię o tych rzeczach rozmawiać, boli mnie jak je oglądam. A tu proszę. Książka pod moim nosem, a dzisiaj spotkanie w mojej pracy z tym oto byłym narkomanem. Właśnie siedzi przede mną. We własnej osobie Jerzy Górski, narkoman który po 14 latach ćpania wyszedł tego gówna. Jestem pełna podziwu, ale z drugiej strony wiem, co musiała przeżywać jego matka, gdy przez 14 lat egoistycznie ją niszczył. Potem cały dzień miałam milion refleksji, wracałam z pracy i płakałam, szkoda że nasza historia nigdy nie będzie miałą happy endu. Poszłam do lasu ukochanego, w powietrzu czuć było wiosnę, taka jak rok temu gdy byłam szczęśliwa i wydawać by się mogło że miałam wszystko, siedziałam na pieńku, na którym jeszcze niedawno się kochaliśmy i płakałam. 5 lat związku, przeszłam przez piekło razem z nim, ale nadal wierzyłam, że z tego wyjdzie. Byłam gotowa czekać na niego, rozstaliśmy się po to by moje ciało fizycznie się uspokoiło, a on znalazł sobie inną dziewczynę, brzydką, małą, jakąś nudną. Pierwsza lepszą. Całował się ze mną jak tylko go poprosiłam, ciągle robi screeny moich zdjęć, wysyła mi moje zdjęcie z jego pokoju, wczoraj rozmawialiśmy przez telefon mówił do mnie kotek, mówił że za dwa lata może ona zostanie przyjaciółką, a ja wrócę, boże, jak można być tak podłą osobą? Współczuję jej, ale z drugiej strony jej nienawidzę bo wtargnęła z buciorami w nasze życie, wiedziała jak mnie to zaboli. Przecież on tak pieprzył o miłości tyle lat. Nie mogłam się uspokoić już cały dzień, całe spotkanie ze znajomymi przemilczałam. W końcu zrobiłam to. Usunęłam go ze snapchata, nie zasługuje na to by mieć jakikolwiek wgląd w moje życie. Koniec. Musze się odciąć. Napisałam mu, że to koniec, powiedział że zawsze mogę na niego liczyć i że Magda wiedziała, że będzie chciał do mnie wrócić, chory związek chorych pojebów. Koniec z tym. Odcinam się od tego świata, muszę się jakoś ogarnąć. Spróbuje zapisać się na bierzmowanie i prawo jazdy, muszę się czymś zając bo samotne chwilę mi nie służą. Przez tego chuja przestałam wierzyć w ludzi, w miłość. Minęło pół roku a wcale nie jest lepiej, dalej się trzęsę i zdycham i myślę o okropnych rzeczach. Nie wiem jak można być tak podłym człowiekiem, te narkotyki całkowicie wyżarły mu mózg i sprowadziły do człowieka bez serca, upodlonego egoisty. Powiedział coś w stylu; teraz też możesz przecierpieć, a potem kto wie co będzie? Co za durny idiota. On naprawdę pomyślał, że ja do niego wrócę po tym jak wymienił sobie dziewczynę w ciągu miesiąca? Tego nigdy nie wybaczę. Nigdy. To koniec. Całkowite odcięcie się nastąpiło po pół roku. To mój odważny krok. Niech to się skończy. Marzę żeby ktoś mnie uratował z tego, chce żeby wiedział że stracił mnie bezpowrotnie, chce być z kimś szczęśliwa, chociaż tak w to nie wierzę. Koniec naprawdę koniec. Nie chcę nawet wiedzieć czy udało mu się przejść ten odwyk. Chcę żeby znikł z moich wspomnień, z mojego życia, z mojej głowy. Czemu jestem taka słaba? Bartek wczoraj powiedział mi że marzy żebym była szczęśliwa, żebym była taka jak kiedyś, rozpłakałam się jeszcze bardziej. Czemu minęło pół roku a to nadal tak boli? Najbardziej rozwala mnie jego pierdolenie, że rozstaliśmy się po to żebym ja się ogarnęła bo byłam wyniszczona i pytał: a co by było gdybyś znowu znalazła strzykawki? A w efekcie wiem, że znowu ćpa, tylko dodatkowo moja miejsce zastąpiła jakaś brzydka bułka z twarzą wiejskiej świni. To miał być ten ratunek? Co za skurwiel egoistyczny, robi z siebie bohatera, pierdoli o sobie że jest dobrym człowiekiem tak naprawdę, że ludzie są źli i żebym na siebie uważała. Mówi to najgorsza osoba na świecie jaką znam. Proste.
 

 
I znowu jakoś lepiej jest. Wyszło słonko, kilka razy już było czuć wiosnę w powietrzu. Wstaje rano, nie jest już ciemno. Dostałam wypłatę i się rozpieszczam. D. wróciła z Francji, póki co na stałe i to takie cudowne, że mam ją znowu przy sobie. Dwa lata rozmów przez jakiś głupi internet, bez emocji, bez uśmiechów i nagle przyjaciółka z dzieciństwa, całej pryszczatej młodości, szalonego wieku dojrzewania i imprez, znowu mieszka parę ulic ode mnie. Przywiozła mi z Francji piękna sukienkę w róże i wyglądałam ostatnio na imprezie jak hiszpanka. I chyba wrócę do tego pięknego języka. Kurde, kiedyś byłam tak żywiołowa i pewna siebie, że nauczyłam się go w 5 miesięcy do matury, kompletnie od zera. Zastanawiam się nad jakimś kursem albo po prostu samodzielną nauką. W końcu kiedyś dałam radę to i teraz mogę, zwłaszcza, że przecież pamiętam tantas cosas! Zabrałam ją w prezencie dwa razy do kina i powiem szczerze, lepszego filmu niż "Three billboards outside Ebbing, Missouri" dawno nie widziałam. Komedia połączona z dramatem, ale w ogóle się nie gryzie. Świetna gra aktorska. Prozaiczna scena w szpitalu z podaniem szklanki ze słomką tak mnie wzruszyła, że łzy ciekły mi po policzkach strugami. Zwykłe życie zwykłych ludzi i aktorzy dobrani do tej zwykłości idealnie. 10/10 w mojej ocenie.
Czasem się zastanawiam po co w ogóle się martwię, w końcu kiedyś zawsze przychodzą lepsze dni ? Całą sobotę przeleżałam w łóżku płacząc. Mama z samego rana zaczęła się na mnie drzeć, a naprawdę byłam zmęczona po całym tygodniu pracy. Darła się, że się szybko poddaje ostatnio, że rok studiów w plecy mam. Mnie też z tego powodu jest przykro, ale chcę uczyć się czegoś co ma sens, czegoś bardziej praktycznego, poza tym mam pracę w której odnoszę sukcesy. Darła się na mnie, bo oglądała zdjęcie na moim telefonie i na imprezie miałam bluzkę z odkrytym brzuchem i dekoltem. Zaczęła mnie zjeżdżać, że na siłę próbuje pokazać, że jestem seksowna teraz i że tak nikogo nie zdobędę, Kurde, impreza to impreza, zawsze lubiłam ubrać się jakoś bardziej szalenie z takich okazji. Przecież na co dzień jestem skromna, albo pokazuję nogi, albo dekolt. Tak się nie przyjemna atmosfera w domu zrobiła, że zbiegłam na dół, zamknęłam się w pokoju i płakałam. Myślałam, że tęsknie za Gt, że on zaraz by przyszedł i mnie przytulił, pocieszył. Na chwilę zapomniałam kim jest na prawdę. Ohydnym, zdradzieckim heroinistą, bez skrupułów, który wali w żyłę z jakimiś mendami w jakiś barakach na Służewiu. Gadaliśmy dość długo, coś tam pieprzył, że chce mi pomóc, że powinnam iść na jakąś terapię, że on wyjdzie z tego i będzie dobrze. Chciał się spotkać, chociaż na chwilę, ale oczywiście się nie zgodziłam. Nigdy w życiu. Wczoraj pojechał do Radomia, do swojej dziury gdzie mają zejść z niego wszystkie narkotyki i wysyłał mi zdjęcia swojego pokoju i swojej narkomańskiej mordy, jaki to on biedny, bo tutaj jest brudno i nikt nie chce wyjść z ćpania oprócz niego. Już nawet mu nie odpisałam, bo po co? Po co w ogóle mi on to wysyła? Chyba chcę żebym się nad nim zlitowała. A jako, że jestem osobą, która na co dzień nie ma w sobie nienawiści, całe jej pokłady kieruję w niego. Tylko i wyłącznie. Tylko na to zasłużył i niech mi nie mydli oczu, że potrzebował bliskości, dlatego jest z tą brzydką, naiwną małolatą.
P. zaprosił mnie jutro na imprezę... głupio by było nie skorzystać, jest bardzo uroczy, ale chyba zostanę jeden piątek w domu i dam odpocząć mojemu organizmowi. O, właśnie wysłał mi snapika z słodkimi życzeniami <3 za dużo lasek na niego leci, chyba bym z zazdrości nie wyrobiła.
Raczej zostanę jutro w domu, Zwłaszcza, że w sobotę widzę się z Krupą, Dixie i Kasią i robimy sobie babski wieczór, który zapewne też skończy się imprezą.
Szykują się szalone wiosenne dni! Nie mogę się doczekać. Do tego zamówiłam sobie... naszyjnik.. Serce Oceanu. Haha pewnie jakieś z plastiku, ale co tam. Chcę być jak Rose <3 Ot co, prozaiczna notka, ale szczęśliwa.
 

