• Wpisów:349
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:4 dni temu
  • Licznik odwiedzin:4 366 / 2390 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
ciebie nie ma i nigdy nie było i to chyba boli najbardziej
 

 
Ból brzucha, kołatanie serca, nieprzespane noce, marnujący swój potencjał listopad, kiedy to zaczynaliśmy czuć magię. Zrobił się depresyjny, tak jak wszyscy kiedyś opowiadali. Praca. Nauka. Czasem jakaś impreza, nieznajome twarze, rano moralniak, chwilę które nic nie wnoszą do życia, nie ocieplają listopada. Serce niespokojne, nieotulone ciepłem wspomnień, które wracały latami, jak piękna rutyna, której można było mi pozazdrościć. Brak wyczekiwania tych chwil. Jedynie stres i myśli rozbijające mi głowę. Ile można mieć teorii na to wszystko? Czy kochał kiedyś? Czy straciłam go na zawsze? Czy jeśli straciłam to dobrze? Kiedy był prawdziwy? Może teraz jest? Czy specjalnie chciał się ode mnie uwolnić czy zrobił to dla naszego dobra? Co jest prawdą a co kłamstwem? Kolejne lata szukam odpowiedzi na najważniejsze pytania. To tak boli i tak wyniszcza. Wczoraj sięgnęłam po buprenorfine. Nie było jej. Okazało się że otworzyłam ją pijana i Bartek ją wyrzucił. Nie czułam sensu. Ani obawy. Po prostu istniałam, nie żyłam. Nie żyje. Zabił mnie. A ja nadal go kocham. Ten wytwór naszej wyobraźni. I walczyłam do końca by na samym końcu zostać samą, pokonaną przez niego, już nigdy nie tą samą. Kiedyś myślałam że nikt nigdy nie będzie miał tego co my. Że to jest miłość jak ze snu. Teraz dało mi to poczucie że nikt nie umie wyobraźic sobie jak cierpię. Jak bardzo zawiedziona jestem że jego już nie ma i nigdy nie będzie. Straciłam cię gt, straciłeś się. Nie ma ciebie już, nas. I nie kocham cię. Kocham kogoś kim nie jesteś. Teraz nie masz uczuć i nie czujesz nic. Żałuję że pozwoliłam ci tak siebie zniszczyć, zawładnąc sobą, emocjami, bo teraz to ja leżę i płacze i cierpię fizycznie, bo zostawiałeś mnie każdego dnia odkąd wziąłeś pierwszy raz. Narkotyki zabrały ci emocje. Zabrały ci wszystko, a ty nie umiesz ludzko cierpieć. Żałuję że czuję. Nie chce dłużej być sobą. Jestem dobra i wrażliwa dzięki tobie, bo zawsze to we mnie ceniłeś i chciałam to pielęgnować. Nawet tym mnie zniszczyłeś. Te dwie piękne cechy są teraz moją słabością. Zniszczyłeś wszystko. Całe piękno tego świata.
 

 
Napisałam Maćkowi, że nic z tego nie będzie i nagle jakoś chamsko zaczął mnie traktować. Nie rozumie, że dziwnie się czuję jak zaczyna go być tak dużo w moim życiu. Być dużo kogoś kto zastępuje kogoś kto kiedyś był zawsze. Zaczęłam wyczuwać, że za bardzo się wkręca więc chciałam żeby było jasne. Nie widzę nas razem. Nie widzę siebie już z nikim. Nie chcę już żeby ktokolwiek mnie zranił, żeby moje życie znów zależało od kogoś innego. Będę żyć wspomieniami. Nie wiem jak długo, bo powoli blakną przez to że staram się je oszpecić. Już nie myślę tak często jak było cudownie, tylko zastanawiam się czy ja w ogóle go znałam. Czy on w ogóle mnie kochał.
Plusem ostatnim jest to, że moje studia mi się podobają. Nawet zdarza mi się udzielać na zajęciach. I udało mi się dostać jeden dzień wolny na dwa tygodnie w pracy. Będe mogła go wykorzystać na naukę i odpoczynek.
Nie umiem tak żyć płytko. Chcę żeby ktoś zachwycał się ze mną pięknem świata. Chce malarza, artystę, który pomaluje moje życie nieznanymi kolorami. Chcę zachwywać się deszczem, śniegiem, lampkami na oknach. Chcę czuć magię. Nie umiem już z nikim. Nie chcę tego zapomnieć sama.
 

 
Im burning down every bridge we made
I watch you choke on the heart you break
Im bleeding out every word you said
Go to hell for heaven`s sake
 

 
Mega ciężko się żyje w trybie praca + studia, ale przynajmniej dzięki temu nie myślę aż tak dużo nad pustką życia. Praca jest w miarę ok, zostanę tam może do stycznia i zacznę szukać czegoś nowego. Będę miała przynajmniej swoje pieniądze, będę mogła oddać tacie za studia. 15 listopada farbuje włosy, zrobie sobie sombre i będe mieć jasne końcówki włosów, myślę że będzie super. Chcę zmienić jak najwięcej. Nie wracam już do starej muzyki. Wychodząc z domu nie zerkam na serce na budynku. Nie oglądam starych zdjęć. Usunęłam go z powiadomień na fejsie, nic a nic mi się od niego nie wyświetla. Tak naprawdę nie ma go w ogóle w moim życiu. Zaczełam nawet słuchać innej muzyki, tworzyć nowe wspomnienia. Wracając z pracy nie zerkam w jego okno, czy pali się światło. Spotkałam jego brata i nawet nie zapytałam co u niego. Bez zawahania zaczęłam oglądać nowy sezon Stranger Things sama, chociaż muzyka z intro przypomina mi okres kiedy był na odwyku a ja sama trzęsłam się w domu ze strachu.

Ale gdy nauczę się żyć sama ze sobą, będe szcześliwa. Chce się zmienić. Robię małe kroki. Jeszcze niedawno myślałam że są niemożliwe.


Dziwnie by było go spotkać. Niby miesiąc a ja czuję że jest mi już kompletnie obcy. Tak naprawdę zawsze był. Już i tak nigdy by nie było jak przedtem. Myślałam że będziemy cieszyć się jesienią, jeszcze neidawno leżeliśmy w tym łóżku pod kołderką z tostami i oglądaliśmy filmy, zimą spacerowaliśmy i jaraliśmy się lampeczkami w jego pokoju, całowaliśmy, robiliśmy pierniczki, czuliśmy święta. W tym roku to wszystko będzie inne. I cały czas o tym myślę. Przy każdej czynności. Wszystko jest inaczej i nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie czy lepiej czy gorzej. Ale tamto nie było prawdziwe. Nic nie było prawdziwe. Więc mi tego nie żal.
 

 
Czasami uronię łzy jak pomyślę, że każda z chwil, która wydawała mi się być najpiękniejszą okazuje się nieprawdziwą. Myślę za dużo o nim, a pod moim uśmiechem kryję się smutek. Wiem, ze nikt tego nie zrozumie. Ja naprawdę przez 5 lat myślałam, że nasza miłość jest magią. Teraz już nie pamiętam nawet jego twarzy ani głosu. To takie dziwne. Moja tęsknota połączona jest z ogromną niechęcią do niego. Ta niechęć przeważa i ciągle staram przypominać sobie ostatni dzień. Ostatni dzień i ostatni raz kiedy pozwoliłam siebie zranić. Gdy tylko o nim myślę, powtarzam sobie że to kawał chuja, ale zaraz myśli przeskakują na inny tor i widzę nas razem, wiosną rok temu, albo w moje urodziny kiedy przyszedł do mnie do sklepu z prezentami, listem. Milion listów od niego i tyle fałszywych nic nie znaczących słów w nich. Znowu to robię. Najpierw miłe wspomienie, ale na sam koniec wracają dwa słowa: fałsz, złość. Może wszyscy mieli rację? Może potrzebowałam tego czasu by zrozumieć jak bardzo go nienawidzę, jak bardzo mnie zranił, wykorzystał. Każdy dzień mija, ja nadal jestem słabsza, niepewna siebie, stresuję sie byle gównem, nadal mam ataki paniki. Wczoraj gdy lekarka wbijała mi strzykawkę w żyłę, łzy naleciały mi do oczu. Wszystko mnie rozpierdala. Wiem, że to przez niego taka jestem. Wiem, że kiedyś byłam kimś zupełnie innym. Strzykawki u lekarza, kojarzą mi się już tylko z jednym. Syrop w pracy na kaszel Thiocodin, kojarzy mi się już tylko z jednym. Piosenka hera koka hasz, kojarzy mi się juz tylko z jednym, film z narkotykami przywołuje bolesne wspomnienia, czy już zawsze będzie to do mnie wracać? NIe mogę uwierzyć w to, że on to robił. Przecież żyliśmy normalnie. Przecież takie rzeczy dzieją się tylko na ekranach telewizorów, przecież byliśmy tacy szczęśliwi.
Nienawidze go, dwa tygodnie pocieszałam się że kiedyś do siebie wrócimy, a im więcej o tym myślę nie chce. Nie chce go widzieć nawet. Jebany ćpun. Jebane gówno. Zdobył moje serce, przywłaszczył sobie i nie odda, wiesz to idiotko. Wyniki badań krwi i ekg w poniedziałek. Zmienie to życie i siebie, nie mogę pozwolić na to by ten skurwiel rozjebał wszystko. Pierdole go, herde szarkiego i inne jebane szmaty które o niczym nie mają pojecia, jak mnie niszczył ten chuj przez lata. o 21 dzisiaj zapomnę. Choć na chwilę.
 

 
moje uczucia do niego nigdy nie wyblakły nawet przez chwilę, zawsze kochałam go tak samo i zawsze będę. Wiem, że to nie jest normalne. Tylko przy nim czułam się przy nim sobą, kiedy on przy mnie udawał kogoś innego. Minęło 5 lat a ja nadal tuląc się w jego ramiona zapominałam o świecie, o tym ile zła mi wyrządził i zawsze widziałam nas razem do końca, czułam się bezpieczna i bezbronna jednocześnie, malutka, słodka szczęściara, bo przecież mało kto kocha nadal się tak mocno jak my po pięciu latach. Pod tymi pięknymi uczuciami, wyjątkowymi chwilami kryło się takie bagno. Bagno w którym topiłam się każdego miesiąca coraz bardziej, sieć kłamstw w której tak się zaplątałam, albo raczej on mnie. Nie wiem jak można być kimś takim. Jednego dnia przytulić, obiecać że się zmieni , przysięgiwać na wszystko że będzie dbał o zaufanie, przepraszać a kilka godzin później dawać sobie w żyłe. Nigdy bym w to nie uwierzyła. NIGDY.Nawet gdyby mi ktoś o tym powiedział. Gt. Mój gt, ten z oczami misia, ten który opiekiwał się mną jak byłam chora, ten sam wrażliwy chłopak którego pokochałam, który zimowymi nocami tulił mnie pod kocykiem. Ten sam nosił w butach heroine by potem w jakimś kiblu przy dworcu podać ją sobie dożylnie. Póki nie znalazłam tego gówna w jego plecaku, nigdy bym nie uwierzyła. I nadal ciężko jest mi uwierzyć, bo niby wygląda tak samo, ale już dla mnie jakoś inaczej. Już nigdy na niego nie spojrzę tak jak kiedyś. O ile w ogóle bede miec okazję, bo nie rozmawiamy od miesiąca. Zranił mnie i zostawił. Znowu. Nigdy mu tego nie wybaczę, już nigdy nie będzie tak samo. Pierwszy tydzień płakałam, każdy kolejny tydzień nienawidze go coraz bardziej i powoli zaczynam rozumieć jak bardzo mnie zniszczył. Cały ten blog to kłamstwo. Każda notka o tym jaki jest cudowny. Nie były o nim, tylko o kims kogo udawał, o kimś kim był tylko jak miał siłę czyli jak zaćpal. Wątpie by nawet kochał mnie kiedykolwiek bardziej niż te swoje narkotyki. Kochał je bardziej ode mnie. Wiem, jak bardzo się zmieniłam. Moja samoocena, moje zdrowie, mój światopogląd. Jutro idę na badania krwi i ekg serca, bo mam ataki lęku w nocy i w ciągu dnia też. Nawet nie zauważyłam jak z dnia na dzien zaczęłam się sypać. Zawsze tylko chciałam go wspierać, bo przecież był taki biedny. Robienie z siebie ofiary, wychodziło mu tak dobrze, że przestałam patrzeć na swoje potrzeby i wszystko mu wybaczałam. Ale 2 październik, jak wróciłam ze studiów i to jak mnie wtedy okłamał i zsotawił kolejjny raz, tego mu nie wybacze NIGDY. kocham go i zawsze bede, ale nie możemy być razem. nawet już chyba nie chce. brzydze się nim. tym co robił, kim był, ile złego zrobił ludziom na około. Jest po prostu złą osobą. żałuje że go pokochałam. ta miłość zniszczyła dawną mnie. i już nigdy nie wrócę.

JOY. - same place
 

 
Non posso condividere i miei pensieri, le mie esperienze di ultimi giorni con gli altri, perche già so cosa mi direbbero. "Lui ti inganna" "Sei ingenua e credulone" " Non vedi che e' una bugia?" Si, lo vedo. Vedo letteralmente tutto. Sento un minimo fruscio quando sta nel bagno. In un comportamento apparentemenre normale, qualcosa che suscita i miei sospetti. A volte credo di stare impazzendo. E' cosi forte nella mia testa, ho paura di non sopportalo piu'. Un giorno, tutto si rivelera' una bugia grande e io mi schiantero'. Quello che ho sono le sue parole. E' tutto. Non ho niente di piu'. Sono cosi accecata? Sono pazza?? O sono innamorata da morire? Temo che un giorno il telefono sunoera' e qualcuno mi dira' che lui non vive piu'. E io restero' qui sola e senza nessuna rispota alle domande che la mia mente ha creato. Ne sono tante. Mi schiaccia il suo peso.
Si, sempre c'e questo piccolo percento di probablita' che dice la verita'. Ma e' minimo.
C'e troppo stress nella mia vita. Il mio organismo si sta indebolendo. Spesso sento il mio cuore che accelera senza motivo, ogni giorno quando lui non ha le forze per scrivermi un messagio e io sto pensando che cosa fa, ho la nausea. Mangio le unghie come una matta, mi affatico motlo veloce, non so cosa mi sta succedendo. Lui mi ammaza. Man mano mi priva della cosa piu preziosa che avevo. La felicita', il senso della vita, la salute. Mi uccide.
 