 
Cały ten tydzień łażę jak zombie. Chyba już tylko przy Oli czuję, że nie muszę udawać. Tata mówi, że niszczę sobie życie, a przecież nic lepszego nie mogło mnie spotkać niż to, że prawda wyszła na jaw i zostawiłam tego ćpuna. Mama jest przerażona i nie chcę dokładać jej stresów. Widzą jak się rozpadam, jak snuję się po domu, nie zarażam nikogo już śmiechem, nie wygłupiam się, nawet z Michałkiem się ostatnio nie bawię. Ciągle mu obiecuję, że obejrzę z nim Arielkę, moją najukochańszą bajkę z dzieciństwa, a zamiast tego, chowam się pod kołdrą, uciekam do muzyki, sama w pokoju. Bartek jak mnie widzi smutną, tylko się denerwuję: Jak może być Ci nadal przykro przez tego debila? Wiem, że nie jest tego wart. A sami obiecywali, że minie kilka miesięcy i stanę na nogi. Kłamali. Minęło pół roku, a ja idę chwiejnym krokiem i co chwilę upadam. Ale dla mnie jest ważne, że idę w ogóle.
Leżałam sobie w łóżku, próbowałam przekonać się do Black Mirror, nie miałam już żadnych planów na wieczór i nagle przyszła Ola. Uśmiechałam się, ale od razu zapytała, czemu tak dziwnie się śmieje, czy znowu coś zmalowałam. Bo to był właśnie taki śmiech. Czułam się winna, że znowu cierpię. Nagle ze śmiechu, zaczęłam płakać. Nie oceniła mnie, nie zdenerwowała się, nie kazała mi być silna. Po prostu wzięła mnie na spacer. To coś co najbardziej kocham i coś czego mi najbardziej brakuję. Całe życie spacerowałam z nim. Nie było dnia, żebyśmy nie robili tego. Jak ja kochałam te nasze spacery. Tak prozaiczne, a tak magiczne. Codziennie za rękę przez świat, byle gdzie, byle upajać się sobą. W te same miejsca, w nowe, nieważne. Byle razem.
Napisał do mnie wczoraj w nocy. Mimo że ostatnio, w końcu udało mi się go poprosić i obiecał mi, że już nie będzie mnie nękał i pisał w ogóle. Błagałam go o to i nie chciał się zgodzić, błagałam bo to jedyny sposób, żeby zapomnieć i iść dalej. Też się nie chciałam zgodzić sama ze sobą z tym, ale poprosiłam go. Z udawaną pewnością w głosie. Ten moment jak się żegnaliśmy na jego klatce schodowej to jeden z najgorszych w moim życiu. Chwilę wcześniej ogrzewał moje stópki swoimi dłońmi, chwilę wcześniej całowaliśmy się ostatni, zakazany raz. A jeszcze kilka miesięcy temu siedziałam na schodkach klatki najszczęśliwsza na świecie, że zaraz zniesie mi swoją pachnącą nim bluzę i pójdziemy gdzieś przed siebie. Wcale nie chciałam żeby nie pisał. Nigdy nie chciałam się rozstać, ale wiedziałam, że to jedyne wyjście i przywyknę. Kiedyś. Pamiętam jego wyraz twarzy jak odchodził schodami w górę. Płakał i ja płakałam. Wiedziałam, że to ostatni raz.
Nie trafił wczoraj w dobry moment, byłam trochę pijana. Napisał, że 7 marca jedzie do Radomia na odwyk, że stracił wszystko i boi się trzeźwości. Jako, że ostatnie dni budzę się z łomotem serca, w stresie i że alkohol mi trochę uderzył do głowy, znów podeszłam do sprawy bardzo emocjonalnie. Nawet nie powinnam była mu odpisać. On chcę się leczyć, a ja go dobijam, mówiąc jak bardzo go nienawidzę. Że nigdy mnie nie kochał. Zawsze go to boli. Napisał, że był ze mną najszczęśliwszy na świecie i nie ma zamiaru tego zapomnieć i to były najpiękniejsze chwilę i nie chcę ich z nikim innym. Nienawidzę go też za to, że i ja też już nie widzę takich momentów w przyszłości u niczyjego boku. Nienawidzę, ale nie chcę żeby umarł, a jeśli nie podejmie walki by wygrać z nałogiem, czeka go śmierć, a ja tego nie przeżyję. Gdy on umrze, umrę największa cząstka mnie. I pewnie ja sama. Prosił mnie żebym do niego przyszła. Oczywiście nie zgodziłam się. Nigdy się już nie spotykamy. Prosił też żebym dbała o siebie i nie robiła głupstw jakie narobiłam, bo jestem dla niego ideałem dobra i tylko dzięki mnie wierzy, że są jeszcze wartościowi ludzie. Nie wiem jak może ode mnie tego wymagać, skoro sam jest tak złą osobą? Czy on zrobił dla mnie cokolwiek jak go prosiłam? Jak go błagałam, żeby walczył o siebie, o nas? Poddał się na starcie. Ogarnęłam się i napisałam, że życzę mu powodzenia i że wierzę w niego. Napisał, że nawet nie wiem jak mu tym pomogłam. Tyle mogę zrobić. Chyba mam za miękkie serce. Obiecywałam sobie te miesiące, że mu nie pomogę w niczym, że brzydzę się nim, że zablokuję go, że nie odpiszę. Bo ten człowiek skrzywdził mnie na długi czas, niszczył latami, by na sam koniec oddać ostateczny cios. A ja znów się łamie, jestem dobra dla niego i motywuję do walki.
Tak bardzo czekam na wiosnę i tak bardzo się boje, że przyjdzie, założę rolki, pójdę na moją ukochaną drogę, otoczoną bezkresną zielenią, na niebie będą się piętrzyć piękne, majowe, burzowe chmury i nie poczuję tego cudownego uczucia zapierającego dech w piersiach. Tej radości chwili i wolności. Gdy on o sobie tak ciągle przypomina, potykam się i coraz bardziej tęsknie za tym co było.
Idę dzisiaj na imprezę, nie chce robić głupstw. Będzie P. Nawet sama nie wiem czy mi się podoba. Jest przystojny, wysoki, ale mam wrażenie, że jakiś taki mało skomplikowany, zbyt prosty i mnie do niego nie ciągnie. Z drugiej strony może właśnie tego teraz potrzebuję?
Już nie pamiętam takiej soboty, gdy budzę się sama, nie po imprezie, wiedząc, że mogę odpocząć jeszcze chwilę w łóżku, rozkoszując się grą świateł za oknem. Szumem drzew czy śpiewem ptaków. Nie pamiętam bo zawsze ktoś u mnie nocuje albo zawsze budzę się skacowana. Brakuje mi takiej soboty, ale wiem, że wtedy obudzę się sama i te myśli wrócą i nie będzie rozkoszy tylko strach. Boże, pamiętam taki piękny dzień, jak po egzaminach wróciłam do domu, taka szczęśliwa, że wszystko zdane, wiedziałam, że w końcu odpocznę, świeciło słońce i wiał ciepły wiatr, położyłam się w sypialni rodziców z myślą, że nic nie muszę już dzisiaj, tylko spotkać się z ukochanym. Białe, długie, delikatne firanki tańczyły w wietrze, ocierając się o siebie, szeleszcząc cichutko. Tak mnie uspokoił ten dźwięk, że zasnęłam w chwilę i wiedziałam, że obudzę się w jeszcze lepszym świecie.
  • awatar versawyer: Uważam, że bardzo dobrze zrobiłaś. W życiu człowieka z nałogami nie ma miejsca na miłość, zawsze wygra uzależnienie. A ty nie jesteś na tym świecie po to by ratować innych. Teraz kiedy zdecydował się na odwyk można mu życzyć szczęścia, ale to twoje jest nadal najważniejsze. Trzymaj się! Wiosna leczy rany bardzo dobrze :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wczoraj po pracy nie znalazłam lepszego pomysłu niż położyć się spać i na chwilę odpłynąć z tego świata. Gdy się obudziłam było jeszcze gorzej. Poczułam bezsilność, która aż wbijała mnie w łóżko, była tak mocna, że poczułam jak moje ciało staje się coraz cięższe i bezwładne. To było tak okropne uczucie, niezrozumiałe, rzadkie. Powinnam obudzić się świeższa, a czułam się jeszcze bardziej zmęczona. Dręczyły mnie jakieś koszmary, głośne myśli. Bartek do mnie wydzwaniał, żebym wstała, a ja po prostu nie mogłam. Przysięgam. Poczułam się jak więzień w własnym ciele. Kolejny dzień w pracy znów nie czułam się sobą. Chyba z czterdzieści razy szłam do łazienki żeby ochlapać twarz zimną wodą, wpatrywałam się w lusterko i pragnęłam by wrócić, by znowu chcę być starą Paulą. Zmusiłam się nawet po pracy by spotkać się z przyjaciółką, ale tylko udawałam, że jest ok. Przestraszyłam się, że tak wiele rzeczy mnie irytuję. Przecież nic mnie nigdy nie było w stanie wyprowadzić tak łatwo z równowagi. Dzisiaj nawet metro zwlekające w tunelu mnie zirytowało. A to był zawsze idealny czas, żeby jeszcze coś przesłuchać na słuchawkach i pomyśleć. Ola spotyka się z kolegą Antosia, wtedy gdy obok niej jest taki cudowny Maciek. Jak mi powiedziała, że na pierwszej randce, po kilku h zapytał ją czy może sobie zajarać blanta, załamałam się światem. Serio czy istnieją już tylko tacy kolesie? Nawet nie nazwę go facetem, czy mężczyzną tym bardziej. Zwłaszcza, że ma 23 lata i takie fazy powinny być już dawno za nim. Zostawił u mnie po imprezie w domu jakiś zjechany szalik i ciągle go wąchała, zachwycając się zapachem. Nie wiem jak można jarać się kimś takiego pokroju? Jest u niego zajebista laska, a on potrzebuje kolejnych wrażeń w postaci jakiegoś zjebanego blanta. Skreślony na starcie. I też mnie jakoś to dobiło. Ich drugie spotkanie, wliczając pierwsze na imprezie, a już się liżą. Gdzie tajemnica, gdzie poznawanie siebie, narastająca ochota by poczuć coś więcej niż dotyk ręki? Gdzie te momenty? Gubię się w tym świecie.