 
Jeszcze kilka dni temu czułam się taka szczęśliwa, zapomniałam co złe (jak zawsze) i szłam dalej, zasypialam spokojnie, urodziny i cały ten okres uważam za udany, chociaż było parę zgrzytów, idealnie być jak widać nie może. A no właśnie. Bo sielanka znów została przerwana. Od trzech dni czuje jak żołądek podchodzi mi do gardła, boli mnie brzuch i trzęsą mi się ręce, w niespodziewanych momentach lzy napełniają mi oczy i zaczybam gubić się w świecie mojej miłości, którą od zawsze uważałam za najważniejszą. A jako ten świat przysłania wszystkie inne, tzn rodzina, przyjaciele, rozwój, już nic mnie nie cieszy. Przerażającym jest jak słaba jestem i jak uzaleznilam się od drugiej osoby, która prawdopodobnie mnie oszukuje. Istnieję taka szansa, bardzo malutka szansa, że przesadzam. Chociaż nie. Nie przesadzam. Jest malutka szansa że to co mówi kolejny raz jest prawdą. Setny raz. Może tysięczny. statystycznie około co tydzień zalewa mnie fala zimnego potu, miażdży mnie ciężar tak zwany rzeczywistością. I już nic nie ma sensu, a biały śnieg za oknem, o którym Marzyłam, bo potrafi ogrzać moje serce, paradoksalnie, zmarnuje swój potencjał na wieczorne zimowe spacery. Kolejny raz. Czuję, że ten okres będzie dla mnie ciężki. Mam 22 lata a zastanawiam się czy nie udać się do psychologa. Powinnam cieszyć się życiem, przecież jestem młoda, mam czego chce, zdrowie , przyjaciół, kasę, wyglad, kolesi co zabiegają o mnie. Jedyne czego mi brakuje to pewność. Ze moje życie (tak, bo właśnie miłość była moim życiem) nie jest kłamstwem. Nie jest fikcyjne. Urojone, baśniowe powiedziałabym bo tak sobie myslalam że żyje jak w bajce, traktuje mnie jak księżniczke, a tu nagle okazuje się że książę z bajki jest, moim złym snem, on dręczy mnie. Nie mogę uwierzyć, że ta cudowna osoba, przy której czulam się piękna i wyjątkowa, która wydawała mi sie być taka wrażliwa, która dba o swoją rodzinę, mogłaby tak mnie oszukiwać. Po prostu nie mogę w to uwierzyć i cały czas żyje nadzieja że to puste opakowanie thiocodinu pod moim domem nie jest jego. Ze to że znalazłam w Sopocie igłę z krwią to wcale nie była do cpania, że to ze usuwa rozmowy z fejsbuka też o niczym nie świadczy. Mogę wymieniać w nieskończoność, a już sił nie mam ny bronić go w swojej głowie. Czasem zasnąć nie moge bo analizuje tysiące sytuacji i szukam w nich kłamstw. To uczucie, że on bez skrupułów tak może mnie oszukiwać a widzi jak się rozpadam, jak płacze jak krzyczę, zabija mnie. Boję sie że zaczynam swirowac i teraz będę zwracała uwagę na każdy szczegół, prosiła go żeby udowadniał mi, będę sie bała że wcale nie jest w domu tylko z kims i cpa. Doszło do tego że zaczęłam zastanawiać się czu on mnie nie zdradza? Bo w sumie czemu nie skoro oszukiwać to już po całości. Pewnego dnia, jak będę miała wszystko czarne na białym, ze jednak byłam naiwna, zabije się.
 

 
Zawsze po takim wieczorze "szczerych" rozmów, kiedy był taki wyciszony, skruszony i mówił, że mnie kocha, że nie wyobraża sobie życia z inną, że chce być ze mną zawsze, wracałam do domu i się uspokajałam. Może naprawdę tyle dla niego znaczę? To co mówi wydaje się być szczere.

Wczoraj wróciłam i moje pierwsza myśl to: będzie udawał teraz takie niewiniątko zranione, żałosne.

Wpadłam do niego rano, nie chciałam żeby dłużej mu było "przykro", chociaz serio nie miałam siły. Jak bardzo tego żałowałam... zero emocji, sama mechanicznośc z mojej strony.
Pomogłam mu w angielskim zero dziękuje. Wiedziałam, wróce do domu i znów będe schizować. I zaczęło się. Najpierw mała głupia myśl a potem cała masa okropnych , które zaczęły zamieniać się w paniczny lęk. Nienawidze teog uczucia, jak całe moje ciało ogarnia takie nieprzyjemne drgawki, stres połączony z bezsilnością i strachem, którego nie umiem się pozbyć. Myślałam długo, rozważałam, stiwerdziałam, że zadzownie do niego, może zaczniemy milej, ale on nie odbiera. Mija 5 minut. zero jakiegoś ,,czekaj pixie oddzownie" Nic. Znowu to uczucie, znowu sie zawodzę, znowu jestem olana. Napisał smsa po pół h że już. A ja, że czekam. To się pyta NA CO? Ile razu mówiłam, mu żeby oddzwaniał? Nie da rady. Za trudne dla niego. To o czym myślę, staję się bardziej realne. Jestem z kłamcą, który tak mnie nabrał że jest taki dorby i wrażliwy, tymczasem jest skałą, której nic nie rusza, która wszystko olewa. Moje życie to kłamstwo i powoli to do mnmie dociera. Nic dla niego nie znaczę.
Boje się, że zeświruje. Ludzie są tak zjebani, nie moge znaleźć żadnego miejsca na ziemi. Myślałam, że jest ono przy nim. Przez tyle lat, przywiązałam się do niego, a teraz nawet bym się nie zdziwiła jakby mnie zdradził i powiedział "przepraszam pixus" ... Nie mam siły być z takim fejkiem. Nie wiem jak się wziąć w garść.Nie wiem jak odejść. W końcu nic konkretnego nie zrobił. Ale ja cierpię. Cierpie że się tak nabrałam. Cierpie że jestem naiwna a on mi nie pomaga. Cierpie że nie ufam.
Samotne ranki w domu mi nie służą.
 

 
Ed Sheeran sobie leci i przypomina mi się zima, jak po imprezie i krótkim spotkaniu z Gt biegłam szczęśliwa po schodach i czekałam na słodkie esemesy. Byłam taka szczęśliwa i zajarana. Przypominają mi się długie pożegnania, zimowe spacery, długie smsy na dobranoc z wyznawaniem miłości.
Słucham tych piosenek i tak bardzo boję się, że już nigdy nie będe się tak czuć. Nigdy nie złapie go nieśmiale za rekę czując dreszcze.
Boje się, że pewnego dnia przywali mnie ciężar rzeczywistości i zobaczę prawdę. Kłamstwa i brak uczuć.
Nie walczy ode mnie od roku. W wakacje rok temu, jak mnie oszukiwał, ja do niego przychodziłam do szpitala codziennie, chciałam pomóc, kochalismy się u mnie jak wyszedł ze szpitala inawet się nie odezwał. Później wyjechał bez słowa. Wszystko mu wybaczyłam. Kłamstwa, agresje, przemoc, wyzwiska. Nawet gdy nie widziałam skurchy. To co się stało w sobotę to jakaś tragedia. Dzownił, i pisał smsy przez 3 dni, zamiast przyjść do mnie i błagać o przebaczenie. Czekałam, czekałam aż zadziała i zawiodłam się znowu. Jedne co robił to pisał.
Jest takim dzieckiem, cofnął się w rozwoju. Gdyby mnie kochał walczyłby o mnie. Jak ja bym zrobiła takie coś co on mi w sobotę, przybviegłabym do niego rano do domu i przepraszała w żywe oczy. Nienawidzę go. Skrzywidził mnie. Czuję się upokorzona i nawian. Nigdy o mnie nie zalwaczy . NIe jestem tego warta. Oszaleje.
 

 
z dnia na dzień popadam w coraz wiekszą paranoję. Boje się, że miłość jest naprawdę ślepa. Nigdy nie sądziłam, że jestem naiwna, a teraz jestem pewna że każdy, komu opowiedziałabym historie z ostatnich dni, doradziłby mi żebym lepiej uważała.
Zaczynam świrować. Boję się, że naprawdę skończe w psychiatryku. Ile można żyć, każdego dnia, w myślach, tłumacząc te drugą osobę? Ile jeszcze miesięcy to wytrzymam? Z dnia na dzień coraz bardziej zaczynam dostrzegać pewne rzeczy. Czemu nic nie może być po prostu normalne? To wszystko jest tak śmiesznie łatwe do naprawienia, on po prostu tego nie chce. Prosi żebym nie odpuszczała sobie naszego zwiazku, bo pewnie wie, że on sam ciągle to robi. Obiecuję że zadba o zaufanie, poczym wyrzuca mnie ze swojego pokoju, kiedy zaczynam się rozglądać. Czemu nie mógl po prostu pozwolić i pokazać, że naprawdę nie ma NIC do ukrycia. Tak by mi ulżyło, a on całe życie tak się zachowuje. Jak długo mam udawać przed sobą jeszcze, że to wszystko jest normalne?
W nocy obiecywałam sobie, że nie będe się już tak angażować emocjonalnie w to bo kompletnie nic to nie daję. Obiecałam sobie że bede silna i nie będe o nim myśleć, co robi, gdzie jest... Jezu to jest tak ciężkie. Jak długo można życ z kimś komu sie KOMPLETNIE nie ufa? Nie sądziłam, że moze być gorzej z zaufaniem a jest. Do tego stopnia, że zaczynam myśleć czy wszystko co robi jest ściemą. Bo mówi że kocha, że mu zależy, że się zmieni ale potem zawsze coś jest nie tak i tego nie widzę. W sumie nigdy tego nie widzę. Jedyne co mam to słowa. NIC WIĘCEJ. Słowa, w które cały czas wierzę, a w samotności, przed snem, kiedy patrzę na to wszystko jakoś bardziej trzeźwo, wydają się one byc tak fałszywe.. Odchodzę od zmysłow.. Czuję że ta jesień nie będzie magiczną. Nic nie jest tak jak powinno. Jak myślę, że już nigdy nie będzie jak przed tem czuje takie rozdarcie w sercu. Słucham Lany i przypomina mi się nasza młodośc beztroska, kiedy jeszcze bez żadnych skaz, wierzyliśmy w radość małych rzeczy, kiedy jeszcze nie bałam się że to wszystko jest tak kruche. Nawet nie myślałam, że kiedys wszystko się tak potoczy i nie sądziłam, że kiedykolwiek się zawaham. A waham się każdego dnia. Tęsknie za dniami kiedy nie bałam się o to co robi za moimi plecami, kiedy wierzyłam w każde słowo, gest, kiedy nie miałam mu nic do wypominania a bolesne wspomnienia nie psuły każdego spotkania.
Teraz nawet ten radosny maj, te kilka miesiecy które były tak idealne, wydają mi się tak dalekie i nieprawdziwe. Jedyne co bylo prawdziwe to pierwsze miesiace naszej miłości, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi, a szczęscie nie zabrała nam brutalna rzeczywistość.
Spierdoliłam studia, nie mam pracy, nie mam przyszłości, kto wie czy przeszłość mam skoro wydaje mi się ona być nieprawdziwa? Nie mam po prostu nic swojego. Jedyne co mam to rodzice, ale oni nie zawsze beda mnie wspierać. Jestem skazana na siebie i próbuję coś zdziałać, zmienić się, ale po prostu i nie wychodzi.
 

 
tylko czekam aż wszystko się rozpadnie

mroźne powietrze
 

 
Nie rozumiem w ogóle świata. W sensie ludzi. Niepotrzebnie może zaczęłam oglądać filmik o najgorszych narkotykach na świecie...bo znów wprowadziło mnie to w jakąś małą depresję. Narkotyki które robią z ciebie potwora z zepsutymi zębami i bez uczuć. Nie chcę nawet pamiętać tych nazw. Jednak na pierwszym miejscu był acodin a gdzieś tam dalej mefedron. Nie mogę uwierzyć w to że on to brał i wciągał. Po prostu jak mam ten obraz w myślach to robii się nie dobrze i zalewa mnie fala stresu. Już wiele razy mówił mi że na jesień łapie go jakaś depresja i boję się że ona się zbliża, dziś byliśmy w arkadi i wyszedł na zewnątrz w trakcie zakupów bo chciał ppbyx chwilę sam bo źle się czuł psychiczne gdy do niej jechalosmy i wgl od początku spotkania. Mega się przestraszulam, nie chciał mnie widzieć zebhm go przytuliła tylko siedział sam przez 20 mon wrócił inie przytulił. Nic z tego NIE rozumiem. Zarecza mi że nic nie ukrywa ale ta niepewność zostanie na zawsze. Dlaczego nas to spotkało? Nie mogliśmy od początku być szczęśliwi po prostu? Dlaczego ludzie zamiast pomalować rzeczywistośc sami sięgają po narkotyki które ja zakrzywiaja ??? Nie chcę tego rozumieć. Co jest z tym światem
 

 
Wychodząc z żabki mam ochotę rozwalić cały sklep ale jak juz tak drugi dzień siedzę w domu to zaczynam za nią tęsknić. W sumie przyjemnie dośc pracuję się z Gt, no i ta myśl że zarabiam coś jest fajna. Do tego klienci są bardzo mili i kilka z nich rzuca mi komplementy. Ale nie ma mowy żebym pracowała tam np. w paźdznirniku. Zbiore kasę i spadam stamtąd. W życiu nie chciałabym pracować w żabce na stałe. Jezu, ta praca jest tak mecząca. NIe wiem jak niektórzy ludzie mogą pracować w takich sklepach. I to tacy którzy mają po 30 lat. Troche takie życie żeby przeżyc. Za taką marną kasę i charówę. Mam nadzieje, ze nie skończę tak, choć już parę razy straciłam wiarę w siebie. Ogółem dorosłość jest straszna. Gdybym nie miała kochanych rodziców i do tego bogatych, pewnie musiałabym i pracować i studiować. Naprawdę podziwiam takie osoby.
Za kilka dni wyjazd. Mega się jaram, juz bym chciała tam być i marzę o tym aby pogoda nie była taka słoneczna bo już mam jej dość. Chce zeby bylo pochmurnie i burzowo. Takie wzburzone morze bym chciała zobaczyć i zacząć się tak jesiennie ubierać. Kocham jesień, jest cudownie.
Dużo moich znajomych ostatnio się zaręcza.. i tak własnię myślałam, ciekawe kiedy Gt mi się oświadczy. I zastanawiam się czy przyjęłabym te zaręczyny z taką sto procent pewnoscią. Czasem w kłotni widzę jak zmienia się mój stosunek do niego.. mam wtedy ochote z nim zerwać i być naprawdę SAMA. I co gdybysmy byli zaręczeni? NIe moze tak być. Jest lepiej o niebo niz rok temu ale nie jesteśmy chyba jeszcze dojrzali. Jezu, co ja w ogole plotę. Niedawno jeszcze byliśmy dziecmi, niedawno jeszcze wylądował w szpitalu i prawie umarł. Chcę mieć tą pewność. Może za rok już będzię?
Faceci są obleśni. Ogólem. Nie rozumiem dlaczego światem rządzi tak seks. Kawałek gołej nogi czy dupy i juz się spuszczają. Gdzie szacunek do kobiety, jej ciała, miłość jedyna prawdziwa? W grobach pochowana bo im bardziej ludzie współcześni tym bardziej prehistoryczni, jak jakies dzikusy. Nienawidzę wszystkich w sumie. Mogłabym byc sobie sama ze sobą i nigdy się tym nie przejmować. Klient do Gt powiedział że jestem "dobrą dupą" serio czy ja jestem DUPĄ? wygladam jak TYŁEK? ja pierdole, co jest z tymi ludźmi. Faceci to jakaś porażka teraz i coraz bardziej brzydzi mnie ten świat. Lana: niee, on nie będzie cie kochał jak beedziek no longer young and beautoful , pewnie bedzie podniecał się mlodymi tępymmi dzidami z dupą na wierzchu. W sumie o czym ja pieprze , laski same do siebie nie mają juz szacunku. A jebać to wszystko
 