W końcu ktoś mnie docenił. Ale tym też się nie pocieszyłam za długo. Jestem w beznadziejnej sytuacji. Poszłam do tej pracy za koleżankę, ale już po kilku dniach powiedzieli mi, że spisuję się lepiej niż ona. Dzisiaj zaproponowali mi tą pracę na stałe, a po wakacjach awans na wyższe stanowisko. Podobno wszyscy są ze mnie zadowoleni, a do niej były jakieś zastrzeżenia. Byłam w takim szoku, że już nawet nie wiedziałam o co pytać. Powiedziałam, że nie mogę przyjąć tej pracy, bo to nie w porządku. (Zastanawiając się, co ja właśnie powiedziałam?! ) Kierowniczka powiedziała, że to i tak nie zależy od mojej koleżanki, że i tak by jej nie przedłużyli umowy. Nie wiem co robić, bo ona też by chciała tam wrócić i takie było nasze początkowe założenie. Wiem, że to dla mnie ogromna szansa, praca w takim miejscu. Zwłaszcza w mojej sytuacji z studiami. Nie wiem co robić. Chciałam się z nią spotkać, pogadać, wyjaśnić, może byśmy coś razem wymyśliły, może udałoby się ustawić dwie osoby na to miejsce, ale ona po prostu się na mnie obraziła. Rozumiem, że to uderza w jej ambicję, ale przecież nawet nie podjęłam decyzji, tylko oznajmiłam, jak wygląda sytuacja, nie wspominając oczywiście i tak tego faktu, że do niej mieli jakieś zastrzeżenia. Cały dzień się przed nią płaszczę i próbuje pogadać, ale się nie da. Nie chcę być wobec nikogo nie ok, zamiast się cieszyć, że w końcu ktoś mnie tak docenił to mam kolejnego doła i stres. Chyba już wolałabym nie dostać tej propozycji. Z drugiej strony ona pracowała tam ledwo 3 miesiące i sama podjęła decyzję by wrócić na studia dzienne. Nie wiem, niech ta sytuacja się jakoś naprostuję, nie chce nikogo krzywdzić. Postaram się coś ugrać, już nawet swoim kosztem. Wszyscy mi mówią, żebym brała, żebym się nawet nie zastanawiała, a ja nie umiem się tym nie przejmować. Czuję, że dwa kolejne ciężkie dni przede mną. Pocieszam się piątkiem. Kolejna impreza i szansa by zapomnieć. Już nie pamiętam spokojnego poranka w sobotę.
  • awatar Gość: PS Twoja szansa na miłość i szczęście na tym świecie zwiększa się ilekroć widzisz co złego się dzieje. I kto jest tego przyczyną.
  • awatar Gość: Wiesz, ja również mimo niepewności każdego dnia a jednak robię coś żeby czuć upojenie życiem. Odważyłem się napisać do Ciebie.
  • awatar Gość: A gdyby tak przejąć kontrolę? Uderzyć pięścią w stół. Świat aż kipi od szczęścia tylko brakuje odważnych żeby z tego korzystać. Chcesz czekać na szczęście? Szukać go? Gdzie, jak? Trzymać skrzyżowane palce, rzucając monety do fontanny, szukać czterolistnej koniczyny, nosić podkowę? To takie infantylne, w ten sposób nie robimy nic. Czy istnieje lista osób, którzy na tym świecie mają być szczęśliwi, i tych przeznaczonych do permanentnego złego losu? Nie. Gdyby tak było, Kulczyk musiałby dalej żyć i to co najmniej 100 lat. Albo dajmy na to zwykły przeciętny facet, wracając do domu, gdzie w czterech ścianach odnajduje zestaw szczęścia. Żonę, dzieciaki i on sam do kompletu. Dlaczego nie zawalczysz o swoje? To właśnie zależy od Ciebie. teraz potrzebujesz pracy. Masz to w zasięgu ręki i odpuszczasz? Na przeszkodzie staje ktoś, kogo szczęście i tak nie zależy od Ciebie i kto nie zapewni Ci pomyślności. I masz skrupuły? Sytuacja jest klarowna. Albo skorzystasz, albo obie poniesiecie klęskę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
I powrót do rzeczywistości. Ten weekend we Wrocławiu zleciał zdecydowanie za szybko. Jeszcze nie zdążyłam się nacieszyć przyjaciółmi, a dzisiaj znowu budzę się z rana w swoim łóżku, z takim dołem i bólem brzucha, jakby mnie znów przygniótł ciężar tej zasranej świadomości, że tutaj na warszawskich ulicach, nie czuję się bezpiecznie. We Wrocławiu byłam jakby w innym wymiarze. Niby tylko zmiana miejsca, ale zadziałała na mnie bardzo pozytywnie. W końcu jak byłam młodsza, chciałam tam mieszkać i studiować fotografię. Życie skręciło na złe tory.
Karolina i Radek są cudowni. Dzięki nim odzyskuję wiarę w miłość. Nie mogę uwierzyć, że minęło już 6 lat, a oni w tym roku biorą ślub. Jestem taka szczęśliwa widząc ich szczęście. To jak Radek wstaje codziennie rano, żeby kupić jej świeże bułki i zrobić jej śniadanie, jak przed każdym wyjściem do pracy daje jej buziaka w czółko i mówi, że ją kocha, to jak kolorują swoją codzienność takimi pięknymi gestami, sprawia, że czuję się spokojna. Chciałabym, żeby tak już zostało, ale wróciłam tu i czuję się jakoś gorzej niż przedtem. Wiem, że to minię, ale całą się trzęsę i chcę mi się rzygać. Tylko jak wysiadłam wczoraj z metra w nocy na Kabatach zaczęłam czuć strach. Że go zaraz spotkam, że spojrzę na osobę, przy której byłam sto procent sobą, gdy ona udawała kogoś innego, na kogoś tak bliskiego, a zarazem tak obcego. Tak mnie przeraził ten stan psychiczny, że od razu odbija się to na moim zdrowiu, nie mogłam zasnąć i miałam koszmary. Nie wspomnę o dzisiejszym poranku. Jeszcze w te wakacje, byliśmy razem we Wrocławiu u Karoliny i Radka, już było ze mną tak źle, że miałam napady lęku i drgawki, każdy najmniejszy gwałtowny szelest sprawiał, że podrygiwałam, leżeliśmy i przytulał mnie tak mocno, wręcz ściskał, mówiąc że nie chce żebym umarła, że to jego wina, że jestem taka słaba i zeschizowana, że jak coś mi się stanie to się zabije. Nie mogę w to uwierzyć, że to przecież on mnie zabijał tak każdego dnia, do dzisiaj. Nic nie rozumiem. To jak się dzisiaj czuję źle psychicznie i fizycznie, przekracza pojecie zdrowej na umyśle osoby. A ja nie jestem zdrowa. Już od dawna jest coś ze mną nie tak. Słyszę swoje spierdolone, sprzeczne myśli. Jednego dnia tak, drugiego dnia inaczej. Jednego dnia wyjebane, drugiego dnia rzygam ze stresu. Czemu nie może być spokojnie? Marzę, żeby stworzyć kiedyś szczęśliwą rodzinę. Zawsze jak widzę jakieś dziecko, najpierw się uśmiecham i zachwycam, a potem od razu smutnieje, bo boję się że nigdy nie będę mieć swojego. Tak bym chciała mieć wesołe dzieci, dbać o nie, męża któremu bym dogadzała. I tak siebie nie widzę w tej przyszłości. I przeraża mnie, że kocham kogoś kto nie istnieje i że do końca życia już tak będzie. Moja podświadomość o tym wie i dlatego się tak czuję dzisiaj, i może jutro, i może za miesiąc. To zawsze wraca.
Ślub Karoliny i Radka w październiku. Jestem ciekawa co do tego czasu się zmieni. Też już miałam swoją wizję na nasz ślub. Chciałam mieć wianek zamiast welonu, delikatną, długą suknie dla odmiany, bo nigdy nie chodzę w dłuższych niż za kolano, ale chciałam na ślubie wyglądać niewinnie. Lawendowe dekorację, pierwszy taniec do piosenki "Never let me go" Lany, białe szpilki. Już tak tego nie widzę. Myślałam przez tyle lat, że mnie uratował, a był moim oprawcą. Był dla mnie taki idealny, dobry, tak idealny, że nieprawdziwy. Żałuje, że wcześniej tego do siebie nie dopuściłam.

Nic nie rozumiem choć wszystko jest jasne,
i szukam Cię w tłumie i czuję jak gasnę,
ludzie jak duchy latają nad miastem
Świat jest zatruty wiec chodzę w tej masce.
  • awatar emilydoll: @Opiekuńcze skrzydła Oli.: kochana jesteś, to takie moje przyziemne, a zarazem nieosiągalne jak na dzisiejszy dzień marzenia, obyśmy znalazły miejsce na tym świecie. Dzięki Olu :)
  • awatar Opiekuńcze skrzydła Oli.: Najbardziej urzekł mnie wątek o dziecku, nie martw się na pewno bedziesz miała kiedyś takie malutkie szkraby. I będziesz właśnie to tych małych szkrabów się uśmiechać. Też miewam różne dni jak ty i marze o spokoju. Obyśmy kiedyś go znalazły.
  • awatar Gość: Niezwyciężone, jak Ci źle ze zmysłowością i ciałem, które on dał Tobie. Ciepłe jeszcze wspomnienie a przynosi wstyd i obrzydzenie. Ta bliskość odpycha, nie chcesz jej czuć, nie z nim. Słabość jego mieszka wciąż w Tobie i powoduje oburzenie. Mizernością swoją zmarnował tyle lat. Zimna wojna wszystkich zmysłów nie zabije tego co poznało serce. Nie na darmo to wszystko. Popatrz, wierzysz choć dawno już powinnaś przestać wierzyć. Wiesz jak to jest, zakochać się i kochać. To czeka w Twoim sercu, to jest SKARB. Nie zdobędzie Ciebie kto uzna za ten skarb Twoje zgrabne nogi czy ponętny biust. Już jesteś ponad to. Nikt taki nie będzie Ciebie wart. Przepraszam, to zabrzmi jak ponury żart, ale gdybyś tego wszystkiego nie przeżyła, nie doświadczyła pewnie byłabyś zwyczajnie nieatrakcyjna.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Napisał do mnie dzisiaj nasz wspólny znajomy, kiedyś spędzaliśmy dużo czasu razem, jako że był przyjacielem Gt. Zawsze miałam wrażenie, że ma do mnie jakiś dziwny stosunek, że niby się kolegujemy, ale leci na mnie. Zaprosił mnie na kawę i tylko czekałam, aż napomni coś o Gt. "Spotkałem go wczoraj." Moje serce zaczęło bić szybciej. Jechałam metrem i próbowałam je uspokoić. Jakim cudem minęło pół roku a ja nadal tak reaguje, tylko słysząc nic nieznaczące informacje. Czy już zawsze będę więźniem tego niegasnącego uczucia? Dociera do mnie, że nie da się wymazać tych wspomnień, a on zawsze, nawet jak nie będziemy rozmawiać latami, będzie dla mnie kimś ważnym. Nie chcę go już w swoim życiu, nawet nie wiem czy go lubię, jednak przez 7 lat był w nim najbardziej obecną osobą, więc muszę stwierdzić ten fakt. Nigdy nie będzie mi obojętny. Próbowałam oddychać głęboko by przygotować się na złe wiadomości od Alexa. Podobno wyglądał jak menel i jedzie na odwyk. Nie zdziwiło mnie to, zważając na to, że ostatnio jak go widziałam wyjął przy mnie zakrwawioną strzykawkę z kieszeni kurtki. Tak po prostu. Podobno również ubolewał, że nie może ze mną być. Ciekawe. Alex powiedział mu, że jest głupi, że stracił taką mądrą i piękną dziewczynę. Trochę mnie to podbudowało, chciałabym żeby dotarło do niego co stracił. W końcu jestem coś warta, a wybrał narkotyki, co w moich oczach zabrało mi poczucie jakiejkolwiek ważności i to na długi czas. W każdym bądź razie, odkąd tylko Alex wie, że nie spotykam się już z G. dwa razy próbował zaprosić mnie gdzieś, a ja już wiem o co mu chodzi. Nie przeszkadzał mu kiedyś nawet fakt, że ma dziewczynę, gdy całował mnie najebany po szyi. Naprawdę nie rozumiem co kieruje takimi ludźmi. Po co jest z nią, skoro z łatwością, przy byle lepszej okazji nie umie zahamować swoich popędów? Na swojej drodze sama spotykam przecież wiele interesujących kolesi, ale promile nie są żadnym usprawiedliwieniem. Nie zdradziłabym jeśli kocham. A nie byłabym z kimś jeśli bym tego kogoś nie kochała. Więc nawet nie biorę tego pod uwagę. I nachodzi mnie taka refleksja, co rządzi tym światem? Już kilka lat temu, wiedziałam, że jest źle, że ludzie tacy są, ale nie interesowało mnie to bo miałam swój skarb, który chroniłam i myślałam, że mnie to nie dotyczy. Teraz gdy sama zostałam zdradzona, jestem starsza, jestem sama, widzę jak coraz mniej jest ludzi w ludziach. Chce Alexa jako kumpla, ale wiem, że myśli o jednym. Słyszę jak mówi i widzę jak patrzy. Nawet nie wiem czy to ma sens, iść z nim na jakąś głupią kawę. Zresztą w ogóle jak mnie ktoś zaprasza na kawę, czuję się z tym jakoś nie sobą. Wszystkie moje dotychczasowe randki z G., nie były takie szablonowe. Jak kawa, to w rękę i na spacer w deszczu. Zamiast kolacji przy świecach, pizza z frugo na łożku w domu z filmem. Sto razy bardziej niż jakieś drogie restaurację, wole fast fooda, lody, spacer z niecichnącą rozmową, najlepiej po moście gdańskim czy lesie kabackim. Odkrywanie nowych miejsc. Jazda samochodem nocą po autostradzie z dobrą muzyką. Szalona, młodzieńcza miłość. Tak się boje, że czekają mnie już tylko te nudne randki "na kawę". Wygląda jakbym chciała od życia dużo, ale tak naprawdę to jest mało. Czuję obawę, że już tego nie znajdę przy nikim. Że to co czuję do tego ćpuna, nie podda się tak łatwo i zawsze będę do tego tęsknić. Dlatego tak bym chciała dać komuś szansę, żeby pomógł mi zapomnieć i stworzyć nowe wspomnienia, do których będzie mi tęskno, ale do których będę wracała bez wyrzutów sumienia, które nie będą martwe, tylko wiecznie żywe, jak nowa miłość.
Chcę już kwiecień, maj, pierwsze ogniska, vansy, krótkie spódniczki, piwo w ręku, muzykę, nasze śpiewy gubiące się gdzieś w lesie. Plaże nad Wisłą, piasek wkradający się do butów, hałas wydający tramwaje i uginający się pod ich ciężarem most poniatowski. Może chociaż wtedy poczuję namiastkę tego co miałam. Zawsze nostalgiczne spoglądałam w morze. Nawet jak miałam wszystko. Albo mogłoby się tak mi wydawać. Cały czas za czymś tęsknie. Odkąd pamiętam noszę w sobie to pojebane uczucie. Za każdym razem, gdy jadę nad morze, wiem że przytłoczy mnie jego ogrom i będę w nie spoglądać tęskniąc za czymś i że to będzie piękne uczucie. Takie jak teraz. Jestem tak pełna sprzeczności, że mnie to przeraża. I chcę zapomnieć, i nie chcę, i chcę tęsknić i nie. I brzydzę się nim i pożadam, i jest mi obcy, a wysyłam mu nagie zdjęcia, co jest ze mną? Chce się odnaleźć w tym bałaganie, znaleźć miejsce gdzie będzie spokój.

  • awatar emilydoll: @gość: @Opiekuńcze skrzydła Oli.: być może macie i rację, jednak dla mnie ten chłopak jest już skreślony, zważywszy na to co pisałam w notce. Miał dziewczynę i to mu nie przeszkadzało by całować inną, jeśli zrobił tak raz, zrobi i drugi, a ja nie mam siły ani ochoty na więcej cierpień, dlatego mój kolejny wybór musi być trafny, nie mogę pozwolić na to by ktoś mnie zranił, zdrada to najgorsze co przeżyłam i nie chcę przeżyć tego drugi raz. :) PS Ola, ciesze się bardzo że spodobał Ci się mój blog. I dziękuje za wysłuchanie i rady, naprawdę nie wiedziałam, że na pingerze jest tyle życzliwych osób. Również bedę Ciebie odwiedzać. :)
  • awatar Gość: Daj szansę. Ta szablonowa propozycja "głupiej" kawy może wynikać z onieśmielenia. Czy też zwykłego strachu, przed zbytnią zuchwałą propozycją i ośmieszeniem. Lepiej postąpić rutynowo, tak podpowiada rozsądek. I widocznie chłopakowi tego nie brakuje. To już coś. A może nudna kawa skończy się całkiem niestandardowo?
  • awatar Opiekuńcze skrzydła Oli.: Pamiętaj, że kochając prawdziwie nie będziesz w stanie zapomnieć. Każdy drobny gest, który on wykonywał, każde miejsce, w którym bywaliście. To normalne. Ale tak jak piszesz powinnaś dać szanse komuś, na przekór sercu, to da ci kopa, pokaże że na świecie nie tylko on był w stanie wywołać uśmiech na twarzy. A może właśnie te nudne randki, staną się dla ciebie czymś niezwykłym, bo przecież to coś czego nie doświadczałaś, Daj sobie szanse na coś innego, sama zdecydujesz co było lepsze, ale spróbuj, powadzenia. Trafiłam na twój miniblog przypadkiem, ale wiem że przypadkiem bedę tu teraz trafiać codziennie. Buziaki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Chcę się kochać do starych piosenek Lany. One działają na mnie tak magnetycznie. Chcę poznać kogoś kto zasłuży na to bym okazała przed nim swoje ciało, kogoś kto je doceni. Wybrać tym razem kogoś dobrze. Tak bardzo brakuje mi namiętności. Czemu to jest tak uzależniające? Boje się, że moja młodość marnuje swój potencjał. Póki jeszcze jestem młoda i piękna, chce korzystać ze swojego ciała, chce żeby ktoś je podziwiał. Czy to jest dziwne? To czekanie na kogoś odpowiedniego mnie przeraża. Boje się, że przez to co przeszłam, to czekanie będzie trwało wieczność. Marze o seksie, z kimś komu ufam, w lekkim półmroku, za oknem wiosenny deszcz, a z głośników lecące "Born to die", te skrzypce, przez które mam dreszcze na samą myśl. Wiem, że w każdej chwili mogłabym spotkać się z A. i po prostu się mu oddać, ale to nie pasuje do mnie. Chociaż go lubię i cenie za szczerość, to chyba jednak poczekam. Czasami moją głowę penetrują jakieś złe myśli, zrób to, bo to go zaboli, zrób to by czuć się winna i nie być już taka sama, zrób to żeby zapomnieć. Sama nie wiem, czasami się nie poznaję. Zrobiłam wczoraj coś tak głupiego. Pod wpływem chwili, wysłałam mu swoje zdjęcie w samym staniku z paskami, z kolczykiem w pępku który kochał. Zrobił screena. Nie wiem właściwie po co to zrobiłam, brzydzę się nim i w życiu do niego nie wrócę i go nie dotknę, bo to obca osoba dla mnie. Jednak jest między nami coś takiego, nierozerwalnego, chemicznego, że boję się że już nigdy tego nie poczuję. Nie ufam mu, a jednak wysłałam to zdjęcie. Na samą myśl chce mi się kochać z nim. Może dlatego, że wiem że już nigdy nie będę. Chce żeby znikł na zawsze. I nie chcę. Jestem pojebana. Po prostu chcę się już zakochać i poczuć znów to i zabić go moim szczęściem. Tak jak on zabił mnie.
  • awatar Gość: Cudownie jesteś skomplikowana. Moze się powtarzam, ale chcę to podkreślić. Lekko to w Tobie chore, zakrawa o niemoralność. Dziwna jest natura kobiety. Oburza mnie to a jednak wciąga. Tu chyba chodzi o jakąś grę miedzy niewinnością a grzechem :) I kiedy orientuje się, że jak Ty czujesz ten pociąg, to przecież ja też tak czuję w stosunku do Ciebie. W dodatku do osoby której nie znam. Zmieniłaś się. Teraz potrafisz wyrazić co czujesz i domagać się tego. W kwestiach intymnych nigdy nie złożyłbym takiej deklaracji, można powiedzieć, że jestem staroświecki i chyba stad się to bierze. A z drugiej strony nie spotkałem jeszcze takiej kobiety, tak świadomej swojego ciała i bezpruderyjnej. Lubię "czytać" Ciebie. PS Nie znam piosenek Lany. Spróbuję się wczuć co Ty w nich słyszysz, jakie to emocje. PS 2 Jesteś dziwnie niezrozumiała. Bardzo emocjonalna, trochę to creepy :) PS 3 To co obiecujesz temu komu siebie podarujesz... mega :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Im mniej mam z nim kontaktu, tym jest mi lepiej. Mam nadzieję, że już nigdy się nie odezwie, ten egoista obrzydliwy. Ja jakoś nie mam serca go zablokować, chociaż jestem ku temu coraz bardziej skłonna. Powinnam powtarzać te wizyty u psychologa. Wiadomo, czasem łapią mnie schizy i doły, szczególnie jak jestem sama przez jeden dzień. Wtedy dzieję się w mojej głowie tyle złych rzeczy. Ostatnio Kasia się popłakała, przez to że tak się zmieniłam. Kurde, to nie moja wina. Wszystko przez jedną głupią osobę, która niszczy tyle żyć. Oby kiedyś spotkała go kara.
Ale życie idzie dalej. Ci wspaniali przyjaciele tak mnie wspierają. Ja zajmuje się pracą, którą kocham. Ostatnio dostałam wypłatę, więc dzisiaj wracam do domu szczęśliwa, bo czekają na mnie tam moje przesyłki. Siedem sukienek, kosmetyki, strapsy do stanika i inne pierdołki. W weekend była świetna impreza i trochę bardziej poznałam P. W sumie jest dość słodki, siedzieliśmy na podwórku na huśtawce i mnie przytulał. Mówił, że nie każdy chłopak jest taki, chociażby on nie. W niedziele przyjechał do nas i graliśmy w planszówki. Chętnie go poznam jeszcze bliżej. Przeraża mnie tylko to, że tyle lasek na niego leci. Na imprezie chyba ze 3 się do niego kleiły. Gadałam z nim o tym i powiedział, że widzi to, ale mnie nie może rozgryźć. Może i dobrze, haha. Nie wiem co mi odwaliło na imprezie, żeby całować się z A. Kurde, ale całował tak dobrze, że nie mogłam przestać. Jest taki duży i przystojny, i jedna reką posadził mnie na blacie w kuchni. Ale nic z tego nie będzie, bo za bardzo różnimy się charakterami. Teraz mam jakieś wyrzuty sumienia. Po alkoholu mi odbija. Ktoś tam puścił Quebo, jak się całowaliśmy i od razu przestałam. Złapał mnie taki smutek, że znowu odpierdalam i przeciez wierzę w prawdziwą miłość. Dobra, ale do niczego więcej w życiu by nie doszło, wiem jaki jest, że go to nie rani, bo chce się bawić, więc może nie powinnam się tak przejmować. Nim. Ale sobą już tak. Ten weekend był pojebany. Obawiam się, że kolejny również będzie, bo jadę do Wrocławia. A jak już się widzę z Karoliną, to nam mega odwala. Ale im więcej przyjaciół i takich szalonych, pogibanych dni, tym mniej pamiętam o Gt. W moim sercu nie ma już dla niego miejsca.
Żałuje że M. nie jest starszy. Fajny z niego chłopak, ma takie cechy, jakie powinien mieć mój wymarzony koleś i do tego świetnie się ubiera. Naprawdę nie wiem na co zwleka Ola. I właściwie dlaczego? Jest uroczy, spokojny, ogarnięty, przytulaśny. Nie rozumiem jej. Ale jakoś tak czuję podskórnie, że koniec końców, skończą razem.
Czuje, że ten rok wszystko zmieni. A i rzucam studia. Zostaje w pracy, mam nadzieje, że tutaj i w końcu pójde na to na co chcę.
  • awatar emilydoll: @glowin' hmm, gdyby to jeszcze była rozmowa na żywo to może przez chwilę zrobiłoby mi się przykro, ale tu jesteśmy anonimowi i to co ktoś mówi na mój temat po prostu do mnie nie trafia więc luzik :)
  • awatar glowin': @emilydoll: luz, skoro chce Ci się to nie zabraniam! po prostu myślałam, że nie życzysz sobie żeby ktoś Cię obrażał i wylewał na Ciebie swoje niezadowolenie z życia, a sama tego doświadczałam że strony jakże szanownego gościa :D @gość: nie odczepię się, tak samo jak Ty wchodzisz na blogi ludzi i komentujesz tak też i ja mam prawo odnieść się do Twoich komentarzy ;)
  • awatar emilydoll: Może i chaos, ale też oderwanie od rzeczywistości. Kocham z nimi przebywać i to jak cieszą się gdy poświęcam im czas i chcą mnie w nim. No nieważne. Dużo by gadać. Nie musisz czytać wszystkiego. Wiele rzeczy się zmienia a ja czasem piszę pod wpływem emocji.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (27) ›
 