 
Zdałam włoski na 5, a właściwie to poprawiłam. I Go na 4. dwa w sumie najgorsze przedmioty. Trochę mnie to podbudowało. Myślałam że serio ani mówić po włosku nie umiem ani nic, ale pare już sytuacji pokazało mi się wcale nie jest tak źle. Wrześien. 5 wrzesień. Dzisiaj trzeci dzień idę do żabki. Nawet podoba mi się ta praca bo siedze tam z gt. nie jest inwazyjny. jak proszę żeby zrobił mi coś to jedzenia albo zastąpił na kasię to robi to. mamy swoje przestrzenie, czasem siędo siebie pousmiechamy pogadamy poprzytualmy, ale tak to skupiam sie na pracy. i mimo ze będe tam tylko dwea tygodnie, staram się ją wykonywać dobrze. raczej większość klientów jest miła. zawsze jakas kasa wleci na wyjazd. CIekawe jak nam się ten wyjazd do Sopotu uda. Bilety już kupione, pierwsza noc opłacona. Myślę że bedzie fajnie. Choć teraz się dużo w tej pracy widzimy i boje się że sie sobą znudzimy moze przed wyjazdem wymyślę coś żeby były dwa dni odwyku, albo po prostu niewidzenia.
Czyli w sumie zostało mi to co najwazniejsze już. jedna rzecz by zamknąc te stresujace studia. Licenjat. Dobrze, że zmieniam promotorkę. Myślę że gorzej być już nie może. Dam radę za rok na pewno o ile nie zapmnę języka.. muszę się go uczyć albo znaleźć taką pracę która będzie związana z włoskim. jezu, oby się udało. z tego wszystkiego straće już chyba wszystkie włosy. muszę iść na badania krwi jutro i do trychologa bo nie dzieję się za dobrze. będe zaraz łysa :<
kurde, z gt nie wiem. NIby dobrze, ale czuję że to jakies kruche jest. Czekam tylko aż znów nadejdzie dzie jak mnie oleje. robi to mega często. z kolei on uwważa że moje uczucie jest do niego bardzo kruche bo tylko się pokłocimy i od razu widzi że taka błahostka a umnie mnie tak zmienić. no kurwa. nie musiałoby być tak jakby serio mnie po prostu nie olewał. czy to jest tak trudne. trudne odpisać na smsa. albo się nie spóźnić. raz być nawet wcześniej. wow. eh
kocham wrzesień. kocham jesień. kocham monotonię. praca, poczucie spełnienia, gt, serial, herbatka, spać. kocham to. Marzę sobie iść i czuć zapach mokrych liści. Teraz kilka dni marzeń. Potem zobaczymy jak bedzie.
 

 
Poczatek wrześniowej pogody I dzisiejsza klotnia z gt jakos zmusil mnie do odwiedzenia mojego bloga. Zatesknilam za nim, chociaz czytajac notki sprzed trzech lat, nie dosc ze czuje ze czesc z nich to klamstwo to na dodatek widze swoja niedojrzalosc I jak bardzo sie zmienilam. Trzy lata temu mialam zjebane podejscie do zycia I dziwne pojecie zwiazku,dwa lata temu I rok temu zjebalam zwiazek chodzac na imprezy I chlejac na umor. Jedybe nad czym teraz powinnam pracowac to moze wieksza pewnosc we wlasne sily I skojczenie tych studiow. Mysle ze baaardoz sie zmienilam. Naprawde dojrzalam do zwiazku I wyzeczem, wiem juz co dobre I co zle I na czym polega milosc. Szkoda ze gt kolejny dzien mnie wkurwil a jutro mam poprawki eh. Ogolem sprawdza sie wroli chlopaka I tez sie zmienil ale nie umie zadbac o to bym na sstale czula ze mu zalezy. Kilka dni mysle ze jest ok, a potem przychodzi taki dzien jak dzis I znowu sie klocimy.
 

 
Aż ciężko uwierzyć w to co się dzieję. Mijają kolejne dwa miesiące a między nami CORAZ LEPIEJ. Budujemy coraz sileniejszą więź, której byle kłotnia nie potrafi zepsuć. Nasza najpoważniejsza kłotnia trwała nie wiem? Jeden dzien? Nie mogę w to wszystko uwierzyć i boję się, że pewnego dnia to wszystko się rozsypie jak kiedyś. Znam swoje błędy i on zna swoje, myślę że nauczyliśmy się na nich sporo, mam nadzieję że to wystarczy. Gt jest miłością mojego życia , moim celem życiowym, bez niego wszystko jest bezsensu i puste. Wiem, przyjaciele są zawsze i bedą, ale miłośc to jest coś co dla mnie jest najważniejsze, druga osoba, dla której jestem najważniejsza i z którą planuję przyszłość. Czuję, że on, to jest właśnie ten chłopak, z którym mając nic, mogę mieć wszystko.
To jest tak niesamowite, nie ma przy nim żadnych barier, żadnych tematów tabu, mogę przy nim wszystko, mogę się przy nim śmiac i płakać i w drugą stronę. On przy mnie też. Wczorajsza sytuacja, wieczorny spacer, majowy i rozmowy o wakacjach i jego emocje, uswiadamiają mnie jak strasznie mnie kocha, aż ciężko uwierzyć w to, że ktoś może kogoś kochać tak mocno. Jestem tego tak pewna, że mnie kocha i to jest tak piękne <3 czuje się spełniona i szczęśliwa.
Kolczyk się pięknie goi, włosy mam lepsze, dłuższe i zdrowsze. Brzuszek ćwicze, rammiona ćwicze. Wyjazd zaplanowałam i licencjat jest w trakcie. Może jakoś to wszystko w końcu się ułoży? On pracuje, uczy się, zaraz matura, chyba damy radę. Ze wszystkim dajemy.
Kilka dni temu, byliśmy u Natsona z Bartkiem i Gt i czułam się tak wpsniale przy nim. Każda impreza, wyjście, spotkanie jest tak udane! Bartek i Natson powiedzili ze są pod wrażeniem. A gdy Bix powiedział że jest pewien że będziemy do konca zycia razem i że to co przeszliśmy razem i z siebie nie zrezygnowaliśmy świadczy o tym jak bardzo się kochamy. NIe wytrzymałam i popłakalam sięze wzruszenia wtlując się w jego silne ramiona. ( Kocham je btw <33333333333 ) Ostatnio polanka. Krupa wzięła mnie na bok i mówi że tak bardzo nam zazdrośći. Magda? dzowni i mówi że dobrze jej jest być singielką ale jak patrzy na mnie i na Gt mówi że w sumie też by tak chciała. Paulina? opowiadała mi jak gt opowiadał o mnie i też był pod wrazeniem jaki to jest chłopak uczuciowy i jak bardzo mnie kocha.
Jeździmy do jego babci, na obiady rodzinne, to wszystko zaczyna być takie poważne. Jego babcia jest przecudowna i opowiada wiele historii o swoim mężu. Też bardzo się kochali a z tego co wywnioskowałam, Grześ jest bardzo podobny do swojego dziadka. Niesamowita jest ich więź i to jak Gt bardzo dba o swoją rodzinę. Wczorasj z jego rodzicami ogladaliśmy razem film. NIedawno razem byliśmy na ślubie a w sobote idziemy razem na komunie. Jego rodzice mówią że jestem wpsniała i mnie podobno uwielbiają! boze, to wszystko jest takie!!!!!!!!! Na grillu ostatnio Grześ sobie gadał z moim tatą, coraz mniej się przy nim krępuje.
W ogole zrobił mi niespodziankę i kupił w kwietniu bilety na wystawe Titanica <3 boże, było tak cudownie. Wspaniała wystawa, a z nim to już w ogole było idealnie. Spełnił moje dzieciecie marzenia, a widziałam że i jemy się podoba. Potem szliśmy wieczorem na piechotę od stacji stokłosy na kabaty na piechotę i cały czas gadaliśmy <3 było ideealnie, on jest moim ideałem, kurwa kocham go jak nie wiem!! <3
 