 
Znowu mnie złamał. Miesiąc odżywałam, by teraz kolejne dni się stresować, łamać, cierpieć, być przygnębiona ciężarem, wybuchać płaczem, bo po prostu nic nie rozumiem.. Odbyłam ciężką rozmowę z tatą, cały czas płakałam, powiedział, że mnie nie poznaję. Że uleciała ze mnie cała energia i odbija się to na mnie, na moim zdrowiu, że jak tak dalej pójdzie to odbije się to na całej mojej przyszłości. Jest mi strasznie przykro. Naprawdę starałam się być silna, ale dużo moich bliskich mówi mi, że chcą starą Pixę z powrotem, tą która zawsze mówiła że wszystko będzie dobrze, uśmiechniętą i beztroską. Może widzą ten fałsz w moim uśmiechu. Bo mimo, że zaczęłam żyć jednak nadal pamiętam o tym gównie. A gdy już zapominam ten śmieć znowu daje się we znaki. Dlatego idę dziś do psychologa, którego załątwili mi rodzice. Jak powiedziałam tacie co znowu odwalił powiedział że to jest bezwzględny chuj. Nie mogę uwierzyć, że kiedyś tak go lubił. Wszyscy to widzą tylko ja się nad nim niepotrzebnie zlitowałam. Już nigdy więcej, przyrzekłam sobie. Nie odpiszę, nie odbiorę. Nie pomogę, nie powiem cześć. Ten człowiek zniszczył mi życie, psychikę, światopogląd, wszystko. Chce żeby kiedyś otrzeźwiał i zrozumiał co zrobił mi. Wie, że złamał mi serce, że mnie dobił jak dowiedziałam się o tym, że ma inną laskę i znowu ćpa, i miał czelność zapytać mnie w niedzielę o rady w związku z nią. Jak on mógł w ogóle? Stać przede mną, paląc papierosa, troszcząc się o kogoś innego? Dlaczego pytał akurat mnie? Chciał mnie zniszczyć. On jest tak złym człowiekiem. Boże, rok temu miałam go przez 5 lat za ideał dobra, że jest kimś wspaniałym, czułym, pomocnym, mówił że jestem miłością jego życia przez 5 lat mi to wmawiał, że nie dotknie nigdy innej, a po miesiącu od rozstania ma już inną dziewczynę? Którą też oszukuje i zniszczy? Przecież to jest jakiś potwór. Wierzyłam w niego, poświęcałam swoje zdrowie, tyle lat, po to by zrobił mi coś takiego? Jak można komuś dać tyle stresu, tyle kłamstw, otrzymać wybaczenie milion razy, a na sam koniec dosłownie wbić nóż w serce? Jak można być takim potworem? Opowiadał mi jakieś straszne rzeczy, o tym że spał z jakaś nagą laską, o lizaniu się z dwiema naraz, wyjął przy mnie strzykawkę z krwią, boże ja nie poznaję już tego człowieka, tak żałuje tych pięciu lat. Te dobre chwile przy tym jak cierpię od roku to jest nic. Zniszczył mnie. Będzie się smażył w piekle i tego mu życzę. Jak może mnie pytać o tą laskę a potem mówić mi że chce mnie z powrotem, że tęskni, że ma moje zdjęcia w pokoju nadal, boże on mi zrobił takie bagno we łbie, że w jednym momencie czuję że go nienawidzę, w innym że zaraz mu wybaczę. Ale nie, nigdy nie będziemy razem. NIGDY. Byłabym tak nieszczęśliwa gdybym miła kiedyś z nim być, tak jak on to mówił, gdy wyjdzie z tego, z całym ciężarem wspomnień tego co mi zrobił. Szansę że on z tego wyjdzie są dla mnie już zerowe. Musze zapomnieć. Jest skreślony i jestem tego tak pewna. Nienawidzę tej kurwy, chce poznać kogoś kto mnie uratuje. i żeby czuł się jak gówno bo mnie stracił. Bo jestem coś warta. Jak płakałam na imprezie, to było takie słodkie jak M. , mimo tego że jest młodszy, zapytał czy możemy iść na chwilę na dwór i mówił mi że jestem piękna i dobra, jezu szkoda że nie jest starszy :< też jest mega uroczy. Wszyscy mówią mi że jestem piekna, wartościowa, w pracy, znajomi, nie wiem, a ja nadal czuje sie jak śmieć, przerzuty, wypluty z gęby ohyydnego ćpuna. Brzydze się nim tak bardzo. Żałuje, że go pocałowałam. Ale przynajmniej zdradził tą swoją. Widać, jak bardzo mu zależy. I tylko tego chciałam. NIe poczułam NIC.
Chce znowu poczuć taką magię..
  • awatar Gość: @emilydoll: no cóż, widać jesteś strasznie mściwą osobą do tego zaborczą i dbasz tylko o własny tyłek. Nic nie widzisz poza swoim czubkiem nosa. Oj żeby mnie nie było nigdy dane z takim karyniarstwem się spotkać, ojajejejejjjj
  • awatar emilydoll: ? Femme fatale? Skąd wziąłeś wgl taki pomysł? Gówno wiesz o mnie. Wiesz w ogóle co to znaczy femme fatale? Nie szukam atencji w nikim, opisany chłopak na końcu to mój przyjaciel i nigdy między nami do niczego nie doszło i nie dojdzie, nic nie wiesz a się wypowiadasz, zjeżdżaj z mojego bloga.
  • awatar Gość: @catrice.voa: no bo idealnie to akurat do ciebie pasi hahaha
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Lana była ze mną przez całą moją młodość i w pewien sposób mnie ukształtowała. "Summertime sadnes" to jedna z moich ulubionych piosenek, do których wracam. Wywołuje we mnie takie emocje, że czasem aż boje się ją puścić, po długiej rozłące. Często bywam taka nostalgiczna. Jak piosenki Lany. Uważam, że ten słodki smutek, to piękne uczucie do którego nie każdy jest zdolny. Czym byłoby szczęście gdyby nie smutne chwile? Czy umielibyśmy je przeżyć w pełni, poznać łzy szczęścia? Wrażliwość to nie słabość, to zdolność przeżywania niecodziennych, niesamowitych emocji. I kocham Lane, za to że mi ją dała.

Mam 23 lata, a cały czas czuję jakbym miała 18. Mam wrażenie, że większość dziewczyn w moim wieku poważnieję i zamienia się w skały bez uczuć. Ja nie chcę się zmieniać. Chcę czuć się taka żywa już zawsze, właśnie tak jak gdy zdejmuję obcasy po imprezie i idę mokrym od porannej rosy chodnikiem. Czując się wtedy młoda i wolna. Tak jak gdy obserwuje płatki śniegu błyszczące w świetle latarni, tańczące do "Bel air", piosenki równie delikatnej co i one. Obserwuję i widzę. Ta zdolność widzenia, nie tylko patrzenia, również należy do osób wrażliwych. Taka jestem. Jak kochać to księcia, kochać mocno i do końca. I w to będę wierzyć i nikt mi tego nie zabierze.

Przez kilka miesięcy myślałam, że straciłam to wszystko. Że pewna osoba, której się bardzo poświęciłam by w zamian otrzymać zdradę i kłamstwa, zniszczyła mnie i całe piękno świata. Że te wszystkie rzeczy, już nigdy nie będą takie same i piękne, że przede mną tylko szarość. Myślałam, że już nigdy nie wrócę do siebie, że moja wrażliwość, stała się moją słabością, że nie warto być dobrym i pomagać że miłość przestała istnieć. Zaczęłam tolerować zło i sama chciałam się taka stać, naiwnie wierząc, że pozbędę się emocji i przywyknę do tego, że świat jest taki, a bajki o prawdziwej miłości jak z Titanica i disneyowskich filmów, na których zawsze płaczę, przestaną mnie wzruszać i dawać nadzieję, że takowa miłość istnieje. Raz nawet na imprezie, całowałam się niepotrzebnie z nowo poznanym chłopakiem, ale to wcale nie pomogło. I chyba na tym się skończyło. Nie umiem być taka. Mijają kolejne miesiące i zaczynam rozumieć, że umiem być szczęśliwa, że osoba która niszczyła moje zdrowie przez prawie dwa lata, mydliła oczy mówiąc o wielkiej miłości do mnie, tymczasem gdy jego jedyną miłością była heroina. Nie mogłam się z nią równać w jego oczach. Im więcej czasu mija od naszego rozstania, tym więcej widzę. Chyba do końca życia będe dziękować mojemu bratu, że powiedział mi okrutną i bolesną prawdę, po której chciałam ze sobą skończyć. Teraz już wiem, że nie było sensu. Jest luty, pięć miesięcy później a ja już odżywam. Mam wspaniałą pracę, gdzie są super ludzie, zaczęłam chodzić na siłownie, codziennie widuję się z przyjaciółmi, znajomymi, odnawiam kontakty. Jestem na dobrej drodze. I wierzę, że gdzieś w tym wszystkim, poznam kogoś wspaniałego, kto uratuje tamte cząstki mnie, które jeszcze gdzieś nieśmiało chowają się w przeszłości. Ktoś, komu oddam się w stu procentach i już bez wyrzutów sumienia. Po pięciu latach związku, dzisiaj już nawet nie interesuję mnie co u niego, chociaż wiem że ćpa i czasami wysyła mi agresywne smsy.

Ten blog będzie moją cząstka, moją radością, moim pamiętnikiem, moim albumem, moim odtwarzaczem mp3 i miejscem, gdzie będę wracać do nowych wesołych wspomnień.




Przepiękna piosenka. Oczywiście nie obyło się bez łez. O tym, jak ludzie nawet decydując się na odebranie sobie życia, zawsze chcą być odnalezieni.
 

 
Wiem, że podświadomie, nie przyznając się nikomu czekałam na ten dzień. Im bliżej był tym bardziej się bałam, że mnie oleje. Ale nie mogłam w to uwierzyć, że te pięc lat nic dla niego nie znaczyły i olałby mnie w moje urodziny. Czekałam na ten dzień, bo miałam nadzieje, że go zobaczę, usłysze, że powiem mu wszystko, że wygarnę mu w końcu całe zło, że zrzucę z siebie ciężar a potem go przytule jak kiedyś, w ciszy, w nocy.
Nie spodziewałam się kompletnie, że będzie tak jak kiedyś, o północy u mnie. Leżałam w piżamie i jak zobaczyłam smsa od niego stanęło mi serce. Stał za murkiem i płakał trzymając prezent w ręku. Gdy go zobaczyłam cała złość odeszła. Tak mi go żal, że tak się zniszczył. Że jego tata ma problemy ze zdrowiem, że on ma jakieś dwa torbiele w głowie, że sobie nie radzi, że się złamał i wziął thiocodin raz. Że nie jest już szczęśliwy. Przeprosił mnie i powiedział, że jestem najlepszą osobą na świecie i że zasłuzyłam na szczęscie i że chce zebym kogoś sobie znalazła, a jak on się o mnie ogarnie bedzie o mnie walczył. Co za idiota, przecież ja go kocham i nie umiem już być szczęśliwa bez niego. Nigdy nie bede. Wszyscy mówią że minie kilka miesięcy i bedzie lepiej, ale wcale nie, nie jest tak. Świat jest zepsuty. A ja nie wyobrazam sobie że mogłabym znaleźć kogoś jak on. I będe zawsze juz taka niesczęśliwa. Przez niego.
Ostatnio mam coraz gorsze myśli. Może kupić thiocodin? Może będzie mi lepiej. Może po prostu się zabić i przestać udawać? Rodzice przyszli do mnie w nocy i prosili bym nie robiła głupstw, juz nawet oni widzą że popadam w depresję.
Bluza od niego jest piękna, szkoda że nim nie pachnie.
 

 
Odjechałeś a z tobą i pociecha cała,
duszy rozweselenie i ochota miła,
wszystkie moje uśmiechy, otucha i siła
ledwie już odrobiona życia została.

I tylko ta nadzieja, co z dnia na dzień rośnie,
nieuśmierzona, żmudna, tropiąca daremnie,
wciąż ciebie, chociaż jesteś daleko ode mnie
widzieć żąda i nocą przyzywa załośnie.

List napisz, słówko jedno, literkę pamięci,
a jeśli i tej nawet pożałujesz chęci,
niczego już prócz śmierci nie będę czekała.

Żeby umrzeć z miłości, panie mój jedyny,
starczy, jak mówią księgi, dwojakiej przyczyny,
tęsknoty - jeśli wielka, nadziei - gdy mała.
 

 
ciebie nie ma i nigdy nie było i to chyba boli najbardziej
 

 
Ból brzucha, kołatanie serca, nieprzespane noce, marnujący swój potencjał listopad, kiedy to zaczynaliśmy czuć magię. Zrobił się depresyjny, tak jak wszyscy kiedyś opowiadali. Praca. Nauka. Czasem jakaś impreza, nieznajome twarze, rano moralniak, chwilę które nic nie wnoszą do życia, nie ocieplają listopada. Serce niespokojne, nieotulone ciepłem wspomnień, które wracały latami, jak piękna rutyna, której można było mi pozazdrościć. Brak wyczekiwania tych chwil. Jedynie stres i myśli rozbijające mi głowę. Ile można mieć teorii na to wszystko? Czy kochał kiedyś? Czy straciłam go na zawsze? Czy jeśli straciłam to dobrze? Kiedy był prawdziwy? Może teraz jest? Czy specjalnie chciał się ode mnie uwolnić czy zrobił to dla naszego dobra? Co jest prawdą a co kłamstwem? Kolejne lata szukam odpowiedzi na najważniejsze pytania. To tak boli i tak wyniszcza. Wczoraj sięgnęłam po buprenorfine. Nie było jej. Okazało się że otworzyłam ją pijana i Bartek ją wyrzucił. Nie czułam sensu. Ani obawy. Po prostu istniałam, nie żyłam. Nie żyje. Zabił mnie. A ja nadal go kocham. Ten wytwór naszej wyobraźni. I walczyłam do końca by na samym końcu zostać samą, pokonaną przez niego, już nigdy nie tą samą. Kiedyś myślałam że nikt nigdy nie będzie miał tego co my. Że to jest miłość jak ze snu. Teraz dało mi to poczucie że nikt nie umie wyobraźic sobie jak cierpię. Jak bardzo zawiedziona jestem że jego już nie ma i nigdy nie będzie. Straciłam cię gt, straciłeś się. Nie ma ciebie już, nas. I nie kocham cię. Kocham kogoś kim nie jesteś. Teraz nie masz uczuć i nie czujesz nic. Żałuję że pozwoliłam ci tak siebie zniszczyć, zawładnąc sobą, emocjami, bo teraz to ja leżę i płacze i cierpię fizycznie, bo zostawiałeś mnie każdego dnia odkąd wziąłeś pierwszy raz. Narkotyki zabrały ci emocje. Zabrały ci wszystko, a ty nie umiesz ludzko cierpieć. Żałuję że czuję. Nie chce dłużej być sobą. Jestem dobra i wrażliwa dzięki tobie, bo zawsze to we mnie ceniłeś i chciałam to pielęgnować. Nawet tym mnie zniszczyłeś. Te dwie piękne cechy są teraz moją słabością. Zniszczyłeś wszystko. Całe piękno tego świata.
 

 
Napisałam Maćkowi, że nic z tego nie będzie i nagle jakoś chamsko zaczął mnie traktować. Nie rozumie, że dziwnie się czuję jak zaczyna go być tak dużo w moim życiu. Być dużo kogoś kto zastępuje kogoś kto kiedyś był zawsze. Zaczęłam wyczuwać, że za bardzo się wkręca więc chciałam żeby było jasne. Nie widzę nas razem. Nie widzę siebie już z nikim. Nie chcę już żeby ktokolwiek mnie zranił, żeby moje życie znów zależało od kogoś innego. Będę żyć wspomieniami. Nie wiem jak długo, bo powoli blakną przez to że staram się je oszpecić. Już nie myślę tak często jak było cudownie, tylko zastanawiam się czy ja w ogóle go znałam. Czy on w ogóle mnie kochał.
Plusem ostatnim jest to, że moje studia mi się podobają. Nawet zdarza mi się udzielać na zajęciach. I udało mi się dostać jeden dzień wolny na dwa tygodnie w pracy. Będe mogła go wykorzystać na naukę i odpoczynek.
Nie umiem tak żyć płytko. Chcę żeby ktoś zachwycał się ze mną pięknem świata. Chce malarza, artystę, który pomaluje moje życie nieznanymi kolorami. Chcę zachwywać się deszczem, śniegiem, lampkami na oknach. Chcę czuć magię. Nie umiem już z nikim. Nie chcę tego zapomnieć sama.
 

 
Im burning down every bridge we made
I watch you choke on the heart you break
Im bleeding out every word you said
Go to hell for heaven`s sake
 

 
Mega ciężko się żyje w trybie praca + studia, ale przynajmniej dzięki temu nie myślę aż tak dużo nad pustką życia. Praca jest w miarę ok, zostanę tam może do stycznia i zacznę szukać czegoś nowego. Będę miała przynajmniej swoje pieniądze, będę mogła oddać tacie za studia. 15 listopada farbuje włosy, zrobie sobie sombre i będe mieć jasne końcówki włosów, myślę że będzie super. Chcę zmienić jak najwięcej. Nie wracam już do starej muzyki. Wychodząc z domu nie zerkam na serce na budynku. Nie oglądam starych zdjęć. Usunęłam go z powiadomień na fejsie, nic a nic mi się od niego nie wyświetla. Tak naprawdę nie ma go w ogóle w moim życiu. Zaczełam nawet słuchać innej muzyki, tworzyć nowe wspomnienia. Wracając z pracy nie zerkam w jego okno, czy pali się światło. Spotkałam jego brata i nawet nie zapytałam co u niego. Bez zawahania zaczęłam oglądać nowy sezon Stranger Things sama, chociaż muzyka z intro przypomina mi okres kiedy był na odwyku a ja sama trzęsłam się w domu ze strachu.