 
i kolejny udany tydzień! kolczyk jest tak zajebisty i brzuszek powoli spale! dzisiaj z gt po jego pracy się spotkaliśmy, spacerek i ćwiczyliśmy razem u mnie w domku. Ten kolczyk podoba mi się jeszcze bardziej jak widzę że on się nim tak jara. Nie sądziłam, że aż tak będzie. Strasznie się cięsze. W ogole wszystko robimy razem. Mamy ze sobą najlepszy kontakt i chyba nigdy nie było miedzy nami tak dobrze. Stara się bardziej niz ja. Choć wsumie nawet juz nie wiem czy to staranie. Po prostu jest zajebisty i widzę, że nawet jemu sprawia przyjemność to wszzystko i ze jest weselszy i ma ochotę się dla mnie starać. Planhujemy razem dużo fajnych rzeczy. Idziemy na wystawę titanica, na spacer po agrikoli i zrobić jemu kolczyk. A i wakacje planuijemy razem sami we dwojke nad morzem. Plaża, spacery nocą, seks wino i tańce. Będzie idealnie ! jeju to jest tak niesamowite że go mam <3 który facet jest taki? jedziemy sobie autobusem, opiera glowie na mnie i prosi ,żebym go całowala. wyglada jak taki bobas niemęski ale móóój <3 ciągle tylko "pixa pixa przytul" Kocham too. CIągle do mnie pisze. Wieczorami dzowni. Rano słodkie eski na dobranoc. CIagle chce się spotykać. No ja nie wiem, co się z nim stało ale jest naprawde super i jestem mega szczęsliwa. Warto było przeboleć tamten okres. Jeszcze staram siętak przy nim nie jarać, niech troche poczeka ;3 ale tutaj mogę sobie posłooodzić i pojarać się jak fajnie jest. Oczywiscie mówie mu czasem że jestem z niego dumna itd ale nie chce go przesłodzić, niech się stara lamus! <3 hiehheiheh zazynam powoli znów mu ufać i nie czepiam się juz o pierdoły kiedy serio widze to że mu zależy i ogól jest zajebisty. Niech tak bedzie już zawsze <3 zero stresu, zero złości. Te uczucia juz dla mnie nie istnieja od miesiaca :3 !
 

 
Kolejne cudowne dni z moim chłopakiem! Przeżywamy chyba drugą miłość. Jejuu tak się stara, jest dla mnie najlepszy teraz, nie mógłby być lepszy. Czuje się taka dowartościowana, taka ważna, potrzebna, czuje że mu tak zależy i że dojrzał, że nasza miłosć dojrzała. Ja nie będe robic tych samych błędów i on się dla mnie zmieni. To już ponad miesiac od kiedy jest między nami tak dobrze! w każdej jebanej sferze! i się widujemy często, i dba o mnie jak się spotkamy, i ciągle pisze do mnie, i ja mogę do niego śmialo kiedy chce, i seks wrócil w łaski zajebisty i w ogoleeeeeeeeeee jezu czuje się jak ksieżniczka zakochana znów! do tego zrobiłam sobie kolczyk w pękpku <3 pojechał razem ze mną i się mega dziś cały dzień jarał ;3 strasznie się ciesze że mu się podoba ;3 kurde wszystko się układa. nie sądziłam że takie dni nadejdą ;3 schudlam 3 kg ! jejuu ;3
 

 
Czekałam z tą notką dość długo nie powiem. Ale w końcu mogę napisać śmiało że czuje się coraz lepiej przy Gt. Jest między nami (patrząc na poprzedni stan) coraz lepiej! Dzisiaj nawet zaproponował że przyjedzie po mnie jutro i pojutrze na uczelnie. Jutro też razem zapisujemy się na siłownie, a pojutrze również zabiera mnie na pizze na którą chciałam iść. Pracuje, zapisał się na kurs z matmy, ogółem coraz lepiej to widzę. Powoli coraz mniej schizuje. Nie mówię że przestałam kompletnie, ale w porównaniu z tym co było to niebo a ziemia. Zaczął mnie rozumieć a ja jego. W końcu widzę że mu zależy. Musiałam go chyba trochę do tego popchnąć i sama przestać zgrywać zimną sukę. Nie mam juz siły i odwagi popełniać te same błędy które nas zepchnęły na drogę na której utknęliśmy przez prawie rok. Teraz juz tylko mam nadzieję że będzie tylko lepiej. Warto walczyć o miłość i nie rezygnować z niej.
Pomysł na licencjat jest ale jak się za to zabrać?
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
I tak właśnie "depresja" stała się wymówką żeby się nie starać. Już dawno w sumie ale teraz dopiero dotarło do mnie jak naiwna byłam. On w ogóle tego nie przeżywa nie ma w nim najmniejszego przejawu uczuć. Nie znam drugiej tak egpistycznej osoby. Gt pomoge ci poszukać pracy, zaniosę z tobą papiery do szkoły, gt przyjade po ciebie, gt zapraszam na rodzinną kolacje, gt co sie dzieje, powiedz co czujesz. Wiem że nie pójde spać jesli nie bede pewna że wszystko z nim ok. Ale z nim zawsze jest ok. To co dzieje sie złego miedzy nami w ogole go nie trapie. Ja płacze, ja sie trzęse, mnie boli brzuch a on? Nic. Zero uczuć. Krzyczę, płaczę prosze o pomoc, zapewniajac przy tym go że mi zależy. Co z tego miałam? Nie pomogl mi ani razu. Zostawił mnie samą tyle razy kiedy sie rozpadałam. Tyle nocy nieprzesanych z bólem brzucha i walka z myślami. Gdzie mnie jeszcze oszukal? Czy on mnie naprawde kocha? Zawsze probuje sobie to jakoś tłumaczyć ale juz nie moge. Kolejne obietnice sa puste i nawet jak tak słodko czasem gada już nie wierze że bedzie mi lepiej. To są tak proste rzeczy ktprych mi brakuje o ktore prosze a on nie moze mi ich dać. "Pixie nie wiem jak pokazać ci ze cie kocham" SERIO? To trzeba woedzieć?! Latam za nim jak szalona, amgazuje go we wszustko a on mnie tak olewa. A jak sie poklocimy to nawet nie zalezy mu zeby wyjasnic. Ja dzownie ja pisze ja chce sie spotkac wyjasnic. On? Budzika nie umie nastawić zebym nie czekala. Na smsa nie umie odpisac ale w gre juz zagrac moze. Boze jak ja go nienawidze. Nie wiem juz kim on jest. Nawet nie provuje mnie przekonac ze sie myle. Ma tak wszystoo gdzies. Nienawdze go zaluje ze sie w nim zakochalam i zr jestem takim slabym smieciem
 

 
thiocodin czy acodin
"zmienię się"
"pixie bede się starać"
"przepraszam mam problemy z samym sobą"
tydzień starania, tyle jestem warta, kilka chwil.
Dzisiaj pierwszy raz napadało tyle śniegu. jest tak pięknie na około i tak brzydko w środku.
mój wesoły pamiętnik już dawno zamieniłam w miejsce gdzie wypisuję swoje żale
smutki
zawody
cierpienia.