Ale gdy nauczę się żyć sama ze sobą, będe szcześliwa. Chce się zmienić. Robię małe kroki. Jeszcze niedawno myślałam że są niemożliwe.


Dziwnie by było go spotkać. Niby miesiąc a ja czuję że jest mi już kompletnie obcy. Tak naprawdę zawsze był. Już i tak nigdy by nie było jak przedtem. Myślałam że będziemy cieszyć się jesienią, jeszcze neidawno leżeliśmy w tym łóżku pod kołderką z tostami i oglądaliśmy filmy, zimą spacerowaliśmy i jaraliśmy się lampeczkami w jego pokoju, całowaliśmy, robiliśmy pierniczki, czuliśmy święta. W tym roku to wszystko będzie inne. I cały czas o tym myślę. Przy każdej czynności. Wszystko jest inaczej i nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie czy lepiej czy gorzej. Ale tamto nie było prawdziwe. Nic nie było prawdziwe. Więc mi tego nie żal.
 

 
Czasami uronię łzy jak pomyślę, że każda z chwil, która wydawała mi się być najpiękniejszą okazuje się nieprawdziwą. Myślę za dużo o nim, a pod moim uśmiechem kryję się smutek. Wiem, ze nikt tego nie zrozumie. Ja naprawdę przez 5 lat myślałam, że nasza miłość jest magią. Teraz już nie pamiętam nawet jego twarzy ani głosu. To takie dziwne. Moja tęsknota połączona jest z ogromną niechęcią do niego. Ta niechęć przeważa i ciągle staram przypominać sobie ostatni dzień. Ostatni dzień i ostatni raz kiedy pozwoliłam siebie zranić. Gdy tylko o nim myślę, powtarzam sobie że to kawał chuja, ale zaraz myśli przeskakują na inny tor i widzę nas razem, wiosną rok temu, albo w moje urodziny kiedy przyszedł do mnie do sklepu z prezentami, listem. Milion listów od niego i tyle fałszywych nic nie znaczących słów w nich. Znowu to robię. Najpierw miłe wspomienie, ale na sam koniec wracają dwa słowa: fałsz, złość. Może wszyscy mieli rację? Może potrzebowałam tego czasu by zrozumieć jak bardzo go nienawidzę, jak bardzo mnie zranił, wykorzystał. Każdy dzień mija, ja nadal jestem słabsza, niepewna siebie, stresuję sie byle gównem, nadal mam ataki paniki. Wczoraj gdy lekarka wbijała mi strzykawkę w żyłę, łzy naleciały mi do oczu. Wszystko mnie rozpierdala. Wiem, że to przez niego taka jestem. Wiem, że kiedyś byłam kimś zupełnie innym. Strzykawki u lekarza, kojarzą mi się już tylko z jednym. Syrop w pracy na kaszel Thiocodin, kojarzy mi się już tylko z jednym. Piosenka hera koka hasz, kojarzy mi się juz tylko z jednym, film z narkotykami przywołuje bolesne wspomnienia, czy już zawsze będzie to do mnie wracać? NIe mogę uwierzyć w to, że on to robił. Przecież żyliśmy normalnie. Przecież takie rzeczy dzieją się tylko na ekranach telewizorów, przecież byliśmy tacy szczęśliwi.
Nienawidze go, dwa tygodnie pocieszałam się że kiedyś do siebie wrócimy, a im więcej o tym myślę nie chce. Nie chce go widzieć nawet. Jebany ćpun. Jebane gówno. Zdobył moje serce, przywłaszczył sobie i nie odda, wiesz to idiotko. Wyniki badań krwi i ekg w poniedziałek. Zmienie to życie i siebie, nie mogę pozwolić na to by ten skurwiel rozjebał wszystko. Pierdole go, herde szarkiego i inne jebane szmaty które o niczym nie mają pojecia, jak mnie niszczył ten chuj przez lata. o 21 dzisiaj zapomnę. Choć na chwilę.
 

 
moje uczucia do niego nigdy nie wyblakły nawet przez chwilę, zawsze kochałam go tak samo i zawsze będę. Wiem, że to nie jest normalne. Tylko przy nim czułam się przy nim sobą, kiedy on przy mnie udawał kogoś innego. Minęło 5 lat a ja nadal tuląc się w jego ramiona zapominałam o świecie, o tym ile zła mi wyrządził i zawsze widziałam nas razem do końca, czułam się bezpieczna i bezbronna jednocześnie, malutka, słodka szczęściara, bo przecież mało kto kocha nadal się tak mocno jak my po pięciu latach. Pod tymi pięknymi uczuciami, wyjątkowymi chwilami kryło się takie bagno. Bagno w którym topiłam się każdego miesiąca coraz bardziej, sieć kłamstw w której tak się zaplątałam, albo raczej on mnie. Nie wiem jak można być kimś takim. Jednego dnia przytulić, obiecać że się zmieni , przysięgiwać na wszystko że będzie dbał o zaufanie, przepraszać a kilka godzin później dawać sobie w żyłe. Nigdy bym w to nie uwierzyła. NIGDY.Nawet gdyby mi ktoś o tym powiedział. Gt. Mój gt, ten z oczami misia, ten który opiekiwał się mną jak byłam chora, ten sam wrażliwy chłopak którego pokochałam, który zimowymi nocami tulił mnie pod kocykiem. Ten sam nosił w butach heroine by potem w jakimś kiblu przy dworcu podać ją sobie dożylnie. Póki nie znalazłam tego gówna w jego plecaku, nigdy bym nie uwierzyła. I nadal ciężko jest mi uwierzyć, bo niby wygląda tak samo, ale już dla mnie jakoś inaczej. Już nigdy na niego nie spojrzę tak jak kiedyś. O ile w ogóle bede miec okazję, bo nie rozmawiamy od miesiąca. Zranił mnie i zostawił. Znowu. Nigdy mu tego nie wybaczę, już nigdy nie będzie tak samo. Pierwszy tydzień płakałam, każdy kolejny tydzień nienawidze go coraz bardziej i powoli zaczynam rozumieć jak bardzo mnie zniszczył. Cały ten blog to kłamstwo. Każda notka o tym jaki jest cudowny. Nie były o nim, tylko o kims kogo udawał, o kimś kim był tylko jak miał siłę czyli jak zaćpal. Wątpie by nawet kochał mnie kiedykolwiek bardziej niż te swoje narkotyki. Kochał je bardziej ode mnie. Wiem, jak bardzo się zmieniłam. Moja samoocena, moje zdrowie, mój światopogląd. Jutro idę na badania krwi i ekg serca, bo mam ataki lęku w nocy i w ciągu dnia też. Nawet nie zauważyłam jak z dnia na dzien zaczęłam się sypać. Zawsze tylko chciałam go wspierać, bo przecież był taki biedny. Robienie z siebie ofiary, wychodziło mu tak dobrze, że przestałam patrzeć na swoje potrzeby i wszystko mu wybaczałam. Ale 2 październik, jak wróciłam ze studiów i to jak mnie wtedy okłamał i zsotawił kolejjny raz, tego mu nie wybacze NIGDY. kocham go i zawsze bede, ale nie możemy być razem. nawet już chyba nie chce. brzydze się nim. tym co robił, kim był, ile złego zrobił ludziom na około. Jest po prostu złą osobą. żałuje że go pokochałam. ta miłość zniszczyła dawną mnie. i już nigdy nie wrócę.

JOY. - same place
 

 
Non posso condividere i miei pensieri, le mie esperienze di ultimi giorni con gli altri, perche già so cosa mi direbbero. "Lui ti inganna" "Sei ingenua e credulone" " Non vedi che e' una bugia?" Si, lo vedo. Vedo letteralmente tutto. Sento un minimo fruscio quando sta nel bagno. In un comportamento apparentemenre normale, qualcosa che suscita i miei sospetti. A volte credo di stare impazzendo. E' cosi forte nella mia testa, ho paura di non sopportalo piu'. Un giorno, tutto si rivelera' una bugia grande e io mi schiantero'. Quello che ho sono le sue parole. E' tutto. Non ho niente di piu'. Sono cosi accecata? Sono pazza?? O sono innamorata da morire? Temo che un giorno il telefono sunoera' e qualcuno mi dira' che lui non vive piu'. E io restero' qui sola e senza nessuna rispota alle domande che la mia mente ha creato. Ne sono tante. Mi schiaccia il suo peso.
Si, sempre c'e questo piccolo percento di probablita' che dice la verita'. Ma e' minimo.
C'e troppo stress nella mia vita. Il mio organismo si sta indebolendo. Spesso sento il mio cuore che accelera senza motivo, ogni giorno quando lui non ha le forze per scrivermi un messagio e io sto pensando che cosa fa, ho la nausea. Mangio le unghie come una matta, mi affatico motlo veloce, non so cosa mi sta succedendo. Lui mi ammaza. Man mano mi priva della cosa piu preziosa che avevo. La felicita', il senso della vita, la salute. Mi uccide.
 

 
Jeszcze kilka dni temu czułam się taka szczęśliwa, zapomniałam co złe (jak zawsze) i szłam dalej, zasypialam spokojnie, urodziny i cały ten okres uważam za udany, chociaż było parę zgrzytów, idealnie być jak widać nie może. A no właśnie. Bo sielanka znów została przerwana. Od trzech dni czuje jak żołądek podchodzi mi do gardła, boli mnie brzuch i trzęsą mi się ręce, w niespodziewanych momentach lzy napełniają mi oczy i zaczybam gubić się w świecie mojej miłości, którą od zawsze uważałam za najważniejszą. A jako ten świat przysłania wszystkie inne, tzn rodzina, przyjaciele, rozwój, już nic mnie nie cieszy. Przerażającym jest jak słaba jestem i jak uzaleznilam się od drugiej osoby, która prawdopodobnie mnie oszukuje. Istnieję taka szansa, bardzo malutka szansa, że przesadzam. Chociaż nie. Nie przesadzam. Jest malutka szansa że to co mówi kolejny raz jest prawdą. Setny raz. Może tysięczny. statystycznie około co tydzień zalewa mnie fala zimnego potu, miażdży mnie ciężar tak zwany rzeczywistością. I już nic nie ma sensu, a biały śnieg za oknem, o którym Marzyłam, bo potrafi ogrzać moje serce, paradoksalnie, zmarnuje swój potencjał na wieczorne zimowe spacery. Kolejny raz. Czuję, że ten okres będzie dla mnie ciężki. Mam 22 lata a zastanawiam się czy nie udać się do psychologa. Powinnam cieszyć się życiem, przecież jestem młoda, mam czego chce, zdrowie , przyjaciół, kasę, wyglad, kolesi co zabiegają o mnie. Jedyne czego mi brakuje to pewność. Ze moje życie (tak, bo właśnie miłość była moim życiem) nie jest kłamstwem. Nie jest fikcyjne. Urojone, baśniowe powiedziałabym bo tak sobie myslalam że żyje jak w bajce, traktuje mnie jak księżniczke, a tu nagle okazuje się że książę z bajki jest, moim złym snem, on dręczy mnie. Nie mogę uwierzyć, że ta cudowna osoba, przy której czulam się piękna i wyjątkowa, która wydawała mi sie być taka wrażliwa, która dba o swoją rodzinę, mogłaby tak mnie oszukiwać. Po prostu nie mogę w to uwierzyć i cały czas żyje nadzieja że to puste opakowanie thiocodinu pod moim domem nie jest jego. Ze to że znalazłam w Sopocie igłę z krwią to wcale nie była do cpania, że to ze usuwa rozmowy z fejsbuka też o niczym nie świadczy. Mogę wymieniać w nieskończoność, a już sił nie mam ny bronić go w swojej głowie. Czasem zasnąć nie moge bo analizuje tysiące sytuacji i szukam w nich kłamstw. To uczucie, że on bez skrupułów tak może mnie oszukiwać a widzi jak się rozpadam, jak płacze jak krzyczę, zabija mnie. Boję sie że zaczynam swirowac i teraz będę zwracała uwagę na każdy szczegół, prosiła go żeby udowadniał mi, będę sie bała że wcale nie jest w domu tylko z kims i cpa. Doszło do tego że zaczęłam zastanawiać się czu on mnie nie zdradza? Bo w sumie czemu nie skoro oszukiwać to już po całości. Pewnego dnia, jak będę miała wszystko czarne na białym, ze jednak byłam naiwna, zabije się.
 

 
Zawsze po takim wieczorze "szczerych" rozmów, kiedy był taki wyciszony, skruszony i mówił, że mnie kocha, że nie wyobraża sobie życia z inną, że chce być ze mną zawsze, wracałam do domu i się uspokajałam. Może naprawdę tyle dla niego znaczę? To co mówi wydaje się być szczere.

Wczoraj wróciłam i moje pierwsza myśl to: będzie udawał teraz takie niewiniątko zranione, żałosne.

Wpadłam do niego rano, nie chciałam żeby dłużej mu było "przykro", chociaz serio nie miałam siły. Jak bardzo tego żałowałam... zero emocji, sama mechanicznośc z mojej strony.
Pomogłam mu w angielskim zero dziękuje. Wiedziałam, wróce do domu i znów będe schizować. I zaczęło się. Najpierw mała głupia myśl a potem cała masa okropnych , które zaczęły zamieniać się w paniczny lęk. Nienawidze teog uczucia, jak całe moje ciało ogarnia takie nieprzyjemne drgawki, stres połączony z bezsilnością i strachem, którego nie umiem się pozbyć. Myślałam długo, rozważałam, stiwerdziałam, że zadzownie do niego, może zaczniemy milej, ale on nie odbiera. Mija 5 minut. zero jakiegoś ,,czekaj pixie oddzownie" Nic. Znowu to uczucie, znowu sie zawodzę, znowu jestem olana. Napisał smsa po pół h że już. A ja, że czekam. To się pyta NA CO? Ile razu mówiłam, mu żeby oddzwaniał? Nie da rady. Za trudne dla niego. To o czym myślę, staję się bardziej realne. Jestem z kłamcą, który tak mnie nabrał że jest taki dorby i wrażliwy, tymczasem jest skałą, której nic nie rusza, która wszystko olewa. Moje życie to kłamstwo i powoli to do mnmie dociera. Nic dla niego nie znaczę.
Boje się, że zeświruje. Ludzie są tak zjebani, nie moge znaleźć żadnego miejsca na ziemi. Myślałam, że jest ono przy nim. Przez tyle lat, przywiązałam się do niego, a teraz nawet bym się nie zdziwiła jakby mnie zdradził i powiedział "przepraszam pixus" ... Nie mam siły być z takim fejkiem. Nie wiem jak się wziąć w garść.Nie wiem jak odejść. W końcu nic konkretnego nie zrobił. Ale ja cierpię. Cierpie że się tak nabrałam. Cierpie że jestem naiwna a on mi nie pomaga. Cierpie że nie ufam.
Samotne ranki w domu mi nie służą.
 

 
Ed Sheeran sobie leci i przypomina mi się zima, jak po imprezie i krótkim spotkaniu z Gt biegłam szczęśliwa po schodach i czekałam na słodkie esemesy. Byłam taka szczęśliwa i zajarana. Przypominają mi się długie pożegnania, zimowe spacery, długie smsy na dobranoc z wyznawaniem miłości.
Słucham tych piosenek i tak bardzo boję się, że już nigdy nie będe się tak czuć. Nigdy nie złapie go nieśmiale za rekę czując dreszcze.
Boje się, że pewnego dnia przywali mnie ciężar rzeczywistości i zobaczę prawdę. Kłamstwa i brak uczuć.
Nie walczy ode mnie od roku. W wakacje rok temu, jak mnie oszukiwał, ja do niego przychodziłam do szpitala codziennie, chciałam pomóc, kochalismy się u mnie jak wyszedł ze szpitala inawet się nie odezwał. Później wyjechał bez słowa. Wszystko mu wybaczyłam. Kłamstwa, agresje, przemoc, wyzwiska. Nawet gdy nie widziałam skurchy. To co się stało w sobotę to jakaś tragedia. Dzownił, i pisał smsy przez 3 dni, zamiast przyjść do mnie i błagać o przebaczenie. Czekałam, czekałam aż zadziała i zawiodłam się znowu. Jedne co robił to pisał.
Jest takim dzieckiem, cofnął się w rozwoju. Gdyby mnie kochał walczyłby o mnie. Jak ja bym zrobiła takie coś co on mi w sobotę, przybviegłabym do niego rano do domu i przepraszała w żywe oczy. Nienawidzę go. Skrzywidził mnie. Czuję się upokorzona i nawian. Nigdy o mnie nie zalwaczy . NIe jestem tego warta. Oszaleje.
 

 
z dnia na dzień popadam w coraz wiekszą paranoję. Boje się, że miłość jest naprawdę ślepa. Nigdy nie sądziłam, że jestem naiwna, a teraz jestem pewna że każdy, komu opowiedziałabym historie z ostatnich dni, doradziłby mi żebym lepiej uważała.
Zaczynam świrować. Boję się, że naprawdę skończe w psychiatryku. Ile można żyć, każdego dnia, w myślach, tłumacząc te drugą osobę? Ile jeszcze miesięcy to wytrzymam? Z dnia na dzień coraz bardziej zaczynam dostrzegać pewne rzeczy. Czemu nic nie może być po prostu normalne? To wszystko jest tak śmiesznie łatwe do naprawienia, on po prostu tego nie chce. Prosi żebym nie odpuszczała sobie naszego zwiazku, bo pewnie wie, że on sam ciągle to robi. Obiecuję że zadba o zaufanie, poczym wyrzuca mnie ze swojego pokoju, kiedy zaczynam się rozglądać. Czemu nie mógl po prostu pozwolić i pokazać, że naprawdę nie ma NIC do ukrycia. Tak by mi ulżyło, a on całe życie tak się zachowuje. Jak długo mam udawać przed sobą jeszcze, że to wszystko jest normalne?
W nocy obiecywałam sobie, że nie będe się już tak angażować emocjonalnie w to bo kompletnie nic to nie daję. Obiecałam sobie że bede silna i nie będe o nim myśleć, co robi, gdzie jest... Jezu to jest tak ciężkie. Jak długo można życ z kimś komu sie KOMPLETNIE nie ufa? Nie sądziłam, że moze być gorzej z zaufaniem a jest. Do tego stopnia, że zaczynam myśleć czy wszystko co robi jest ściemą. Bo mówi że kocha, że mu zależy, że się zmieni ale potem zawsze coś jest nie tak i tego nie widzę. W sumie nigdy tego nie widzę. Jedyne co mam to słowa. NIC WIĘCEJ. Słowa, w które cały czas wierzę, a w samotności, przed snem, kiedy patrzę na to wszystko jakoś bardziej trzeźwo, wydają się one byc tak fałszywe.. Odchodzę od zmysłow.. Czuję że ta jesień nie będzie magiczną. Nic nie jest tak jak powinno. Jak myślę, że już nigdy nie będzie jak przed tem czuje takie rozdarcie w sercu. Słucham Lany i przypomina mi się nasza młodośc beztroska, kiedy jeszcze bez żadnych skaz, wierzyliśmy w radość małych rzeczy, kiedy jeszcze nie bałam się że to wszystko jest tak kruche. Nawet nie myślałam, że kiedys wszystko się tak potoczy i nie sądziłam, że kiedykolwiek się zawaham. A waham się każdego dnia. Tęsknie za dniami kiedy nie bałam się o to co robi za moimi plecami, kiedy wierzyłam w każde słowo, gest, kiedy nie miałam mu nic do wypominania a bolesne wspomnienia nie psuły każdego spotkania.
Teraz nawet ten radosny maj, te kilka miesiecy które były tak idealne, wydają mi się tak dalekie i nieprawdziwe. Jedyne co bylo prawdziwe to pierwsze miesiace naszej miłości, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi, a szczęscie nie zabrała nam brutalna rzeczywistość.
Spierdoliłam studia, nie mam pracy, nie mam przyszłości, kto wie czy przeszłość mam skoro wydaje mi się ona być nieprawdziwa? Nie mam po prostu nic swojego. Jedyne co mam to rodzice, ale oni nie zawsze beda mnie wspierać. Jestem skazana na siebie i próbuję coś zdziałać, zmienić się, ale po prostu i nie wychodzi.
 

 
tylko czekam aż wszystko się rozpadnie

mroźne powietrze