nie ma emocji. przegrałam. on wygrał. śnieg skrzypi pod nogami, lecą ciepłe łzy
gdybym tak zliczyła łzy z tego tygodnia, pewnie roztopiły by cały śnieg na około
pierwszy tydzień dobry od dawna, czekałam w stresie kiedy się to skończy. i tak o to dzisiaj wszystko wraca do NORMY
 

 
fuck me



naiwna idiotka
 

 
I przegrałam walkę z samą sobą. Złamałam się w pewnym momencie i przyznałam się przed sobą jak słaba jestem i udaję silną od wakacji. Każdy dzień bez niego bolał tak samo, za każdym razem gdy ktoś wymawiał jego imie, serce zaczynało mi bić szybciej. Czy będzie już tak zawsze? Czy naprawdę pierwsza miłość pozostawia po sobie tak głęboki ślad? Ludzie się rozstają na około znajdując sobie lepsze miejsce, a ja tkwie w bagnie i tak ciężko mi z niego wyjść. Od roku się pierdolę z tym i ciągle mam nadzieję. Tak bardzo boli świadomość, że on już nie jest tą samą osobą. Może nawet nigdy nią nie był. Przez dwa lata imponował mi dojrzałością, czułam że jestem dla niego jedyna, traktował mnie jak skarb, a teraz słyszę że nie jestem dla niego wystarczajaca motywacją by działać i być lepszym. Leży cały dzien w łózku, zawalił studia, jest 3 lata do tyłu ode mnie, a oprócz tych faktów, jest niedojrzały, ciągle mnie rani, mówi sprzeczne rzeczy, udaję przede mną kogoś kim nie jest i coraz bardziej to zauważam. Nie dam rady zmienić go na siłę. Wpadł w złe towarzystwo, jest osobą która łatwo ulega wpływom i teraz go nie poznaję. Mówił że dzięki mnie jest lepszą osobą, że dojrzał a dwa miesiące beze mnie i tak się zmienił ?
najgorsze jest to, że tylko ja płacze, gubie sięw tym toksycznym świecie, gdzie nie ma miejsca dla mnie, ani osoby którąmogłabym pokocha, której mogłabym się oddać.
zawalam studia, nie mam do niczego motywacji, straciłam najwazniejszą osobę w moim życiu, pierdole teog bloga
 

 
25 dni kolejnej męczarni, pytań bez odpowiedźi, zero zrozumienia. Zaledwie 25 dni a tyle ran zadanych. Wiem,że mój pamiętnik jest prywatny ale wstydzę się tego co mi zrobił a ja nadal starałam się żeby było ok. Pomagałam mu zaominając o sobie, mówilam ze bedzie ok, dawałam rady w które sama nie wierzyłam i ktorych sama potrzebowałam. Co dostalam w zamian? Siniaka na żebrze, stracenie pierścionka ktory dal mi na drugie walentynki, zniewagę, a gdy płakalam przy nim to śmiał sie ze mnię i nie probowal pomoc. To jest potwor. Nie woem czemu się tak zmienil ale już nie chce go znać. Modle się że wytrzumam w tym i znajde kogoś kto mnie uratuje
 

 
Wszyscy mi mówią, daj sobie z nim spokój. To już przegięcie. Po co się z nim zadajesz? Przesadził.
I tak oto zerwałam po raz kolejny i trzymam się tego już czwarty dzień. Chcę wrócić ale głosy na około odradzają. Moje myśli zadają pytania bez odpowiedzi. Czemu znów to zrobił a potem dzownił 4o razy cały dzień, przepraszał i przyniósł kolejną róże i prezent? A może gdyby mnie kochał wystarczyłby dzień spędzony razem bez kłótni, spacer po jesiennym lesie i wręczona czekolada, jak kiedyś. Nie chce tych jego przeprosin, nie chce żadnych prezentów i listów, chciałam jedynie szczerośći. Żeby pomyślał o mnie zanim znów zrobi coś takiego. Jak ja mam mu ufać, kiedy mówi że urywa kontakt z nim, nie gada z nim od dawna, a spotykam go w jego towarzystwie? wytłumaczenie ma - jak zawsze. Ale już mi to nie wystarcza. Nie chce być taką osobą, którą gardziłam. Naiwną, wierzącą w kolejne obietnice ''będzie lepiej Pixie" ,,będe się starać" ,,wiem, że źle zrobiłem." Nawet każda z tych przysięg jest kłamstwem.
Wiem, że nie jestem święta, czasem wybucham bez powodu, napisałam pare razy do maćka bo mi go brakowało i gt to zabolało, ale naprawdę się starałam i chcialam dalej. Zrezygnowałam ze znajomości z jednym przyjacielem, ze znajomymi z wakacji, z maćkiem, z imprez.. A on dla mnie nie potrafił przestać widywać się z jakimś lamusem i tchózem, który nawet nie potrafi mi spojrzeć w oczy. Chyba nigdy mnie nie ogarnęła taka agresja. Uderzyłam go tyle razy, ale żadne z tych ciosów nie pomogło, chyba gdybym go zabiła, poczułabym się lepiej. Nienawidzę go. Nigdy nie sądziłam, że tak kiedyś będe czuć. Kocham go, ale nie lubie po prostu. Jest dla mnie dnem i dzieckiem. Może mówi dojrzałe rzeczy, ale to wszystko to nie on.
Omijam kolejny dzień na uczelni bo łaże do 2 w nocy sama po Kabatach. Nawet płakanie w poduszkę jest za głośne. Boje się, że ktoś usłyszy i znowu usłysze ,,płaczesz przez niego kolejny raz, daj sobie spokój." Nienawidze tych słow, bardzo bolą bo są prawdą.
Trzeba pogodzić się z tym, że nie jesteśmy już tymi samymi osobami. Nie wiem ile wytrwam. Bo mało z tego rozumiem. W piątek byliśmy razem w Arkadii a na naszym moście gdańskim podpisaliśmy się z datą i jakoś zapomniałam na chwile jak bardzo mnie zranił, a ja jego. Dzień później wszystko wywróciło się do góry nogami. Dałam mu ostatnią szansę i potrzymał ją zaledwie tydzień. Tyle jestem warta. Kilka chwil starania.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
No i wracamy do obowiązków. Zbliża się zima, czuć już to w powietrzu. Już przez całą końcówkę wakacji, marzyłam żeby nadszedł ten moment. Chodzę na studia w miarę przyzwoitych godzinach, wracam po południu, nie mając czasu na smutne przemyślenia. Koniec sierpnia i wrzesien, kiedy zaczęłam znów spotykać się z G. wyglądał mniejwięcej tak samo jak cały rok kiedy z nim byłam. Każdego dnia, nie mając absolutnie minimalnego zaufania do niego, zastanawiałam się co robi, marzyłam by nie spotykał się z tymi debilami, bałam się że mnie oszukuję i robi złe rzeczy za moimi plecami.
Troche chyba bez powodu się martwiłam. Póki co żadne kłamstwo nie wyszło na jaw. Pod koniec wrzesnia pojechaliśmy nawet we dwójkę do Krakowa. Musze przyznac, że wyjazd był idealny. Każdego dnia myślalam że pasujemy do siebie jak dwie krople wody. Nie było nikogo obok nas. Ani znajomych jego, ani moich. Każda sprzeczka musiała skończyć się zgodą bo byliśmy skazani na siebie. Strasznie nas zbliżył ten wyjazd. Czułam się jak księżniczka. Tak bardzo się starał i kupował mi wszystko co chciałam. Myślę że umieliśmy być i parą i przyjaciółmi. Wróciliśmy i bałam się, że bańka pęknie a tu proszę. Nadal się stara. Nie spotyka się z osobami, z którymi nie chce. Raczej w ógole nie pije alko. Codziennie dzowni, mówi mi co robi. Pomyśleć że to tak mało, a jak mogłoby pomóc wtedy. Nigdy nie myślałam, że nasz związek będzie potrzebować takiego resetu. Zaczynamy całkowicie od nowa. Spotykamy się w wolnych chwilach, gramy razem w lola, spacerujemy zimnymi wieczorami, piszemy ze sobą dość sporo. On nawet więcej z siebie daje. Ja jakoś nie umiem. Boję się że znowu mnie wychuja kiedy ja się zaangażuje. Tak bardzo przywykłam do tego uczucia że ma mnie gdzies, do tego że udawałam że też mam wyjebane, że chyba w końcu po prostu mam. Dzis rano obudzilam się, i dopiero po jakiejś godzinie przypomniało mi się że mam chłopaka. Nie wiem co się ze mną dzieje. Nie jara mnie juz w sumie każdy sms, wieczór kiedy mamy się spotkać. I do tego momentami tęsknie za Mackiem. Ale pewnie tylko tak gadam, bo już nie mam na co narzekać. Kocham go, ale jakoś poki co nie umiem się zaangazowac. Troche za późno dał mi to czego chciałam i troche za bardzo mu nie ufam. Czegoś brakuje mi w tych pięknych jesiennych dniach. Chyba siły i zajawki. Nadal się boję.
 

 
Chyba nie wiem już co to jest całkowite szczęście. Nie umiem go zdobyć i strasznie się boję, że nie jest mi pisane. Albo gorsze jest to że wcale go nie chcę. Jestem tak przyzwyczajona do tego co mam, że pomiędzy chwilami szczęscia krótkiego jest tyle bólu, że boję się zmienić codzienność.

Nigdy nie przeżyłam tak dziwnego roku. Niby jestem z przyjaciółmi, niby się śmiałam ale całyczas czułam jakiś brak. Chciałam naprawdę żeby był z nami ale to chyba niemożliwe. Nie wiem jak on to robi. Jednego dnia potrafi być najlepszą osobą na świecie, że o niczym innym nie marze tylko o nim, a drugiego zmienia się w kogoś okropnego i mam wrażenie że go nie znam. Przeraża mnie to, że on kogoś udaje innego przy mnie, że dostosowywuje się do mnie, mówi to co chce usłyszeć a za moimi plecami jest zupełnie innny. W suime kłamał bez problemu, czemu i z tym by nie miał ? Nie umiem znaleźć tego szczęścia pomiedzy uśmiechami, przyjaciółmi, imprezami, cały czas brakuje mi czegos pewnego w życiu. WIdziałam idealne pary. Mój zwiazek to porażka. Jakaś bomba. Pewnego dnia wybuchnie. NIczego nie jestem przy nim pewna. Każdego dnia się boje.
boje się że gdybym znalzła coś lepszego odrzuciłabym to.

jprdl najgorsze jes to że mam tak ochote pogadać z mackiem i nie mogę

So come rain on my parade
Cause I want to feel it
Come shove me over the edge
Cause my head is in overdrive
I'm sorry but it's too late
And it's not worth saving
So come rain on my parade
I think we're doomed
 

 
Jestem naiwna. To dzisiejszy mój wniosek po dwugodzinnym samotnym spacerze. Zerwałam znajomość z Maćkiem dla chłopaka, który udaje że go to obchodzi. Miałam dzisiaj jakieś wrażenie, że tak naprawdę to on ma gdzieś to czy z nim mam kontakt czy nie. Gdyby sytuacja byłaby na odwrót prosiłabym go.. może nawet błagała żeby to zakończył.
W sumie wystarczy spojrzeć na sytuację po szpitalu. Jeszcze tam kłamał choć zarzekał się że będzie mówił już tylko prawdę. Spierdolił nasz związek tak bardzo, zranił mnie jak nikt nigdy inny i porzucił. Kłamał z takim wyrafinowaniem, kłamał prosto w oczy nie wahając się. Ską mam wiedzieć czy teraz nie robi tego samego skoro tak prosto mu to przychodziło? Zadaje mu pytania a on nawet nie umie na nie konkretnie odpowiedzieć. Nie stara się nawet mnie uspokoić. Czy ja naprawdę tak dużo wymagałam? Szczerości, żeby informował mnie co robi, zeby nie spotykał się z osobami któe mogą mieć na niego zły wpływ.. to jest serio tak dużo w imię tej całej miłości?
Gdybym ja spieprzyła wszystko tak jak on stanęłabym na głowie żeby mi wybaczył. Za bardzo się zakochałam.
skończyłam znajomość z chłopakiem który dbał o mnie jak gt miał wypierdolone i imprezował z jakimiś kurwami. zrobiłam to dla niego , a dla niego problemem jest powiedzieć mi co robi. ,, nie mozemy tak życ pixa xd " jeszcze to ,,xd" Czy ta sytuacja jest naprawdę tak śmieszna? On nic nie rozumie, nie wie jak to jest być tym oszukiwanym. SPotykamy się 3 dni i 3 dni jest mi chujowo. wiedziałm że tak to będzie wyglądać. Musze nauczyć się mieć wyjebane tak samo jak on. Zero uczuć, jakiejś nostalgii, tęsknoty, zero przywiązania. Aż może znajde sobie kogoś kto zapewni mi spokoj. Wiem że to egoistyczne, ale nie przeżyje jak go zostawie a on znajdzie sobie kogoś pierwszy. Nie zasłużył na nic. Jest tak złą osoobą jak nikt inny.
 

 
Kompletnie nie wiem co robić. Czuję źe sytuacja się powtarza. Z gt sytuacja jest w gorącym obrocie spraw a ja zaraz mam te egzaminy, przez które ze stresu nie mogę spać.
wczoraj przez chwile poczułam się szczęsliwa znowu, kiedy całowaliśmy się w altance jak kiedyś. nie wiem czy to te dwa miesiące, czy to że nie powinnam tego robic, sprawiły że ten pocałunek był najlepszym w życiu. nie da się tego opisać słowami jak idealny był.
wracaliśmy do domu za ręce ale mija dzien i nadal zastanawiam się nad sensem tego wszystkiego. czy to co mowil bylo prawda? w nic nie wierze i wiem że bede z nim nieszczęsliwa. kocham go ale jak można życ bez zaufania? jeszcze strace Maćka dla kogoś kto mnie oszukuje? co robić?
 

 
jakie to pojebane jak z dnia na dzien z najszczesliwszej osoby na świecie możesz stać się nasmutniejszą
 

 
Mija tydzień za tygodniem i cały czas coś się we mnie zmienia. I na około. Podstawowe fundamenty i poglądy zniszczone. Nie ma na świecie nic co byłoby sto procent dobre i czyste, a jak jak jest to kim ja jestem żeby na to zasłużyć? Pierwsza miłość to mit. Coraz bardziej zapominam. Najlepsza przyjaciółka zniknie za równo miesiąc na rok i trzeba będzie poradzić sobie z kolejną stratą i zmianą.


Gt coś tam do mnie pisze raz na jakjs czas, jakies słodkie puste słowa które nie robią już na mnie wrażenia bo nawet nie wjem czy są prawdziwe. Spotkamy sie jutro po prawie miesiecu niewidzenia. Nie wiem czemu to robie, moze chcialabym zobaczyć coś szczergo w jego oczach. Rozgryźć go. Jeszcze jedna szansa.

Maciek powiedział że jestem najlepsza z dziewczyn i nie chce żeby ktoś mnie skrzywdzil, zeby zostaly mi tylko siniaki i cierpienie. Na imprezie powiedzial żebym sie nim nie martwila i że gt pewnie i tak bylby lepszym chlopakiem. Taaa